Niepokojąco realistyczna powieść odzwierciedlająca schizofrenicznego ducha naszych czasów.
Być może (a nawet na pewno) Radosław Antczak nie jest najbardziej utalentowanym polski pisarzem, zresztą w przypisaniu go do zbioru literatów kryje się pewne nadużycie, więc niech na potrzeby tego tekstu pozostanie specem od marketingowych sztuczek, któremu udało się popełnić intrygującą, silnie osadzoną we współczesnych realiach, powieść o życiowo ustawionych trzydziestolatkach i przy okazji w dość pokrętny sposób pochwalić stary dobry patriarchat. Od początku nurtuje mnie ile siebie wniósł Antczak do literackiego debiutu. Iloma osobistymi wydarzeniami obdzielił biografie pary swych bohaterów, dość typowych przedstawicieli „nowej Warszawki” – progenitury prowincji bezrefleksyjnie pożerającej dobra konsumpcji?
Fabułę bez trudu można zamknąć w kilkunastu słowach. Antczak opowiada o parze, która po wielu wewnętrznych bojach decyduje się na dziecko, a gdy to w końcu się rodzi, miast scalić ich lekko nadwątlony związek, pogłębia uczuciowy rozłam, stając się niejako początkiem końca ich bycia razem. Lidia szybko wraca do pracy i oddaje jej się niemalże w całości, Filip poświęca więcej czasu dziecku z czym czuje się dość dziwnie. I tyle. Od miałkości „Historię małżeńską dla dorosłych” ratuje, ba wręcz wyciąga za uszy w górę, to co Radosław Antczak zawarł w niej nijako mimochodem, być może nieświadomie i przy okazji swych pieczołowitych i, jak na mój gust, aż nazbyt wyrafinowanych opisów małżeńskiego pożycia. Naszemu specowi marketingu bowiem udało się nadspodziewanie celnie, bez uciekania w rejony fantazji, sportretować pewną pokoleniową skazę. Ową schizofreniczność naszych czasów, które dają wolność i ją odbierają zarazem. Antczak dyskretnie krytykuje misję prorodzinną, której górnolotne hasła nijak się mają do rzeczywistości, a już zupełnie jawnie rozlicza się z przemieszaniem rodzinnych ról. I w ten sposób „Historia małżeńska dla dorosłych” nie jest li tylko pretensjonalną opowieścią o życiowej pustce i samotności małżeńskiej, ale nade wszystko literackim odzwierciedleniem społecznej kondycji, dowodem na to, że Polska wciąż mentalnie nie dojrzała do pełnego równouprawnienia, a od kobiet oczekuje się całkowitego poddaństwa na rzecz rodziny. Jeśli ta odmawia – jest wyrodną matką i egoistką w dodatku (za co zasługuje na pręgierz, choć to już moja nadinterpretacja Antczaka). W tym kontekście paniczny lęk Lidii przed zajściem w ciążę nie jest histerycznym gestem, a dramatyczną próbą obrony swej integralności przed nadejściem intruza, który zwiastuje życiową rewolucję. Antczak tylko z pozoru nie deprecjonuje Filipa w roli etatowego ojca, a gdzieś pomiędzy wierszami pobrzmiewa, niczym mantra: to nie on a ona powinien tu teraz być.
Dawno żadna powieść nie wywołała we mnie aż tyle sprzecznych odczuć i choć nie jest to zbyt budująca lektura a w wielu miejscach kompletnie się z Antczakiem nie zgadzam* jest w „Historii małżeńskiej…” sporo niepokojącej prawdy. A jednak powieść może być zwierciadłem przechadzającym się po gościńcu.
Ocena: 





Ocena trochę z przekory, pomimo diametralnie odmiennych poglądów na pewne sprawy
*Feministki dopiero by mu zmyły głowę za ten zawoalowany szowinizm, ja tylko głośno pokwękałam nad społeczną niesprawiedliwością ;)
Może Cię również zainteresuje:
- Bogate biedactwa 10/03/2011
- „Złuda” Carmen Laforet 09/06/2008
- „Kobieta do zjedzenia” Margaret Atwood 22/07/2008
- „Dziewczyna z zapałkami” Anna Janko 04/03/2009
- Preethi good thing 24/08/2010










Pewnie jak ją przeczytam dostanę mieszanych uczuć. Prawdziwa jest sytuacja, która chyba nie jest przedstawiona w należyty sposób. Bo tak na prawdę, to takie sytuację dziecko, praca, mąż w domu, ostatnio częściej się zdarzają.
Cóż ciężko mi mówić, co sądzę o tej książce, jeszcze jej nie przeczytałam :). Ba! Nawet nie kupiłam :D. Mam jeszcze pełną listę pozycji do kupienia i przeczytania, więc nie wiem, kiedy ją przeczytam.
Świetnie, że coś napisałaś. Tak mi jakoś cieplej na sercu, że te moje 2 (bo ja na razie były tylko 2 komentarze) podniosły Cię tak na duchu ^^.
A jak Ci idzie czytanie „Lata” Tove Jansson? Ta wcześniejsza ilustracja jest piękna i tak mnie kusi, aby zacząć ją czytać.
Ale niestety moja ukochana biblioteka jest zamknięta od września, nie mam gdzie się podziać, nie mam do kogo chodzić, nie mam gdzie pomagać. I jestem skazana na szkolną bibliotekę. Chociaż czasem znajdzie się ciekawy tytuł, a nawet kilka. Tyle, że tam nie mogę tyle wypożyczać, nie mam z kim porozmawiać. Cóż muszę jeszcze trochę poczekać. Ale ileż można?
Bardzo przepraszam, za moje niechlujne rozpisania. To się więcej nie powtórzy :D.
Pozdrawiam :]
i miłego dnia (musi być słoneczny!) ;)
Vampire faktycznie Antczak napisał bardzo niejednoznaczną powieść i mam wrażenie, że to akurat nie było jego zamiarem. Wyszło przy okazji. Dziwnie czuję się z tą lekturą.
„Lato” czyta się znakomicie, pewnie dziś skończę, a w każdym razie taki mam zamiar. Żałuję, że nie poświęciłam jednego całego wieczoru na lekturę, choć w autobusie też świetnie spisuje. W każdym razie jest zupełnie inna niż książeczki z muminkowego cyklu.
I myślę, że blogowy światek może Ci w znacznym stopniu wynagrodzić niemożność gadania w realu. Mi w każdym razie wynagradza. A Twoją bibliotekę zamknęli tak na amen?
Z Twojego opisu fabuła tej powieści przypomina mi scenariusz popularnego ostatnio serialu „Teraz albo nigdy” i przez to troszkę się zniechęciłam, bo nie lubię odgrzewanych pomysłów (a właściwie odgapionych).
Lubię natomiast takie niejednoznaczne, troszkę kontrowersyjne lektury. Lubię zastanawiać się nad książką, mieć wątpliwości. Lubię, gdy książka wywołuje we mnie różne sprzeczne emocje. To wszystko powoduje, że po prostu MUSZĘ zapoznać się z tą lekturą. Chociaż naprawdę już nie wiem kiedy.
I w dodatku kusi mnie jeszcze spędzenie lata w Skandynawii z Tove Jansson.
Przydałby się jakiś dłuższy urlop, by nadrobić książkowe zaległości:)
Pozdrawiam serdecznie.
Claudette nie oglądam „Teraz albo nigdy” i nie sądzę, aby Antczak się nim sugerował, bo podobno tworzył od 2005 „Historię małżeńską”, nie mniej jednak myślę, że porównanie do serialu obyczajowego tej powieści jest bardzo trafne, bo to de facto jest coś w stylu apoteozy codzienności. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak wciąż myślę o niej. W każdym razie daje popalić, a „Lato” to książka na ząbek jeden tylko ja z braku czasu tak się z nią cackam ;)
Myślę, że autor nie musiał się sugerować żadnym innym utworem – pełno takich historii wokół. Z tego co piszesz wynika, że w sumie (może przypdkowo) autor całkiem nieźle opisał częste zjawisko w naszej rzeczywistości… Tak częste (na szczęście nie jedyne), że chyba mam go wokół siebie za dużo i książkę sobie daruję (z jednej strony kusi niejednoznaczność, z drugiej zniechęca brak umiejętności pisarskich) :)
Mandżuria upierać się będę, że to co w tej powieści najciekawsze wyszło Antczakowi przy okazji. On celował w bardziej pochwałę starego „dobrego” rodzinnego układu: kobieta = dom, gary, potomstwo, mężczyzna = zarabianie i odpoczywanie. Brr
Nie no na amen to nie, ale wątpię, aby otworzyli ją przed wakacjami i nie wiem, jeśli remont skończy się przed wakacjami, to czy wogle ją otworzą w wakacje.
A tak strasznie mi brakuje mojej p. Gosi. Cóż muszę poczekać, na razie zadowalam się chodzeniem do szkolnej. Tylko ona w czerwcu się zamyka xd.
Ja to mam problemy.
W autobusie, w tramwaju, każde miejsce jest dobre do czytania :). Uwielbiam czytać wieczorem, jednak, piękny poranek z zieloną herbatą i książką u bok, jest zdecydowanie lepszy.
A Ty kiedy wolisz czytać? Rano, po południu czy wieczorem? ;D
Matko! Co ja Cię tak wypytuję, wybacz :]. Pewnie masz mnie za jakąś wścibską babę xd.
Pozdrawiam ;*
PS. Blogowe gadanie, dobry pomysł. Tylko jeśli ma się z kim rozmawiać :).
Vampire skoro jeździsz tramwajem to w takim razie tam gdzie mieszkasz musi być więcej niż jedna biblioteka :] Z drugiej strony to musi być solidny remont skoro na tyle miesięcy zamknięta. Przyznaje się, że ze szkolnych bibliotek raczej nie korzystałam, ale wynikało to przede wszystkim z faktu, że dość późno zaczęłam dużo czytać.
Co do mych preferencji kiedyś tu nawet taką ankietkę na ten temat wypełniałam, ale w tej w chwili najbardziej podoba mi się czytanie w autobusie do pracy. Rano, po śniadaniu, a jeszcze przed kawo-herbatą mam najbardziej chłonny umysł. Wieczorami też lubię, ale bywa z tym różnie :]
Tramwajem jeżdżę na rehabilitację, a tam nie ma w pobliżu biblioteki.
A czym Ty się zajmujesz? :)
Pracą głównie, a ostatnio jazdą na rowerze :] Książki znów poszły do kąta.