O tym, że dziś pierwszy dzień wiosny – wie każdy, ale że również Światowy Dzień Poezji – z tego sprawę sobie zdaję już mało kto, tym bardziej, że jak wynika z opublikowanych kilka dni temu w GW statystyk rodzimego czytelnictwa jest coraz gorzej z czytaniem wśród Polaków, więc rękę (lewą) dam sobie uciąć, że przeciętny Kowalski jak już ma coś przeczytać to woli takiego pasterza dusz Paulo Coehlo albo Dana Browna (czy kogo tam się teraz czyta) niż poetę (co innego z pisaniem, a raczej wierszo-kleceniem poematów, ale o domorosłych twórcach rymów częstochowskich pisać nie będę). Co prawda uważam, że Biblioteka Narodowa prowadzi badania na niewłaściwej grupie statystycznej i powinna przepytać nas, książkowych moli, ile rocznie czytamy – od razu słupki poszłyby w górę, ale znów zboczyłam z tematu – wszak skoro jest Dzień Poezji grzechem byłoby tego nie wykorzystać.
Od razu zaznaczam – i ja poezji nie czytuję zbyt często. Kiedyś i owszem zdarzało mi się zarumienić czytając Wojaczka lub wzruszyć przy Poświatowskiej, ale ten etap mam już za sobą i po poezję praktycznie nie sięgam. Wyjątkiem niech zatem będzie Wisława Szymborska, nawiasem mówiąc niezwykle intrygująca mnie postać, która niemal zupełnie wycofała się z życia publicznego. Na początku roku ukazał się jej najnowszy tomik „Tutaj”, ja chce jednak kilka zdań poświęcić publikacji zgoła odmiennej, z gatunku tych, które każdy w swej biblioteczce mieć powinien. W „Rymowankach dla dużych dzieci” Szymborska pokazała bowiem dotąd mniej znane oblicze – zgoła niepoważne! Zebrane w tomiku legendarne już literackie zabawy ze słowem są kwintesencją czystego absurdu i groteski. Poetka jest i dowcipna i rubaszna, czasem nawet odrobinę frywolna, a przy pomocy rymowanek udało jej się z ogromnym wdziękiem skomentować dość skisłą atmosfer(k)ę narosłą wokół krakowskiego światka literatów, który zresztą aktywnie uczestniczył w tych literackich zabawach (nie mogę odmówić sobie przyjemności zacytowania jednego z mych absolutnie ukochanych kawałków z „Galerii pisarzy krakowskich”:
Tu Czesław Miłosz – chmurna twarz.
Klęknij i odmów „Ojcze nasz”.)
Tomik rozpoczyna zbiór limeryków, niesfornych ziółek z ogrodu literatury angielskiej, jak pisze sama zainteresowana dodając: Najkorzystniejsza dla twórczości limerycznej jest jazda samochodem po bocznych, wyboistych drogach, ewentualnie podróż jakąś poczciwą ciuchcią, która zatrzymuje się na każdej stacji. Od biedy można pisać limeryki w domu, mając pod ręką atlas. Z mieszkania, w którym nie ma atlasu Szymborska radzi natychmiast się wyprowadzić. Nieco dalej zgromadzono całkiem miłą dla oka kolekcję moskalików: czterowierszy pisanych na wzór pieśni Rejonolda Suchodolskiego, w której… Zresztą przeczytajcie sobie sami mój ulubiony o Japończykach:
Kto powiedział, że Japońce
rozmawiają przy herbacie,
temu utnę wszystkie końce
w szczebrzeszyńskiej kolegiacie.
Głupio byłoby nie wspomnieć o lepiejach (rymowanych ostrzeżeniach o kulinarnych zagrożeniach* pokroju: Lepiej mieć horyzont wąski, niż zamawiać tu zakąski albo Lepsza ciotka striptizerka, niż podane tu żeberka) i odwódkach (czyli, znów rymowany, wykazach nieszczęść, które czekają na delikwentów, którzy skuszą się na spożycie na przykład xeresa, bo Od xeresa bieg do sedesa, a Od śliwowicy torsje w piwnicy), a to i tak nie koniec wierszowanych niespodzianek zawartych w tomiku. Tomiku wydanym z niezwykłą edytorską starannością, bogato zilustrowanego słynnymi wyklejankami Szymborskiej (których jeszcze więcej można znaleźć o tu). Słowem – książka przecudnej urody i gwarant pysznej zabawy. Jeśli jeszcze nie macie jej w swoich biblioteczkach – koniecznie to nadróbcie.
