Articles Archive for Luty 2009
Krótkie formy literackie, Lekturki, Piękna, USA »
Przekraczanie. To słowo najlepiej oddaje charakter zbioru opowiadań Judy Budnitz.
Obdarzona wyjątkowo bujną wyobraźnią amerykańska prozaiczka przekracza czy może wręcz wykracza poza ramy rzeczywistości, kreując wizje wykrzywionego świata z pogranicza fantasmagorii i snu. Świata tak dobrze znanego, a jednak z wewnętrzną rysem nieprawdopodobieństwa, po trosze surrealistycznego i onirycznego. Budnitz stylistka hojnie szafuje i zajadłą satyrą na najlepszy ze światów i czarnym humorem wymieszanym z ironicznymi wtrętami i abstrakcją w czystej postaci, a mimo to jej literackie fantazje tworzą przejmujący obraz współczesnego świata, antyutopii Ameryki po przejściu bliżej nieokreślonego acz straszliwego w …
Feministyczne, Lekturki, Piękna, Polska »
Wielbiciele Japonii i „Japońskiego wachlarza” od teraz możecie się oficjalnie poczuć rozczarowania. „Piaskowa góra” nie ma absolutnie nic wspólnego z Krajem Kwitnącej Wiśni, co jednak w żaden sposób nie deprecjonuje tej nietuzinkowej, na wskroś polskiej powieści Joanny Bator, feminizującej kulturoznawczyni oraz antropolożki.
W tym szaleństwie jest metoda – powiedział Hamlet. W tym bełkocie jest sens – powiedziałam już ja, wasza nieustraszona recenzentka, która z niemałą satysfakcją a i przyjemnością przedarła się przez językowy gąszcz, który zgotowała Joanna Bator. Trud się opłacił, było warto, co odnotowuję z nie małą satysfakcją, choć czuję …
literacki off topic »
Krygować się nie będę, tym razem inspiracja przyszła nie z literatury, a z… komentarzy pod poprzednią recenzją. Karolina.ja i Yvonne to Wy tchnęłyście we mnie ten pomysł, a raczej chęć zadania szerszemu gronu czytelników pytania: czy i Wam kiedyś „urwał się film” w czasie lektury? Słowem czy macie takie książki, których lektura sprawia, że zapominacie o całym bożym świecie. Karolina.ja przegapiła odjazd autobusu czytając „Kiedy byliśmy sierotami”. Yvonne z kolei tak pochłonęły „Białe zęby”, że została… okradziona. I ja, choć przez zaczytanie nie przegapiłam autobusu ani nie utraciłam ruchomego mienia, …
Brytyjskie, Lekturki »
Fajna książka. Przy czym słowa „fajnie” użyłam z premedytacją, bo co tak właściwe znaczy przymiotnik „fajne”? Według mnie wszystko i nic. Ot słowo wytrych, którego staram się nie (nad)używać, ale od czasu do czasu pokornie sama przed sobą przyznać muszę, że tylko to wstrętne „fajne” pasuje do danego wykwitu kultury masowej (głównie).
Czy „Kiedy byliśmy sierotami” jest powieścią napisaną z myślą o masowym czytelniku? I tak i nie. Literaturą z ducha popularną nie śmiałabym książki Kazuo Ishiguro nazwać, ale lekka (żeby nie powiedzieć bajkowa) konwencja z pewnością jest ukłonem w stronę …
Lekturki, Skandynawia »
Właśnie ukazała się kolejna, trzecia przetłumaczona na język polski, powieść szwedzkiej pupilki blogujących moli książkowych. Czy będzie takim samym hitem, jak „Sztuka bycia Elą”? Śmiem przypuszczać, że jednak nie…
Powodów po temu z łatwością mogłabym wskazać przynajmniej kilka. „Kochający na marginesie” to niby wciąż ta sama, dobrze znana Johanna Nilsson – wróg kultury konsumpcyjnej i znawczyni tej bardziej „porąbanej” strony życia. Ta sama, a jednak inna, bo w odróżnieniu od poprzednich powieści tym razem jej literaccy bohaterowie nie są kontestatorami zastanego świata, nie buntują się przeciw temu co zastane, a raczej …
Europa, Lekturki, Podróżnicze »
Z zasady nie czytuję horoskopów i pewnie dlatego lektury „Powiedział mi wróżbita” Tiziano Terzaniego nie będę wspominać ze szczególnym sentymentem. Prawdę mówiąc wolałabym w ogóle jej nie wspominać…
Mój gorący (ślepy?) afekt do dalekowschodnich klimatów powoli acz skutecznie się na mnie mści. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują bowiem, że muszę podejść do tamtejszej literatury, czy też literatury traktującej o tamtych stronach, w sposób nieco bardziej wybiórczy i przestać robić maślane oczy na widok każdej publikacji, która ma cokolwiek wspólnego z Azją. Koniec! Basta! Nie wszystko złoto co się święci, …
Brytyjskie, Lekturki, Piękna »
Znakomity opis pewnej nieudolnej próby małżeńskiej konsumpcji – tak pokrótce można by podsumować ostatnią powieść Iana McEwana. Byłoby to jednak wielce krzywdząca generalizacja, tym bardziej, że „Na plaży Chesil” jest świetnie napisanym literackim drobiazgiem zadającym wiele interesujących pytań.
Zaglądając do zakładki z listą lekturek przeczytanych w ubiegłym roku zauważyłam pewną zupełnie nie zamierzoną symetrię. Otóż znajomość z pisarstwem McEwana rozpoczęłam dokładnie dwanaście miesięcy temu i co zabawne, zarówno „Pokuta” jak i „Na plaży Chesil” były 13 lekturką i w obu przypadkach trzynastka nie była liczbą pechową. Bardziej pechowa była natomiast lektura …







