Fajna książka. Przy czym słowa „fajnie” użyłam z premedytacją, bo co tak właściwe znaczy przymiotnik „fajne”? Według mnie wszystko i nic. Ot słowo wytrych, którego staram się nie (nad)używać, ale od czasu do czasu pokornie sama przed sobą przyznać muszę, że tylko to wstrętne „fajne” pasuje do danego wykwitu kultury masowej (głównie).
Czy „Kiedy byliśmy sierotami” jest powieścią napisaną z myślą o masowym czytelniku? I tak i nie. Literaturą z ducha popularną nie śmiałabym książki Kazuo Ishiguro nazwać, ale lekka (żeby nie powiedzieć bajkowa) konwencja z pewnością jest ukłonem w stronę szerszego spectrum potencjalnych czytelników niż sentymentalny, sztywny i (nie bójmy się tego słowa) nudnawy ton „Malarza świata ułudy”. Te dwie powieści są tak skrajnie różne, że aż trudno mi uwierzyć, że wyszły spod ręki tego samego pisarza.
Jedno natomiast jest pewne „Kiedy byliśmy sierotami” zaabsorbowało mnie kompletnie. Rzec by można, że wpadłam po uszy w tą nietuzinkową powieść – bajkę dla dorosłych spragnionych przygód. Od początku zapałałam ogromną sympatią do Christophera Banksa, owej tytułowej sierotki, która już jako dorosły i uznany detektyw postanawia odnaleźć zaginionych w tajemniczych okolicznościach rodziców. W błędzie będzie jednak ten kto uzna „Kiedy byliśmy sierotami” za klasyczny kryminał, Ishiguro rzec by można parafrazuje czy wręcz dekonstuuje ten literacki gatunek, biorąc z niego fabularny schemat i obudowując go mnóstwem pobocznych wątków: obyczajowych, miłosnych, szpiegowskich i co ważne przygodowych! „Kiedy byliśmy sierotmi” to właśnie taki zgrabny miks gatunków i stylów. Ja kupiłam tą historię w całości, bez mrugnięciem okiem pomimo (a może właśnie dlatego), że miejscami jest niemiłosiernie naiwna.
Mogłabym się tej programowej naiwności uczepić, bo nieprawdopodobieństwo niektórych wydarzeń każe mi myśleć, że Ishiguro zanim zabrał się za pisanie „Sierot” nie odrobił lekcji z kryminału. Miast tego hojnie szafuje szczęśliwymi zbiegami okoliczności, niewiarygodnymi koincydencjami i rozwiązaniami, które owszem podpowiada serce, ale nie rozum. Ishiguro w „Kiedy byliśmy sierotami” objawia się jako zręczny manipulator, twórca wyimaginowanej, lepszej rzeczywistości, w którą pomimo wszelkich zdroworozsądkowych przesłanek chce się wierzyć. Tym bardziej, że akcja toczy się wartko, obfitując w nieprzewidywalne i intrygujące wydarzenia. Co zabawne, dopiero po przeczytaniu 1/3 powieści klaruje się o co tak naprawdę Ishiguro chodzi.
Literatura eskapistyczna z wyższej półki. Po trzykroć tak! :-)
Ocena: 





Może Cię również zainteresuje:
- „Okruchy dnia” Kazuo Ishiguro 03/09/2009
- „Malarz świata ułudy” Kazuo Ishiguro 11/12/2008
- „Cukiereczki” Mian Mian 04/04/2008
- „Chińczyk” Henning Mankell 02/12/2009
- „Klejnot Wschodu. Pamiętnik” Maureen Lindley 27/07/2008
- „Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz” Lisa See 15/08/2008
- „Kraj nad Jangcy” Paweł Jasienica 04/11/2008










Oj, to chyba coś dla mnie :-) Czuję to przez skórę… Fajne jest takie mieszanie konwencji!
Oj fajna awito :)
Chętnie tu do Ciebie zaglądam, bo wygląda na to, że sięgamy po podobną literaturę. Do książki „Kiedy byliśmy sierotami” przymierzam się już od dawna, więc czekałam niecierpliwie na Twoją recenzję. I oczywiście przekonałaś mnie, że warto przeczytać tę powieść. Zapraszam Cię na mojego bloga, tam między innymi o Okruchach dnia Ishiguro :). Pozdrawiam!
Witaj In Aniu :) „Okruchów dnia” jeszcze nie czytałam, ale to zapewne tylko kwestia czasu. Póki co, bo ciekawa jestem kolejnej stylistycznej metamorfozy pana K.I., zaopatrzyłam się w „Nie opuszczaj mnie”.
„Nie opuszczaj mnie” wypada jednak dość blado w moim odczuciu w porównaniu z „Okruchami dnia”. Ale może akurat Ty będziesz miała inne wrażenia. Tak czy inaczej – obie książki są moim zdaniem ciekawe i warto je przeczytać. A „Kiedy byliśmy sierotami” już sobie zamówiłam w blibliotece (bo niestety, w księgarniach brak tego tytułu…).
„Nie opuszczaj mnie” wypada wg mnie blado w porównaniu ze wszystkimi innymi książkami Ishiguro ;) „Okruchy dnia” polecam gorąco (film także, ale dopiero po lekturze), a w zachwytach nad „Kiedy byliśmy sierotami” przyłączam się do Zosika :))
In Anno w takim razie czekam na recenzję :)
Germini film widziałam nie raz nie dwa, a „Nie opuszczaj mnie” skusiło mnie przede wszystkim osadzeniem akcji w szkole. Wprost ubóstwiam takie szkolno-pensjonarskie powieści.
Ja czytałam „Kiedy byliśmy sierotami” na przełomie czerwca i lipca. Usiadłam sobie na ławeczce i z książką w ręku czekałam na autobus. Zorientowałam się, że chyba go przegapiłam minutę po jego odjeździe, kiedy rozejrzałam się wokół siebie i zauważyłam, że nagle wszyscy gdzieś zniknęli. Dobrze, że to nie była zima bo następny autobus był dopiero za godzinę.
Dlaczego mnie to nie dziwi Karolino? To faktycznie powieść, w której człowiek dokumentnie się zaczytuje. Mnie podróż do pracy mijała wręcz błyskawicznie!
Pingback: InfoTuba - Kraków wiadomości wydarzenia kultura Białystok Gdańsk Lublin Łódź Olsztyn Opole Poznań Rzeszów Toruń Warszawa - Polska - Literatura - "Kiedy byliśmy sierotami" Kazuo Ishiguro
karolina, zosik, musze sie z wami tym podzielic :-) lato, zeszlego roku, polnocny Londyn, wczesne popoludnie. Stoje na przystanku, czytam Zadie Smith ‘White teeth’. po ok. 15 min. podjezdza autobus, siegam do plecaczka po bilet… a tu plecak otwarty, zniknal bilet, portfel, komorka i ipod. musialam wygladac na baaaardzo zaczytana…od tej pory moja mama co dzien mnie blaga,zebym nie brala zadnych ksiazek do czytania ‘w drodze’ :)
Pingback: “Kiedy byliśmy sierotami” Kazuo Ishiguro
poszukam w bibliotece :)
Poszukaj, poszukaj :)