„Zapiski z małej wyspy” Bill Bryson

Zapiski z małej wyspyCzy wspominałam już kiedyś, że mentalnie czuję się Angielką? A w każdym razie tak sobie tłumaczę mój feblik do ichniejszej literatury, społecznie zaangażowanego kina, malarstwa, a także wsi (zwłaszcza XIX wiecznej) i tej słynnej mieszanki sarkazmu z ironią i absurdem, którą zwykło nazywać się angielskim humorem. Niemożność funkcjonowania w stricte angielskim środowisku kulturowym rekompensuje sobie piciem przemysłowych ilości herbaty i noszeniem grzecznych wdzianek od Marksa & Spencera i, to nie będzie chyba dla nikogo zaskoczenie, czytaniem Anglików o i Anglikach. Stąd nie mogłam, po prostu nie mogłam, odmówić sobie przyjemności przeczytania „Zapisków z małej wyspy” innego anglofila – Billa Bryson. Skoro już sobie wszystko wyjaśniliśmy – przejdźmy do rzeczy.

Bryson dostanie po głowie za niewinność, bo przyznać muszę, że odrobinę mnie rozczarował. Ot taki mały zgrzyt, coś w rodzaju deja vu, którego zapewne by nie było, gdybym „Zapisków…” nie czytała tuż po „Pierścieniach Saturna” i gdyby obu książek nie łączył motyw pieszej wędrówki po angielskiej prowincji, która, co prawda każdego z panów zaprowadziła w zupełnie literacko innym kierunku, ale i przy okazji uczyniła z nich niezamierzonych konkurentów. Po prawdzie, o czym zresztą już pisałam, ale z premedytacją się powtórzę, u Sebalda wędrowanie to jedynie punkt wyjściowy do głębszych rozważań, natomiast Bryson skupia się na samym aspekcie krajoznawczym, w czym nie ma nic ani karygodnego ani dziwnego, w końcu „Zapiski…” to reportaż z podróży, ale przy „Pierścieniach Saturna”, literaturze bezdyskusyjnie wybitnej, refleksje Brysona wypadają blado.

Dość utyskiwań. Brysonowi należy się bowiem kilka pochwał, ot choćby za cięty języczek i dystans do siebie jak i swego ukochanego kraju, któremu nie szczędzi sarkastycznych uwag. Rzecz godna uwagi, autor nie jest Angelikiem, a Amerykaninem, który w stopniu niemalże perfekcyjnym przyswoił wyspiarskie poczucie humoru. Rzec by można, że jest bardziej angielski niż nie jeden napotkany po drodze rodowity Brytyjczyk. W błędzie jednak będzie ten kto sądzi, że „Zapiski…” to zbiór dowcipów. Nic z tego. To humorystycznie zdana relacja z dwumiesięcznej pieszo-kolejowej podróży wzdłuż i wszerz Anglii. Deszczowej, monotonnej (Bryson nie bez sadystycznej satysfakcji odnotowuje, że w każdej dziurze obowiązkowo musi być drogeria Boots, Marks & Spencer i jeszcze kilka innych kanonicznych sklepów), zadeptanej przez turystów, albo odwrotnie głęboko prowincjonalnej, którą Bryson szczególnie admiruje, a im bardziej zapyziała i słabo zaludniona – tym lepsza. Bryson potrafi być cudownie ironiczny i choć z ducha jest Anglikiem nie dał się do końca swej angielskości opętać. Wciąż potrafi krytycznie spojrzeć na różne brytyjskie zachowania, które jemu jako Amerykaninowi z Iowy wprost nie mieszczą się w głowie. Ot choćby dezynwoltura z jaką traktuje się nagrobki znanych i zasłużonych. Bryson (przypominam – człowiek z Iowy) szczególnie przeżywał mogiłę  Churchilla, było nie było męża stanu, który gdyby miał szczęście (pecha?) urodzić się za oceanem doczekałby się bombastycznego nagrobka i muzeów ku swej czci, miast skromnego i niemalże zapomnianego nagrobka w jakiejś prowincjonalnej mieścinie.

