„Czuję. Zawrót głowy” W.G. Sebald
„Czuję. Zawrót głowy” pierwsza przetłumaczona na język polski książka Winfrieda Georga Sebalda w porównaniu z jego późniejszymi publikacjami to zaledwie przedsmak bezdyskusyjnego literackiego geniuszu w dojrzałej formie. I tak jak możne z pewną dozą prawdopodobieństwa postawić tezę, że „Wyjechali” było literacką wprawką przed „Austerlitz”, o tyle „Czuję. Zawrót głowy” to szkic poprzedzający „Pierścienie Saturna” czy wręcz uboższy brat tegoż, a skoro zeszłam na familiarną nomenklaturę to dodam w podobnym tonie, że pomimo pewnych niedostatków „Czuję. Zawrót głowy” to wciąż wykapany synek swego tatusia, książka, w której bez trudu odnajduje się wszystkie interesujące go motywy, które później w tak piękny sposób znalazły swe rozwinięcie w kolejnych pozycjach, a z racji tego, że jest to najprawdopodobniej ostatni wpis* na temat Sebalda, jednego z najważniejszych dla mnie pisarzy, chciałabym miast klasycznej recenzji spojrzeć na całą jego twórczość z nieco szerszej perspektywy pisząc coś w rodzaju małego przewodnika po obsesjach determinujących jego twórczości.
Swego czasu, jeszcze na studiach, uczono nas jak odróżniać filmowych rzemieślników od autorów kina. Wedle tego rozróżnienia autorzy muszą posiadać swój własny, wyrazisty i niepowtarzalny styl, który wyróżnia ich na tle innych twórców. W myśl tej definicji Sebald jest bezdyskusyjnym autorem literatury, który wyrastając (w sposób dość odległy, ale jednak) z postmodernistycznych podwalin stworzył osobistą klasę pisarstwa odznaczającego się oszczędnym acz niekonwencjonalnym podejściem do literatury, wyrastającym ponad formalne ramy. Jego książki to gatunkowe hybrydy, które nie poddają się kategorycznym klasyfikacjom. Tak również jest z „Czuję. Zawrót głowy”, którego forma sytuuje gdzieś pomiędzy historycznym esejem, literacką anegdotą a osobistym dziennikiem i relacją z podróży. Sebald pisał „powieści – nie powieści”, szalenie osobiste, a może to tylko pisarz chciał, abyśmy myśleli, że są osobiste? Ciągły dialog między literacką fikcją a rzeczywistymi wydarzeniami podkreśla jeszcze bardziej figura narratora, skonstruowana w sposób, który każe utożsamiać go z głosem Sebalda – niedzisiejszego z ducha wędrowca, humanisty i erudyty. Najdoskonalszym przykładem przemieszania totalnego fikcji z faktami jest „Austerlitz”, którego tytułowa postać nawet jeśli jest tylko wytworem wyobraźni pisarza ma symboliczne znaczenie, będąc odzwierciedleniem kondycji dwudziestowiecznego wędrowca i emigranta czasów schyłku wielkiej kultury.
Kondycja człowieka na emigracji, i to zarówno cielesnej jaki i duchowej, jest zresztą motywem stale przewijającym się przez twórczość Sebalda, poczynając właśnie od „Czuję. Zawrót głowy”, nawiasem mówiąc najbardziej osobistej książki pisarza, w której, sam dobrowolny emigrant od lat mieszkający we wschodniej Anglii, powraca do bawarskiej wsi, z której pochodzi, a powrót ów stanowi pretekst do snucia wspomnień. Uruchamia machinę przypominania, co prowadzi wprost do kolejnego, w mym odczuciu najważniejszego, leit motivu twórczości W.G. Sebalda – kultu pamięci czy może raczej pamiętania. Każda kolejna książka jest bowiem próbą odtworzenia mechanizmów pamiętania, trochę tak jakby Sebald z lubością zamykał się w lamusie i pośród zgromadzonych tam przedmiotów czy postaci wybierał te najbardziej zakurzone jednocześnie próbując dociec przyczyn owego zapomnienia? Nad wszystkim, niczym fatum, unosi się poczucie przypadkowości jaką gotuje kapryśny los. Każda z sebaldowskich „powieści – nie powieści” stanowi swoiste misterium pamiętania, jest próbą ocalenia od zapomnienia tego co jeśli jeszcze nie zostało wyparte do lamusa już wkrótce odejdzie w niebyt. Również „Czuję. Zawrót głowy” wypełniają takie konterfekty czasu schyłku, przez co można pociągnąć paralelę między twórczością Sebalda, a filmami Luchino Viscontiego – najwybitniejszego portrecisty świata umierającego.
