„Lala” Jacek Dehnel
[Uwaga! To będzie egzaltowany tekst tylko dla czytelników o mocnych nerwach. Nie zabraknie w nim ani kwiecistych epitetów, ani zachwytów, ani niemalże histerycznych wyrazów lubości. Słowem będzie to tekst, który nigdy nie wyszedłby spod ręki zdystansowanego krytyka, ale oddanej wielbicielki i owszem]
Wszystkich tych, którzy byli ciekawi czy „Lala” mi się spodoba pragnę poinformować, że owszem – spodobała się i to nawet bardzo, a Jacek Dehnel właśnie ląduje w wąskim gronie mych najbardziej ulubionych pisarzy. Takich, którym ufam bezgranicznie, podziwiam i szanuję, a także programowo czytam wszystko co wyjdzie spod ich pióra. Dehenl jest tu drugim Polakiem, obok nieodżałowanego Ryszarda Kapuścińskiego.
To zabawne, ale gdyby nie „Balzakiana” (po które sięgnęłam raczej z przekory niż z powodu jakiejś szczególnej miłości do Balzaka czy polskie literatury tym bardziej) nigdy nie przeczytałabym „Lali”. Swego czasu, zdaje się, że tuż po przyznaniu Dehnelowi Paszportu Polityki, nie wypadało jej nie znać, była sezonowym wydawniczym hitem. Lekturą obowiązkową, ale nie dla mnie, bo cóż ciekawego może być w historii czyjejś babci? Nuda i tyle - sobie pomyślałam i koniec końców „Lali” nie przeczytałam. Teraz, bogatsza o pewne doświadczenie z panem Dehnelem, świadomie, z własnej nieprzymuszonej woli i dla przyjemności sięgnęłam po „Lalę” i powiem Wam moi mili – to jest to :)
Po prawdzie początek wcale tego nie wskazywał. Chaotyczna, przeciekająca między palcami narracja bez ładu i składu plus zastęp pobocznych postaci, w których wzajemnych relacjach pogubiłam się już na samym początku. Nie to jednak ważne, a to, że powieść (a właściwie styl pisarza) w swym toku przechodzi cudowną wręcz metamorfozę. „Wielka narracja” (jak sam nazywa ją Dehnel) ewoluuje, ba, wręcz się przepoczwarza. Nabiera nieznanej dotąd klarowności i spójności, a także ujmującego czaru, bo „Lala” to niesamowicie ciepła opowieść o babci pisarza – owej tytułowej Lali – kapryśnej (a na starość wręcz nieznośnej) kresowej ziemiance z zamożnego rodu, ale również opowieść i o samym autorze.
Jacek Dehnel jest tu zatem nie tylko narratorem (czy może raczej moderatorem) opowieści, ale i ukrytym bohaterem, który pod pretekstem literackiego hołdu i pożegnania z ukochaną babcią dokonuje bardzo efektownego „wyjścia z szafy”. W „Lali” bowiem biografia babki przecina się z autobiografią wnuka, który przy okazji wyjaśnia dlaczego jest tym kim jest – rozmiłowanym w staroświecczyźnie, ostentacyjnie eleganckim młodzieńcem z cylindrem i laseczką. Klasycyzująca poza młodego literata nie wzięła się bowiem znikąd. Nie jest pustym gestem, a efektem ubocznym obcowania z otaczającą się nimbem sztuki Lalą, a także czymś, co z pewną dozą śmiałości, można uznać za reinkarnację niedoszłego dziadka pisarza, tłumacza i znawcy literatury francuskiej, Juliana Rogozińskiego.
Lektura „Lali” tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że Dehnel jest pośród polskich literatów postacią nietuzinkową i niezwykle utalentowaną. Olśniewającym swą erudycją i błyskotliwością zjawiskiem. Cudem natury niemalże. Wydaje się niemożliwe, aby zaledwie dwudziestoletni pisarz- debiutant popełnił powieść tak dojrzałą, dowcipną i piękną. A jednak. Cuda się zdarzają. Jestem zachwycona.
Ocena: 





Brawo panie Jacku.









Miałam takie samo podejście do „Lali” jak Ty. Ale po tym co napisałaś nastąpi podejście drugie :)
I gdzie tą „Lalę” wcisnąć? Ech, najpierw przypadkowo usłyszane czytanie w radiu, teraz Ty :D
Zosik, ależ pozytywnie mnie zakręciłaś na Jacka Dehnela :-) Nie czytałam wcześniej tego autora. Mam już obiecaną „Balzakianę” (i nie mogę się doczekać kiedy ją dostanę), a „Lala” jest w bibliotece … podobno. Dobrze zapowiada się ten rok :-)
Pozdrowienia.