Czytając „Zapiski z małej wyspy” doprawdy trudno uwierzyć, że wędrówką tą Bill Bryson żegnał się z Wielką Brytanią, którą dla (między innymi) sklepów czynnych do 22 godziny miał później porzucić. Jak on, tak rozmiłowany we wszystkim tym co angielskie, wytrzyma w tej jankeskiej Ameryce? Have no idea ;)

Zacny reportaż. Kilka razy nawet głośno się zaśmiałam.

Ocena: ★★★★½☆

Przetrawić natomiast nie mogę okładki. Nie żebym coś miała do facjaty Brysona, ale nie sądzę, aby jego zarośnięte lico było najlepszą rekomendacją książki. Co innego ta z amerykańskiego wydania.

I jeszcze instrukcja „Jak być gołębiem” (uwaga! zawiera słowo nieobyczajne): 1. Pospaceruj chwilę bez określonego planu, dziobiąc niedopałki i inne nie nadające się do spożycia obiekty 2. Przestrasz się kogoś idącego po peronie i ucieknij na dźwigar 3. Wysraj się 4. Powtórz cały cykl. [s. 110]

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Lekturki, Literatura dowcipna, Non fiction, Podróżnicze i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „„Zapiski z małej wyspy” Bill Bryson

  1. Claudette POLAND pisze:

    Chociaż na Wyspach jest stosunkowo zimno, nie ma klimatu, który by mi odpowiadał. Chociaż specjalnie jako miejsce mnie nie interesują to i tak (podobnie jak Ty) mentalnie czuję się Angielką.
    Wydaje mi się, że Amerykanin nie da rady odpowiednio wczuć się w wyspiarski klimat, bo ogólnie Amerykanie mają to do siebie, że lubią inne klimaty, niż ja:)

    Natomiast dopóki nie przeczytam Brysona, to się nie przekonam.

    Pozdrawiam serdecznie.

    P.S. Okładka polskiego wydania rzeczywiście fatalna. Przywodzi mi na myśl jakieś poradniki pseudopsychologiczne.

  2. Ada POLAND pisze:

    Zawsze staram się z wyrozumiałością podchodzić do książek, które miały pecha znaleźć się na liście czytelniczej zaraz po książce wybitnej (i wiem, że to trudne, dlatego podziwiam Twój obiektywizm :)
    Z typowo angielskiej atmosfery przychodzą mi na myśl bardzo udane kryminały autorstwa P.D. James, pewnie znasz, ale dla mnie to było miłe odkrycie.

  3. peek-a-boo POLAND pisze:

    Mimo wszystko nie czuję sie przekonana. A z tym Churchillem to pan Bryson przesadza, jego krajanie tez najdroższym swoim Kennedy’m nader skromny nagrobek zafundowali.

  4. agnieszka_azj POLAND pisze:

    A „Zapiski z wielkiego kraju” czytałaś ?
    Kiedy po latach spędzonych na Wyspach powrócił był na ojczyzny łono, poużywał sobie conieco na rodakach – Amerykanach. I nie tylko na nich – rozdział o łosiach porawia mi humor za każdym razem ;-)

  5. Pingback: “Zapiski z małej wyspy” Bill Bryson UNITED STATES

  6. mary POLAND pisze:

    jeszcze nie tknęłam, ale faktycznie okładka jest dosć oblesna ;)

  7. zosik POLAND pisze:

    Claudette, Tobie, jako mentalnej Angielce Brysona mogę polecić z czystym sumieniem :]
    Ada nie znam P.D. Jamesa, ale teraz mam już ochotę poznać :)
    Peek bo i ja do końca przekonana do „Zapisków…” nie jestem, a co do Kennedy’ego – muszę i Tobie i Brysonowi wierzyć na słowo.
    Agnieszko nie czytałam, ale myślę, że jest to do nadrobienia w niedalekiej przyszłości :)
    Mary dziękuję, że się ze mną zgadzasz :]

  8. Pingback: InfoTuba - Kraków wiadomości wydarzenia kultura Białystok Gdańsk Lublin Łódź Olsztyn Opole Poznań Rzeszów Toruń Warszawa - Polska - Literatura - "Zapiski z małej wyspy" Bill Bryson POLAND

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>