Na rozruszanie, bo ostatnio trochę tu niemrawo (wybaczcie! Siła wyższa), rzecz przecudnej urody. Nie, nie będą to legendarne (tudzież przebojowe) frazy, po których przypadkowi internauci trafiają na bloga, a strony, które odsyłają do Lekturek.
Studium przypadku na wybranych przykładach:
1. Kółko wielbicieli pielgrzymowania http://www.pielgrzymki247.info/:
2. Prawnicy też lubią Lekturki! http://www.prawo.ilawa.pl/. Czy powinnam poczuć się wyróżniona?
3. Lekutki lubią też Poznaniacy i Wrocławianie, a serwis kryjący się pod wdzięczną domeną serwis.tynki-farby.net poleca mnie z zakładce z linkami. Ktoś się również pode mnie podszywa (kimkolwiek jesteś – wstydź się!), na szczęście dość niewinnie o tutaj.
4. To wszystko jednak jest nic przy tym czymś. Zobaczcie sami:
Mój analityczny umysł właśnie się zgubił, bo co ma mój blog do nieruchomości i… Cukrownictwa? Co ma cukrownictwo do nieruchomości. Aaaaaaaaaaaa. Ojciec Rydzyk miał rację. Internet to zło.
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)













Niesamowite! Najdziwniejsze jest to, ze strony o ‘ciekawych’ nazwach nic z tymi nazwami nie maja wspolnego. A z tymi nieruchomosciami to ubaw po pachy – wiedzialas, Zosiku, ze prowadzisz firme o literaturze pieknej?
ja stałam się specem od oświadczyn;) Może jakąś firmę założę uczącą młodzieńców w tym względzie? Tudzież kobiety chcące się oświadczyć, a co?:) Firma mogłaby się nazywać „Chiara-serduszko na dłoni”;)
„o literaturze pięknej, popularnej i wyczesanej” :D Zosik, tylko Ci pozazdrościć szerokich kręgów wielbicieli :D
Pingback: Uśmiał się i zdechł
Chihiro cóż rzec mogę… Kapcie mi z wrażenia pospadały. Truizmem jest, że internet to jeden wielki bardak za przeproszeniem i gdy wyeliminuje się czynnik ludzki (brzmi to bardzo niehumanistycznie, ale „korpojęzyk” niestety drąży mnie od środka ;) to potem znajduje się takie kwiatki. I nagle człowiek się dowiaduje, że działa w branży nieruchomości jako cukrownik specjalizujący się w wyczesanej literaturze.
Chiaro możemy założyć spółkę. Ty będziesz swatać ja im domy budować :P i to wszystko ku chwale literatury polskiej.
Marigold to raczej g(ł)upie automaty, a nie żywi wielbiciele ;)
Zosiku, może prowadzenie bloga to patent na dochodowy interes w nieruchomościach i produkcji czekolady?:) Jakkolwiek beznadziejne jest to połączenie, zadziwia fakt, co można znaleźć w internecie i dlaczego właściwie ludzie robią takie rzeczy, podkradając innym ich pomysł i dorobek literacki? Sama od dłuższego czasu zastanawiam się nad prowadzeniem bloga o książkach, ale po Twoim wpisie moje wątpliwości trochę wzrosły…;) Z drugiej strony, może w ten sposób ktoś przeczyta polecane przez Ciebie książki i odwiedzi Twój blog, szukając tu inspiracji? To mógłby być jakiś plus całej tej zadziwiającej sytuacji. Czytanie podczas pielgrzymki może być czynnością całkiem interesującą ;)
Pozdrawiam ciepło ;)
Ależ jesteś popularna :)
Widzisz, jaka jesteś popularna? :-) Super!
Czy wystartowałaś w konkursie na Blog Roku? Nie widziałem Twojego zgłoszenia…
Mistralko kto wie, kto wie, choć osobiście nie odczułam jakichkolwiek profitów z tego tytułu, a i moje wiedza z tych dwóch dziedzin mało komu przydać się może. Myślę też, że większość tych wspaniałych powiązań mojego bloga nie wynika z głupoty ludzkiej bezpośrednio, a z działalności jakiego automatu, który wyszykuje (bóg raczy wiedzieć jakie) frazy i na ich podstawie zaciąga moje posty, grunt, że podaje źródło. Z tymi nieruchomościami nie mam pojęcia o co chodzi i już nawet wolę nie wnikać. Mimo wszystko uważam, że prowadzenie bloga to fajna przygoda i choć teraz muszę ograniczyć czas, który mu poświęcam (niestety) na pewno nie zrezygnuję (póki co) z jego pisania.
Judytto ja dziękuję za taką popularność ;-)
Jarku lepiej byłoby, gdyby ta rzekoma popularność wynikała z zawartości merytorycznej, a nie działalności głupich botów. Co zaś się tyczy konkursu na Blog Roku to faktycznie nie biorę w nim udziału.
Ja bym się nie obraziła za tą czekoladę – może komuś się tak smakowicie skojarzyła Twoja strona? :)
Thilien ja jednak tak do końca przekonana nie jestem czy jest to powód do radości :)