* O proszę! Co ten Dzień Poezji robi z człowieka. Sama nie czuję, gdy rymuję :)
Może Cię również zainteresuje:
- „Madonny z dorysowaną szpicbródką” Charles Simic 21/03/2010
- Z Szymborską w WC (lub tramwaju) 05/10/2010
- Stanisław Barańczak – agent, który nie zawiódł nigdy 08/10/2010
- „Pantaleon i wizytantki” Mario Vargas Llosa 09/10/2008
- „Doktor Żywago” Borys Pasternak 24/11/2009
- „Ciotka Julia i skryba” Mario Vargas Llosa 23/04/2008
- „O kotach” Doris Lessing 08/07/2008










Pingback: InfoTuba - Kraków wiadomości wydarzenia kultura Białystok Gdańsk Lublin Łódź Olsztyn Opole Poznań Rzeszów Toruń Warszawa - Polska - Literatura - Dziś Światowy Dzień Poezji
ha ! sprawiłam Rodzicielce na Mikołajki – niby święto dzieci, ale także dużych, i pozwolę się pochwalić dedykacyjnym limerykiem, która w przypływie świątecznych szaleństw zrymowałam na pierwszej stronie książeczki :
Szóstego grudnia w sobotę
Święty biadał nad marnym żywotem.
Vanitas, vanitatum ?
Phi! Gorsze to fatum
Słodycze z szarawym nalotem..
A jedną z piękniejszych rymowanek p. Szymborskiej jest chyba „od absyntu zanik talyntu” :)
Polecam jeszcze „Pamiątkowe rupiecie, przyjaciół i sny” (obowiązkowo!), „Wisławy Szymborskiej dary przyjaźni i dowcipu”, „Lektury nadobowiązkowe” (cudeńko) i „Pocztę Literacką” (aż słów brak). :)
I to tyle z mojego morza zachwytu.
„Pamiątkowe rupiecie…” znam znam :) Piękna rzecz. Nie, nie piękna – przepiękna.
Faktycznie- mało czytamy poezji. Ja się również do tego przyznaję. Chciałabym więcej a i owszem, ale nie mam do tego serca. Nigdy nie miałam. Wolę prozę. Ale przyznaję, że są kawałki, które mnie zachwycają- jak juz sie coś takiego zdarzy to same wpadają do głowy- na dłuuuuugie laaata.O Dniu Poezji nie słyszałam. Zapisuję w kalendarzu.
Teraz już nie sięgam po poezje, ale kiedyś lubiłam to czytać.
Miałam tom z wierszami różnych poetów Szymborska też tam była.Teraz pewnie dalej gdzieś ten tomik u mnie leży zakurzony.
Chyba muszę go odświeżyć :)
Be.el. Dobrze to podsumowałaś – do poezji trzeba mieć serce, ja dodałabym jeszcze specyficzny nastrój. Co innego zresztą czytać śmieszne wierszyki (np. limeryki), co innego poważne wierszyska.
Sara ja mam kilka tomików mych młodzieńczych ulubieńców (prócz Wojaczka i Poświatowskiej będzie jeszcze Bursa, Stachura i pewnie parę innych nazwisk), ale jeśli teraz miałabym wskazać poetów, których naprawdę cenię i skłonna byłabym czytać to do głowy przychodzą mi tylko dwa nazwiska: Szymborska i Norwid.
A ja nie uważam, że powinno się czytać poezję. Nie lubię, nigdy nie lubiłam i nigdy lubić nie będę i nie czuję się z tym źle. I tak, wolę przeczytać Browna (nie, Coelho nie ;P) niż tomik poezji. :]
A o statystykach czytania też mam swoje zdanie, bo ja akurat obserwuję wzrost czytelnictwa. Ale może obracam się w „złym” ;) towarzystwie.
Aniu w sumie ja Ci się wcale nie dziwie. Ja też jestem zwierze beletrystykolubne i nawet rymowanki Szymborskiej tego nie zmienią, choć uwielbiam je dość często podczytuje dla czystej przyjemności :)
„Niektórzy lubię poezję”.. ;)
(bo ja tam uwielbiam. Bałwochwalczo wręcz)
Oj, literówka. „Ą” w „lubią”, przepraszam.
Zosiu :-)
Też lubię ten tomik. Poezji w ogóle nie czytuję.
Czyli przyznajesz, że jest wyjątkowy i jedyny w swym rodzaju Aniu? :-)
Absolutnie!
Lubię Szymborską choć nie powiem abym się wielce zaczytywała w poezji.
To jak ja Judytto :)
Nigdy nie czytalem Szymborskiej bo jakos do pezji nie mialem serca…Dzis szukam wierszy Szymborskiej i wstyd mi ze dopiero dzis….Niech spoczywa w pokoju…