Eduardo Mendoza, mistrz ironicznego dowcipu i słownej ekwilibrystyki, powraca! (w końcu – aż chce się dodać, wszak od publikacji „Oliwkowego labiryntu” ostatniej części cyklu o niewydarzonym barcelońskim detektywie minęło już ładne kilka lat, a „Mauricio, czyli wybory” to jednak literatura zupełnie odmienna).
Powraca w stylu koncertowym „Niezwykłą podróżą Pomponiusza Flatusa”, wybornym literackim żartem i zarazem przewrotnym kryminałem o początkach naszej ery. Makiaweliczną opowiastką duchowo pokrewną z „Żywotem Briana” Terry’ego Jonesa. Mendoza, podobnie jak Anglicy z grupy Monty Pythona, czerpiąc garściami ze starożytnych apokryfów i bawiąc się biblijnymi konwencjami stworzył dzieło tyleż zwariowane co zabawne. A zatem zapnijcie pasy i w drogę!
Nie wiem w jakim stopniu Eduardo Mendoza poczuwa się do bycia postmodernistą, ale sposób w jaki traktuje literacką materię, jak gra z czytelnikiem, bawi się intertekstualnością i metaliteracko pogrywa sobie z literacką tradycją stawia go w jednym rządku z Johnem Barthem (autorem rewelacyjnego „Bakunowego Faktora”) i Italo Calvino, choć żadnego z wymienionych bozia nie obdarzyła aż takim poczuciem humoru. Mendoza w „Niezwykłej podróży…” dworuje sobie (ale nie szydzi!) z wszystkiego i wszystkich, traktując swych bohaterów (w większości jednak postaci historyczne) z dystansem i polotem godnym najlepszego komika. Podobnie, jak w trylogii barcelońskiej i tym razem pisarz przewrotnie gra z konwencją powieści kryminalnej czyniąc głównym bohaterem nie klasycznego komisarza a abnegata i domorosłego filozofa. Pomponiusz nie wykazuje żadnych inklinacji ku profesji detektywa, miast tego jest fizjologiem i oratorem z problemami natury gastrycznej, którego poszukiwania źródła dającego mądrość, dość nieszczęśliwym zrządzeniem losu, doprowadziły do miasta Nazaret, gdzie właśnie miano ukrzyżować miejscowego cieślę, Józefa, nawiasem mówiąc człeka dość antypatycznego i niezbyt skorego do wyznań. Jego chwacki synek, dwunastoletni Jezus, poprosił Flatusa o udowodnienie niewinności ojca i w ten sposób, z braku ciekawszych zajęć, Pomponiusz stał się detektywem.
W najnowszym Mendozie nie ma nic zaskakującego, wszystko jest na swoim miejscu: postliterackie zabawy, słowne gry, groteska i wyborny humor. Lubię taką przewidywalność :-)
Ocena: 





Tutaj możecie zajrzeć do książki.
Nawiasem mówiąc ostatnio same 5 rozdaje, nie dla tego, że czytam same bardzo dobre książki, a raczej dlatego, że jeśli coś mi nie podchodzi bardzo szybko czytanie porzucam :]
Może Cię również zainteresuje:
- Hallo Spaceboy 24/05/2010










Pingback: InfoTuba : Kraków Warszawa wiadomości, wydarzenia, kultura, Białystok, Lublin, Łódź, Poznań, Rzeszów, Toruń - Polska - Literatura - "Niezwykła podróż Pomponiusza Flatusa" Eduardo Mendoza
A ja panu M. podziekowałam po przygodach fryzjera damskiego. i już raczej sie do niego nie przekonam .
Bez kozery powiem – zdobędę :D
Oj Pekk why? Mnie się „Przygoda damskiego fryzjera” najbardziej podobała :]
Bazyl – good choise – i tyle Ci powiem :]
Ja wiem, że good, bo Mendozę bardzo lubię, mimo głosów, że to popaprana, bądź śmieciowa literatura :)
Oj tam śmieciowa, ale poprana i owszem. Z tym zgodzić się mogę :]
Ciekawie się zapowiada, dobrze pamiętałam, że gdzieś na mojej liście jest jego książka. Nie myliłam się ; ).
Wybacz, że nie skomentowałam Ci ostatnich dwóch postów, mam nadzieję, że nie zwątpiłaś w moją otuchę, jaką przesyłam Ci przez ten monitor. Mam nadzieję, że do Ciebie dociera xd.
Skończyłam ostatnio „Samotność w sieci” i teraz zabrałam się za „Emme”. Muszę przyznać, że twoja opinia była słuszna. Dobrze mi się ją czyta.
