Z zasady nie czytuję horoskopów i pewnie dlatego lektury „Powiedział mi wróżbita” Tiziano Terzaniego nie będę wspominać ze szczególnym sentymentem. Prawdę mówiąc wolałabym w ogóle jej nie wspominać…
Mój gorący (ślepy?) afekt do dalekowschodnich klimatów powoli acz skutecznie się na mnie mści. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują bowiem, że muszę podejść do tamtejszej literatury, czy też literatury traktującej o tamtych stronach, w sposób nieco bardziej wybiórczy i przestać robić maślane oczy na widok każdej publikacji, która ma cokolwiek wspólnego z Azją. Koniec! Basta! Nie wszystko złoto co się święci, a już z pewnością ze złotem niewiele wspólnego ma „Powiedział mi wróżbita”.
Tiziano Terzani, światowej klasy reporter i, w co absolutnie nie wątpię, postać wybitna, w mym osobistym odczuciu wpadł we własnoręcznie zastawioną pułapkę. Przepowiedział mu bowiem dalekowschodni wróżbita jakoby miał zginąć w katastrofie lotniczej w roku 1993. Terzani, co prawda nie bez pewnych wewnętrznych oporów, uznał przepowiednię za dogmat i na kolejne 12 miesięcy zapomniał o istnieniu samolotów. Gdyby przepowiednia ta dotyczyła zwykłego zjadacza chleba – niemożność latania zapewne niewiele by go obeszła, rzecz jednak komplikuje się w przypadku Terzaniego, który pracował jako reporter Der Spiegel na terytorium Azji Wschodniej i, kolokwialnie się wyrażając, miał do obskoczenia zacnej wielkości teren. By móc nadal pracować musiał zatem przesiąść z najwygodniejszego i najszybszego środka transportu, do tych zdecydowanie mniej komfortowych i dużo wolniejszych, co, jak wkrótce się okazało, tylko na dobre mu wyszło. W ciągu ponad dwunastu miesięcy samochodem, łodzią, autobusem i pociągiem Terzani przemierzył tysiące kilometrów Malezji, Birmy, Tajlandii, Mongolii, Wietnamu, Kambodży, Chin i Laosu. Z turysty przeistoczył się w podróżnika w najbardziej pierwotnym tego słowa znaczeniu, który na równi z mieszkańcami danego regionu cierpiał niewygodny podróży i przy okazji mógł obserwować dalekowschodnie ludy, ich powoli zanikającą kulturę u źródeł i… Odwiedzać kolejnych wróżbitów.
Terzani być może nie głosi komunałów, ale w tym co pisze o mieszkańcach Azji nie ma niczego czego ktoś przed nim by nie odnotował. I jakkolwiek przewrotnie to nie brzmi, nie odkrył Ameryki rozwodząc się nad postępującą amerykanizacją (w domyśle westernizacją) kultur mieszkańców Dalekiego Wschodu, zanikaniem etnicznej integralności i obyczajowymi przemianami. Przed półwieczem wspominał już o tym Paweł Jasienica w „Kraju nad Jangcy”, pisali później i inni reporterzy i choć są to prawdy powszechnie znane, przeanalizowane z każdej dostępnej strony, w „Powiedział mi wróżbita” mimo wszystko odnaleźć można sporo interesującego dobra. Dla mnie najciekawsze były rozdziały dotyczące życia na indonezyjskich wyspach i oczywiście fragmenty opisujące podróż, zdominowaną przez drobnych handlarzy, koleją Transsyberyjską. Nie mniej ważna dla Terzaniego jest refleksja nad samą istotą podróżowania, prześlizgania się między kulturami, bowiem również pewne sposoby przemieszczania się (takie jak podróże morskie) odchodzą w niebyt, inne z kolei nieodwracalnie tracą swój pierwotny charakter. Ten okropny samolot zmienia zatem dosłownie wszystko i zrazu okazuje się, że szybciej nie znaczy lepiej, a świat widoczny z góry nigdy nie dorówna sennym obrazkom przesuwającym się za oknem leniwie toczącego się pociągu.
Gdyby tak Terzani ograniczył się tylko do refleksji nad paradoksami świata umierającego i kondycją podróżnika, któremu odebrano możność latania, ale nie… Pokusa konfrontacji z kolejnymi wróżbitami i jasnowidzami była dla niego zbyt silna. W ogóle ta część „Powiedział mi wróżbita”, nawiasem mówiąc zupełnie niepotrzebna, obnaża janusowe oblicze Terzaniego, który miotał się niczym nastolatka z muchami w nosie, rozdarty między ambiwalentnymi uczuciami: wierzyć wróżom, czy też nie. Rozsądek mówi – nie, ciekawość mówi – tak. Szkoda, że nie posłuchał rozumu, bo kolejne relacje ze spotkań z lokalnymi przepowiadaczami przyszłości wszelakiej maści zamiast nadać efekt spójności tylko zaszkodził książce.
A gdy w końcu udało mi się dotrzeć do ostatniej kropki „Powiedział mi wróżbita”, przyszła mi do głowy tylko jedna konstatacja: To nie prawda, że każdego można zastąpić. Ryszard Kapuściński był tylko jeden. Niestety.
Ocena: 





Zainteresowanym tematem polecam polską stronę dedykowaną Terzaniemu.
Może Cię również zainteresuje:
- Wesołe życie staruszka 16/06/2010
- „Zapiski z małej wyspy” Bill Bryson 23/03/2009
- „Kraj nad Jangcy” Paweł Jasienica 04/11/2008
- „Jadę sobie: Azja. Przewodnik dla podróżujących kobiet” Marzena Filipczak 14/10/2009
- „Mongolia. Wyprawy w tajgę i step” Bolesław A. Uryn 06/09/2009
- „Chińczyk” Henning Mankell 02/12/2009
- „Cukiereczki” Mian Mian 04/04/2008










Gratuluję, że w końcu to przeczytałaś i tak ciekawie o tym napisałaś. Choć mnie nie przekona książka, na którą patrzy się przy kawie z irytacją i mówi: „zobacz, nadal to czytam” :-)
Jarek ;-) Sama sobie gratuluję prawdę mówiąc. Jeszcze ta mała czcionka. Czytała lepsze książki o dalekim wschodzie, ale Terzani ma dużo wielbicieli… ;)
Próbowałam czytać treść między kolejnymi wizytami u wróżbitów, ale nawet i to nie było szczególnie satysfakcjonujące. To chyba przykład powieści, którą wywindowano dobrze zorganizowaną promocją, a nie zachwytem czytelników;)
Kompletnie się nie zgadzam.
Uważam że spotkania z wróżbitami, wróżkami wręcz dodały smaku tej książce.
Kapuściński był tylko jeden, ale Terzani dla Włochow również tylko jeden.
Dla mnie książka jest fenomenalna.
:)
Mbmm trudno jest mi się z tobą nie zgodzić… Znam wielu, którzy piszą w sposób o wiele bardziej zajmujący.
Mary cóż rzecz gustu :)
oczywiscie :)
Kreativ Blogger dla Ciebie – bo lubię i czytam i szanuję. Pozdrawiam
Ode mnie również Kreativ Blogger. Lubię tu zaglądać i czytać kolejne recenzje. Pozdrawiam:)
Mnie akurat interesuje astrologia więc ksiażkę nabyłam narazie stoi na półce , szczególnie mocno się na nią napaliłam i nie chciałabym się rozczarować.
Więc mam nadzieje że z racji moich zainteresowań ta pozycja nie będzie dla mnie jakaś fatalna ale to się okaże jak przeczytam.
Mary, Kultur-alnie dziękuję :-)
Judytto nie powiem, żebym nie była ciekawa Twej opinii :-)
Kreative Blogger dla Ciebie. Bo to właśnie po czytaniu Twojego bloga dostałam ochotę na mienie swojego. Mam ogromny szacunek dla Twoich recenzji. Pozdrawiam
Ja do każdej literatury podchodzę wybiórczo. Jeśli temat mi nie leży (po przeczytaniu recenzji) to książkę omijam szerokim łukiem, choćby była to pozycja japońska (dla przykładu). Szkoda mi czasu, gdy gdzieś tam czeka szereg innych autorów. Pozdrawiam ciepło:)
Orchiss dziękuję bardzo :)
Litero ja też tak staram się robić, ale akurat w przypadku Terzaniego nic nie wskazywało na to, że czeka mnie taka klęska. W końcu podróżowanie i Azja to tematy z gatunki tych „najmojszych” :)
i ja od siebie dorzucam zielono-różowy znaczek :))
Basiu dzięki :)
Byłam przekonana, że tę książkę akurat musze przeczytać jako zagorzała wielbicielka Azji Płd.-Wsch. ale zniechęciłaś mnie bardzo. Chyba jednak zrezygnuję i skoncentruję się na autorach pochodzących stamtąd.
Aniu :-) Wiesz, jak jest… Są gusta i guściki. Mnie Terzani kompletnie nie przekonał, ale na przykład Mary była zachwycona. Nie chcę Cię jakoś szczególnie zniechęcać, ale i polecać „Powiedział mi wróżbita” również nie mam zamiaru.