I ja zapałałam płomienną miłością do „Lali”, bo to książka która wygrywa trudny pojedynek z pochłaniającą wszystko nicością. A Dehnel jej pogroził palcem i pokazał, że można się temu przeciwstawić. U niego przeszłość i Lala wciąż są. Prawie namacalnie istnieją. 1:0 dla autora!
Cudowna książka :)
Też się chyba w końcu przekonam:) Po latach mijania ekscentrycznego Dehnela na Krakowskim Przedmieściu miałam pewną awersję do jego twórczości, przeczytałam kilka wierszy, ale nazbyt wymuskane mi się zdały i po powieści nie sięgnęłam. Czas jednak skończyć z ocenianiem książki po…szatach autora i zajrzeć do środka:) Pozdrawiam i dzięki za mobilizujący impuls.
ha ! wiedziałam :)
lubię Cię z taką pasją;)
„Lali” nie znam ale miło, że Ciebie tak zachwyciła;)
Ach, jakze sie ciesze, panno Zosiku! I ja zapalalam do „Lali” miloscia, zauroczyl mnie jezyk, czulosc i wrazliwosc Dehnela. A i historia byla bardzo ciekawa, anegdotki cudne, trudno nie polubic tej powiesci.
Podzielam Twoje zdanie – Dehnel to takze moj, obok Kapuscinskiego, ulubiony polski pisarz. Jesli masz ochote na podobny klimat, polecam „Hanemmana” Chwina i ewentualnie „Esther”. Takze piekny jezyk, choc jakby mniej polotu i entuzjazmu. Ale wiecej nostalgii.
no ja nie wiem. mnie jakos nie przekonało. ale moze mialam zły dzien.
Globalistko zachęcam! Myślę, że po doczytaniu do końca nie będziesz żałować.
Bazyl wciśnij ją gdzieś koniecznie, bo będę niepocieszona :)
Rr-odkowa cieszę się bardzo, że udało mi się wzbudzić w Tobie ciekawość tym bardziej, że mowa o naszym rodzimym młodym pisarzu. Tak, Dehnel to zdecydowanie zjawisko!
Inblanco zgadzam się z Tobą w zupełności i całkowicie!
Makowepole zachęcam do przełamania się. Świetnie rozumiem Twe obiekcje, zresztą znając Dehnela tylko z jego telewizyjnych popisów miałam go za pozera i bufona. I pewnie po trosze jest i jednym i drugim, ale za to, jak pięknie potrafi opowiadać!
Zohul Ty być prorokini!
Chiara dziękuję po stokroć:)
Chihiro a jak ja się cieszę! A co do Hanemanna – do trzech razy sztuka, jak mawiają. Dwa razy próbowałam go przeczytać i zawsze mi coś przeszkadzało. Spróbuje zdobyć to ilustrowane wydanie i podjąć ostatnią próbę.
Mary nie przekonała Cię „Lala”, Dehnel czy ja? :)
Zosiku, i ja przyłączam się do tego grona wielbicielek i wielbicieli twórczości Pana Dehnela!!!;) „Lalę” przeczytałam już chyba ze dwa lata temu i od tego czasu śledzę twórczość tego autora. Pamiętam towarzyszące mi podczas tej lektury zarówno rozbawienie, jak i wzruszenie do łez. Niesamowicie pisze!!! Miałam okazję być na spotkaniu z Nim i odniosłam wrażenie, że to bardzo kulturalny, przyjaźnie nastawiony do czytelników, bardzo skromny człowiek i już wielki pisarz. Mam nawet jego autograf ;)Podczas tego spotkania przeczytał kilka fragmentów „Lali” i kilka swoich wierszy. Nie przepadam za poezją, ale według mnie były naprawdę piękne. Natomiast „Balzakiana” czeka już na półce na sprzyjającą chwilę ;)
Bardzo dziękuję za piękną recenzję „Lali”!!! Gdybym tylko umiała pisać o książkach w taki sposób jak Ty…;) Pozdrawiam serdecznie ;)
A mnie bardzo cieszy Twoja pozytywna opinia o „Lali”, bo własnie ją wypozyczyłam z biblioteki i w najbliższym czasie zamierzam sie za nia zabrać:)
Mistralko jak miło :) I powiem Ci w sekrecie, że zazdroszczę tego autografu. Ach i na spotkanie chętnie bym poszła. Może się kiedyś uda. Na szczęście dla nas – czytelników – pan D. jest młodziutki i jeszcze wiele książek przed nim.
Peek w takim razie niecierpliwie czekam na recenzję :) Ja sobie wczoraj przytaszczyłam „Rynek w Smyrnie”, ale to podobno najsłabsza dotychczasowa publikacja pana D., więc nie obiecuję sobie zbyt wiele, aby móc w razie czego mile się rozczarować.
ksiazka :)
Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Przeczytałam „Lalę” rok temu i od tamtej pory jestem wielbicielką Dehnela. Książka jest doskonała; długo można by rozwodzić się nad warsztatem literackim, poczuciem humoru autora itp. Mnie szczególnie ujęły dwie rzeczy. Pierwsza: piękna, szlachetna polszczyzna, niezwykłe słownictwo zwłaszcza jak na tak młodego człowieka. Jakże inne od pseudo-luzackiego, pseudo-młodzieżowego, słownictwa literatury nastawionej na rozgłos przez skandal. Druga rzecz to miłość i szacunek autora do babci a przede wszystkim to że nie wstydził się jej okazać. To co strasznie mnie razi w młodym pokoleniu to niestety dość powszechny (często pozorawany bo tak jest cool) brak szacunku dla starszych ludzi, zarówno obcych jak i bliskich. A poza tym… babcie… babcie są nudne, zrzędzą i marudzą, każą nocić czapkę i chodzić do kościoła, nie ma wspólnych tematów do rozmów z nimi bo przecież o muzyce czy o internecie… tzn. … o muzie i necie yow(!) z babcią się nie pogoada.
Gdzie się ten Dehnel uchował że nie wyrósł na „yow ziomka”?! U babci Lali!
Dlatego dzięki Ci babciu Lalo za Dehnela, bo przywraca mi wiare w młodych ludzi :-)
I niech pisze, niech pisze! :-)
Holko zgadzam się z Tobą całkowicie. Ten szacunek, czułość i podziw dla babci jest u Dehnela naprawdę czymś niezwykłym i zupełnie niecodziennym. Poza tym pisze w tak elegancki sposób, a elegancja ta nie jest wymuszona. Ona po prostu wypływa z niego. Piękna książka :)
U mnie wprawdzie kolejność była odwrotna – najpierw zachwyciłam się „Lalą”, „Rynkiem w Smyrnie” już jakby odrobinę mniej, ale „Balzakiana” przywróciły mi wiarę w polską literaturę, tak więc cieszę się, że nie jestem osamotniona w swoich zachwytach nad językiem i stylem autora. Ja zdecydowanie jestem fanką!
Jeanne i najważniejsze, że nie jesteś w tym odosobniona!
nie wiem czy wiesz, więc na wszelki wypadek daję linka do felietonów dehnela na wp.pl – http://ksiazki.wp.pl/felietony/id,37640,kat,0,s,1,felieton.html
:>
[...] ciekawe, ze dało się je ująć w dobrą książkę, taką co to nagrody zbiera i co jakiś czas kogoś zachwyca. Jako prawdziwe zmyślenie historyjka babci jest urocza, choć miejscami błaha, z [...]
Wspaniała książka, pełna zwrotów akcji i takiego emanujacego z niej ciepła. Sama mam syna w wieku Jacka i jestem wprost oczarowana tym, czego dokonał na kartach tej ksiązki. Babcia Lala, to skarbnica wiedzy o Polsce, o „układach”, normach, ale także zwykłym dniu polskiej rzeczywistości. Bardzo dobrze, że pan Dehnel zachciał się z nami podzielić tymi wspomieniami, które sa dla nas współczesnych jeszcze jednym „zagonkiem” w „polskim ogródku”. Wszystkiego najlepszego panie Jacku i prosimy jeszcze o więcej takich książek.