Dziękuję Ci, za to, że dzięki Tobie, odkrywam książki na nowo. Bałam się, że sięgając po książki z wyższej półki, nie zrozumiem ich. A tu proszę jestem Ci ogromnie wdzięczna, za poznawanie miłości do książek z innej strony ; **
Pozdrawiam Gorąco ; *
witaj Zosiku :) ja nie do końca na temat, ale tak sobie myślę … sama ciągle nie umiem porzucać książek, które mi nie całkiem pasują, nawet jak odkładam to obiecuję im podejście numer dwa ;) a to czasem się nie da zwyczajnie – chyba muszę poćwiczyć ;))
mało się odzywam ostatnio, ale niezmiennie czytam :))
Vampire ależ skąd. Ja miałabym w Ciebie zwątpić? Nigdy w życiu :]
Net.a.a :) mną się póki co lepiej nie sugeruj, bo ja ostatnio mam spory problem ze skupieniem się na czytaniu. Powód chyba wiadomy ;) Tak więc… Ech skąd wiedziałaś, że ja się tak miotam?
Oj wcale Ci się nie dziwię, powód wiadomy oczywiście … wyczytałam wieści między wierszami ;):) Wierni czytelnicy na pewno już szykują wirtualny ryżyk :) I ja też ;)
Pogody ducha Zosiku, trzymaj się i nie puszczaj :))
Net.a.a trzymam się jeszcze, jakoś, sama już nie wiem jak :] Dobrze, że pogoda dopisuje, a co do czytania liczę, że już po wszystkim szalona myślowa galopada się uspokoi i wrócę do czytania nieco poważniejszej literatury, zwłaszcza, że stos rośnie. W każdym razie dziękuję za dobre słowo :)
Porównanie z Monty Pythonem i opisywany przez Ciebie humor już mnie zachęcił :) Czy czytanie książek tego autora najlepiej zacząć od jakiejś konkretnej, czy po prostu łapać pierwszą z brzegu?
Mandżuria, szczerze, ja znam tylko tą dowcipną nogę Mendozy, a tych kilku poważnych książek nie czytałam, więc odpowiem ci tylko o tym co sama już przerobiłam i myślę, że chyba lepiej zacząć od trylogii (w Polsce ukazała się w nieoryginalnej kolejności, jako pierwsza wyszła część najnowsza, a dopiero później te wcześniejsze), którą Znak właśnie wznowił w cudnej szacie graficznej, a później na deser zabrać się za „Pomponiusza” :]
Dzięki, tak właśnie zrobię :) a te ksiązki niedoczytane trafią do odpowiedniego działu tutaj, czy nawet na to nie zasługują? ;)
Waham się co z tym fantem zrobić, bo niby chcę im dać jeszcze szansę i raczej ich nie przekreślam, ale kto wie czy kiedykolwiek będę mieć czas/ chęci by jednak do nich powrócić?
Muszę się Ciebie poradzić, co myślisz o tym, aby zrealizować moje małe marzenie i założyć bloga z recenzjami? Boje się, że nie podołam temu zadaniu. Co o tym sądzisz?
Vampire myślę, że to dobry pomysł, któremu z pewną ilością samozaparcia i wewnętrznej dyscypliny podołasz bez trudu. A mówiąc serio – próbuj. Ja czekam na adres :]
A jednak stało się, założyłam go ; ) http://wykredowana.blogspot.com/
Mendoza mi obcym panem jest, ale dzięki Tobie zapewne już niedługo to się zmieni. :)
A swoją drogą, czy wydawnictwa nie powinny sponsorować takich stron jaki Zosikowa? Przecież choćby tutaj już kilka osób zadeklarowało swe zainteresowanie. No, wydawnictwa, gdzie jesteście? ;)
Vampire i bardzo dobrze! Cieszę się i dodaję do mojego czytnika RSS-ów. Wiedz, że będę Cię czytać :]
VMR namawiasz do przekupstwa?
Eee tam, zaraz do przekupstwa! ;) Choć rzeczywiście problem mógłby być, bo głupio by było kąsać rękę, która dostarcza strawę.
Pewnie, że głupio, ale chyba lepiej być uczciwym względem siebie i swych czytelników niż schlebiac tym, którzy na to po prostu nie zasługują? Tak mi się zdaje w każdym razie :]
Nieeee no, genialna sprawa:D to moja pierwsza książka Mendozy, ale już mi się podoba i chce przeczytać więcej! Rzeczywiście, seria Mendozy wydana teraz przez Znak świetnie się prezentuje, fajnie byłoby mieć taki komplecik;)
Szwedzki Kucharzu to ja ci powiem, że IMHO trylogia barcelońska jest jeszcze lepsza!
Zosiku mówisz? no to po sesji zabiore się do czytania:)
Cudownie widzieć jak ktos do mnie mówi „szwedzki kucharzu”:D
Pingback: Brak wiadomości od Gurba - Eduardo Mendoza - Znak | Lekturki - blog Zofii Jurczak