Pingback: InfoTuba - Kraków wiadomości wydarzenia kultura Białystok Gdańsk Lublin Łódź Olsztyn Opole Poznań Rzeszów Toruń Warszawa - Polska - Literatura - “Powiedział mi wróżbita” Tiziano Terzani
nie zgadzam się z autorką recenzji.. książka właśnie zyskuje w partiach poświęconych wróżbom i piszę to mimo iż nie jestem osobą, która ezoteryce łatwo ulega. dlaczego zyskuje? z tej prostej przyczyny, że pokazuje jak ralatywny jest system wartości, który wydaje nam się oczywisty. nie jest w stanie dotrzeć do takich efektów reportażysta, który jak kapuściński, uważnie się przygląda, ale jednak interpretuje świat eoropocentrycznie i racjonalnie. dopiero podążanie za wróżbą odkrywa świat w pełnej komplikacji, a europejski sposób myślenia pozostawiamy daleko za sobą. terzani tworzy świat bardziej nieuchwytny, trudniej interpetowalny i własnie fascynujący nie tylko dla amatorów ezoteryki. książkę tworzą dwie płaszczyzny tekstu: podróże i kontakt z „Innym”, który w swoich wnioskach zbliża Terzaniego do Kapuścińskiego, uczy go podróżować uważnie, nie w pogoni za informacją, a docierając do drugiego człowieka. druga – właśnie wróżbom poświęcona, oddala ją od autora Hebanu, bo obnaża to, co nieracjonalne. moim zdaniem, ta druga płaszczyzna czyni z książki, opowieść fascynującą i inną – bo to inny rodzaj poznania, na który kapuściński pozostał obojętny, wszędzie będąc europejczykiem wśród Innych, a terzani jak pokazuje jego życie i późniejsze książki, uległ. to są dwie różne drogi. ja znając i ceniąc kapuścińskiego, gdy przeczytałam terzaniego, poczułam powiew świeżości i inności. a o to w literaturze chodzi.
Megi to co napisałaś nie powinno się marnować jako komentarz na blogu. Prezentujesz bardzo ciekawy punkt widzenia, ale ja pozostaję nieprzekonana…
Każdy z Państwa ma rację, bo każdy ma swój program i swój „film”, inną wiedzę i doświadczenia. Czytam Terzaniego z trudem- bo za mała czcionka. Czytam z wielkim zainteresowaniem. Moją szczególną uwagę zwraca spojrzenie Terzaniego na to jak daleko w naszej cywilizacji oddalamy się od praw natury. Dzieci wychowywane bez kontaktu z przyrodą nie mogą być dojrzałe psychicznie . Ażeby były dojrzałe muszą czuć jak rytm życia łączy się z rytmem życia roślin i zwierząt. Terzani wyjaśnia czym jest feng shui – służy ono przywracaniu zakłóconej równowagi natury. Oprócz innych ważnych problemów współczesnego świata Terzani pokazuje, że ludzie nadzwyczajni, ciekawi są w mniejszości, nie pchają się na afisz, a świat dziś promuje typy banalne i normalne, z którymi każdy może się identyfikować. Bo nie trzeba myśleć, czytać, uczyć się! Po co ?! Są gotowe ciasta, gorące kubki i bryki z lektur, kalkulatory, automaty. Super,bardzo dobrze, tylko to wszystko zwalnia człowieka od myślenia. A więc analfabetyzm wtórny nas czeka. Jest w tej książce bardzo ciekawy, skromny,uczciwy życzliwy wobec świata człowiek- autor.
A ja pokochałam tę ksiązkę od razu, właśnie za magię, za tęsknotę za starym światem i życiem w zgodzie z naturą. Wiele czasu spędziłam w Azji i mam podobne do niego spostrzeżenia. Żałuję, ze Tiziano już nie żyje i nie mogę z nim porozmawiać, to by było cudowne doświadczenie… Wybaczcie, ale Terzani i Kapuścinski to dwa różne style, dwie różne osobowości i moim zdaniem Terzani jest o wiele ciekawszy.
Zosik jest strasznie nadymana, nie mam nic więcej do dodania… Szkoda tylko tych, których przez taką recenzję ominie coś wspaniałego…
Nie czytałam jeszcze żadnej książki Terzianiego, więc nie będę się wypowiadać. Chcę jedynie nawiązać do jednej z wypowiedzi, że my mamy jedynego Kapuścińskiego, a Włosi jedynego Terzianiego. Tak nie jest. Wiem, że wielu Włochów od dawna zna, ceni, wręcz uwielbia Kapuścińskiego. A chyba to dobrze, że każdy z tych pisarzy ma (miał) inny styl