Zgadzam się :)
A dla mnie to caly ten dehnel nie jest wart uwagi, rozmawialem z moim profesorem na UJ – polonistyka i powiedzial ze to grafoman
Adam rozumiem, że ten odwołujący się do wyższych autorytetów (co trochę mi przypomina strategię przedszkolaka, ale OK) komentarz do reakcja na zawód, jaki Cie tu spotkał. Chciałeś dehnela-bufona (jak twierdzą moje nieomylne statystyki), a tu takie peany. Aj… Jaki mi przykro ;)
Zgadzam się z Zosik- własne zdanie warto mieć, bo inaczej czytać nie warto. A co do „Wielkiej narracji”, cud miód i orzeszki ;p Teraz czas sięgnąć po „Balzakianę”…
„Lalę” wypożyczyłam sobie z biblioteki. Ale będąc ostatnio w Taniej Książce na Brackiej nie mogłam się oprzeć i zakupiłam własny egzemplarz w cenie bodajże 14 złotych :)
:))) Ja też kupiłam egzemplarz na Brackiej. W poniedziałek. Właśnie skończyłam czytać. Nic wcześniej nie wiedziałam o autorze (telewizji nie oglądam). Zauroczył mnie empatią, dojrzałością. Bliskie mi są też kresowe klimaty (choć Kijów to bardzo dalekie „kresy”) i genealogiczne zabawy. Pożegnałam tez jedną babcię, która zmarła w wieku 93 lat, stopniowo tracąc pamięć i samodzielność, a druga moja babcia ma obecnie 94 i wciąż jest w niezłej formie. Każda z nich była/jest skarbnicą opowieści. W ogóle uświadomiłam sobie właśnie, że dziś już się nie kultywuje tardycji takich rodzinnych opowieści, o których wszyscy mówią „znamy, znamy”, a opowiadający, wiedziony mądrością nieuświadomioną po raz kolejny opowiada. Potem i tak się okazuje, że 100 razy słyszeliśmy, a niewiele pamiętamy… Czytałam przed chwilą jakąś recenzję Lali, gdzie piszą, że pretensjonalna. Widocznie autor recenzji nie percepuje tych wszystkich klimatów. Dla mnie – cudo, aż mi skwierczy w duszy po lekturze.
Daria na Grodzkiej są jeszcze „Balzakiana” w bardzo atrakcyjnej cenie. Co prawda nie jest to tak ładne wydanie, jak to oryginalne, ale jednak mimo wszystko myślę, że lepsze takie niż żadne
Loke to prawda, książka cudo, choć jak wiesz zdania na jej temat są dość mocno podzielone (patrz dyskusja pod moją recenzja). Nie wszyscy byli w stanie przejść początek, ale satysfakcja z jaką obserwuje się, jak książka się rozkręca rekompensuje wiele. Zwłaszcza jeśli, tak jak nadmieniłaś, ma się skłonności do kresowych klimatów. Pozdrawiam serdecznie! I przypominam, że z Dehnelem można spotkać się na Targach Książki.
Przebrnąłem połowę tej książki: msz to jedna z najnudniejszych powieści od 20 lat. Niedobrze mi się przy tym języku robiło. I tych ochów i achów nie pojmę nigdy. Ale nie szkodzi. Jak są – to i mogą być:) Pozdrawiam.
Dzisiaj zerknęłam do Nieszuflady
pod takim oto wierszem jakiejś dziewczyny Dehnel zamieścił komentarz:
wiersz Jolki
tytuł : Ciepła!
Ciepło i czułość -
niech ktoś je ode mnie zabierze -
duszę się – plączę – mikrofaluję.
Przenikam sama sobą – nie ma nic we mnie
poza mną. Jestem pozą. Pozą w sobie
i pozą poza sobą. Ciepło i czułość roztapia mnie.
Rozczulam się. Roztapiam. Tonę w tym czym nie jestem.
I tonę w sobie. Nie ma nic poza mną. Nawet umrzeć nie mogę,
bo nic nie ma poza mną. Nie ma nikogo. Nikomu nie jestem potrzebna.
Jestem ciepła. Jestem kurwa taka ciepła. Ciepła i wciąż
i wciąż ciepła.
Jestem wciąż.
====
a oto komentarz Jacka Dehnela
No cóż, zimne kurwy rzeczywiście nie cieszą się powodzeniem. Poza amatorami nekrofilii, oczywiście.
Jacek Dehnel | 2010-01-03 23:57:44
====
Dla mnie od dziś Dehnel jest prostakiem.
Fragmenty Lali wpadły mi do rąk przypadkiem, grafomania.
Lecz potem widziłam jeszcze Dehnela na U Tube – pozer i nadęty bufon,
ale gdy dluzej go posłuchać to okazuje sie że to bezmyślne blablanie, pełne teatralnych gestów pustosłowie.
O Dehnelu mozna wiele, ze jest grafomanem, albo infant terrible,
lecz na pewno nie mozna powiedziec ze jest gentlemanem,
sposob w jaki zwraca sie do kobiet wskazuje iż jest prostakiem
oto probka z nieszuflady:
Pani Sętek chyba dość już pokazała na NS. Adminie, może tak mop i mydliny?
Pani tu nie zaprasza, bo to nie Pani miejsce; jest tu Pani gościem, jak wszyscy.
Tak się akurat składa, że mnie zaproszono, a Pani – nie. Więc myli się Pani podwójnie. Buziaczki.
Sue me.
Jacek Dehnel | 2010-03-20 16:21:16
Ale się uwzięliście na biedaczka, a może faktycznie pod maską dandyska skrywa się prostaczek?
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane