Dobry pomysł na powieść to dopiero połowa sukcesu. Druga połowa to umiejętne go poprowadzenie i zgrabne zakończenie. Niestety w przedostatniej powieści Andrzej Barta zabrakło tej drugiej połowy.
Bo Bartowi oddać trzeba, że pomysł na powieść miał znakomity, szkoda tylko, że zmitygował się w czasie pisania i poprowadził „Don Juana raz jeszcze” w nieco innym kierunku niż czytelnik mógłby przypuszczać, zwłaszcza po przeczytaniu noty umieszczonej na okładce, która sugeruje zupełnie coś innego niż wewnątrz można zastać choć (wybaczcie tą dygresję) z jednym zgodzić się mogę: końca tych katuszy nie sposób przewidzieć, ale bohater już z pewnością ani nie zaskakuje, ani tym bardziej nie zniewala i uwodzi. To znaczy kiedyś uwodził i wodził na pokuszenie, wszak Bart uczynił głównym bohaterem właśnie tego don Juana de Valesco – cynicznego hulakę i lowelasa, który na starość (czy może raczej dojrzałość) postanowił się ustatkować, wdziać mnisi habit i nieść pomoc potrzebującym. I zapewne chętnie zapomniałby o swej niechlubnej przeszłości, gdyby świat zewnętrzny nie upomniał się o jego usługi.
Don Juan jest tu bezdyskusyjnie głównym bohaterem, jednak to nie reinterpretacja jego mitu stanowi główny fundament powieści. Bart miał pomysł zgoła lepszy, z literackiego punktu widzenia niezwykle ponętny. Wykorzystał bowiem autentyczny epizod z historii Hiszpanii – nieszczęśliwego małżeństwa Filipa I Pięknego i Joanny Szalonej, która po śmierci swego małżonka dostała całkowitego pomieszania zmysłów i miast, jak pan bóg przykazał, Filipa pochować, ruszyła w rajd po swym królestwie z lekko nadpsutym małżonkiem w (otwartej) trumnie. W tej makabrycznej podróży towarzyszył jej między innymi don Juan, który raz jeszcze, być może po raz ostatni, na rozkaz papieża Juliusza II ma użyć swych słynnych uwodzicielskich sztuczek i przekonać Joannę, aby pozwoliła Filipa Pięknego godnie pochować.
W błędzie będzie ten kto pomyśli, że „Don Juan raz jeszcze” to romans historyczny albo powieść psychologiczna. Nic bardziej mylnego, bliżej mu raczej do powieści z ducha awanturniczej, a taki typ literatury zdecydowanie mnie nie pociąga. Misterna intryga rozgrywająca się w kuluarach również nie zachwyca, ani opisy pojedynków, ani groźny palec świętej inkwizycji, ani romans z alchemią i tym bardziej nieprawdopodobne przygody, które rozmywają główną intrygę. Szkoda.
Zapomnijmy na chwilę o niedostatkach, skupmy się na zaletach. Wbrew mej niechęci przyznać bowiem muszę, że Andrzej Bart jest pisarzem wysokiej próby. Świadomym swego tworzywa, piszącym ze swadą i dowcipem, nienagannym językiem. W „Don Juan raz jeszcze” mamy też dość skomplikowaną konstrukcję narratora, wszechwiedzącego rzecz jasna, który choć stylizuje swe wypowiedzi na starodawne, co pewien czas zaznacza dystans względem opisywanych czasów, choćby poprzez liczne odwołania do tekstów źródłowych czy malarstwa. I pewnie czytałoby mi się „Don Juana…” odrobinę lepiej, gdyby Bart w stylizatorskich zapędach nie zgubił rytmu. A tak tęskno wyglądałam końca tych rycerskich przepychanek, tym tęskniej, że językowe zabawy nie przynosiły obiecanej ulgi.
Bez wdawania się w głębszą analizę podsumuję zatem krótko i węzełkowato: książka na nie, Andrzej Bart na tak.
Ocena: 





Minus za obrzydliwą okładkę. Wolę myśleć, że to wypadek przy pracy grafika, bo żadna z niej zachęta do sięgnięcia po powieść.
Może Cię również zainteresuje:
- „Miłość za kilka włosów” Mohammed Mrabet 07/08/2009
- „Samo-loty” Marek Stokowski 01/09/2008
- „Trzeci człowiek” Graham Greene 29/09/2008
- W przedpieklu 08/03/2011
- „Karzeł” Pär Lagerkvist 17/12/2008
- „Złodziejka” Sarah Waters 06/12/2008
- Ponownie skonfundowana 27/01/2011










Próbowałam czytać tę książkę jakiś rok temu albo jeszcze dalej, nawet jej nie opisałam, bo nie skończyłam. Dla mnie ona była do niczego.
No przyznaje, że okładka straszy i chyba podczas czytania wpakowałabym w gazetę, albo inny „make-up”. Czekam na recenzję „traktorów”, bo tytuł rozłożył mnie na łopatki:)
Pingback: “Don Juan raz jeszcze” Andrzej Bart
Już chyba sama okładka spowodowałaby że nie wybrałabym tej książki. Gratuluje odwagi Zosik;))
Kalio ja jej aż tak surowo nie oceniam, ale nie powiem, żeby zachwyciła mnie choć odrobinę. Świetny był pierwszy rozdział, ale później było już tylko gorzej, gorzej i jeszcze gorzej…
Zaulku zaraz się biorę za czytanie „Traktorów”, do końca zostało mi już bardzo nie dużo. Strasznie ciepła powieść i na szczęście nie o traktorach.
Kimura okładkę zawsze można zasłonić gazetą ;) Poza tym jednak, gdy ją czytasz to patrzysz na to co w środku, ale mimo wszystko po WL-u spodziewałabym się czegoś lepszego.