Na koniec coś o czym bodaj ani razu nie wspominałam, a co stanowi jeden z najciekawszych wyznaczników pisarstwa Sebalda, a mowa o specyficznej wizualności jego książek. Zwykło się bowiem uważać, że obrazki są dobre tylko w książkach dla dzieci, a jest to myślenie zgoła błędne czego najdoskonalszym przykładem są właśnie książki Sebalda, do których autor z ogromnym pietyzmem dobiera ilustracje: archiwalne fotografie, ryciny, reprodukcje autentycznych dokumentów, wycinki z gazet, bilety etc dzięki czemu jego proza przeskakuje na wyższy, doskonalszy poziom. Sebald pozostawia mało miejsca dla wyobraźni czytelnika, ofiarowując mu zestaw gotowych podpowiedzi – artefaktów, które jego „powieści – nie powieści” przesuwają jeszcze bardziej ku wrażeniu realizmu. Fikcji przecież nie da się sfotografować? A może mylę się?
„Czuję. Zawrót głowy” w porównaniu z późniejszymi dokonaniami Sebalda sprawia wrażenie literacko nieco topornej. Po prawdzie to wciąż bardzo interesująca i wartościowa pozycja, ale na tle wybitnej reszty jest tylko poprawna i dobra.
Ocena: 





* W.G. Sebald przed swą tragiczną śmiercią napisał zaledwie 4 książki plus trochę esejów.
Na deser – polecam Waszej uprzejmej uwadze sebaldianowskiego bloga oraz interesującą dyskusję na forum gazety.









wydaje się interesujące…
Ja już mam plan dotyczący Sebalda. Zacznę od „Pierścieni Saturna”, a potem zobaczę, jak bardzo będę chciała sięgnąć po kolejne jego książki. :)
Ale i tym razem zaintrygowałaś mnie.
Pozdrawiam.
Chciałabym kiedyś umieć tak ubierać myśli w słowa tak jak Ty – jestem pod wrażeniem :) A recenzja bardzo intrygująca, choć wolę sięgnąć po te już wcześniej opisywane, zwłaszcza „Pierścienie Saturna”.
Ja kompletnia nie na temat, ale chcę pozostawić tu pewien ślad. To dziś! ;))) Dziś trzeba złożyć życzenia i gratulacje! A zatem, niech Ci się wiedzie na nowej drodze życia! ;)) Niech nigdy szczęście nie przeminie, niech miłość trwa na wieki, a wszelkie smutki niech się schowają daleko, daleko! Sto lat młodej parze! ;))
W związku z donosem Chiary…:)
Samych pięknych i pogodnych dni w życiu.Owszem, chmurki też będą, ale najważniejsze, by wierzyć w rozpogodzenie i nauczyć się wierzyć w siłę miłości, przyjaźni i szacunku:)Niech Wam się szczęści:)
Wczoraj widzę, czułaś jeszcze „zawrót głowy” ;) A dziś już tylko radość :) Gratulacje serdeczne!! Więcej pozwoliłam sobie wysłać na @ … :)
Gratulacje i najlepsze życzenia :)
Przyłączam się do gratulacji!!! Wszystkiego naj na Nowej Drodze Życia.
Najserdeczniejsze życzenia i gratulacje! Szczęścia, uśmiechu, harmonii – a jeśli pojawi się „zawrót głowy” to tylko z radości :)
Się dowiedziałam i czym prędzej przypędziłam, by pogratulować. Więc gratulacje dla Młodej Pary :))) Mieliście cudowną aurę, więc jak nic, wszystko musiało wyjść przepięknie :) Niech żyje Młoda Para!!!
Dołączam się do powinszowań, wszystkiego najlepszego! :)
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane