„Angel” (2007) reż. François Ozon

Onegdaj ukułam określenie dobrze oddające moje obecne podejście do wyuczonej profesji: jestem niepraktykującą filmoznawczynią, co w praktyce oznacza mniej więcej tyle, że od jakiegoś czasu właściwie przestałam oglądać filmy. Jednak od czasu do czasu coś wrzucam na ruszt, żeby już tak zupełnie z praktyki nie wyjść. Wczoraj wrzuciłam „Angel” Fracoisa Ozona i jestem mile zaskoczona.

„Angel”, wystawny pastisz melodramatu, to trochę takie „kostiumowe głupoty dla dziewczyn”, czyli szczególny typ filmu, w którym lubują się kobiety i geje. Niby coś w stylu austiańskich ekranizacji, ale jeśli miałabym posiłkować się konkretnym przykładem to kurzy rozumek Angel sytuują ją bliżej Lydi niż Lizzy Bennet. Choć i ta paralela nie w pełni oddaje czar tytułowej bohaterki Ozona, bo Angel ma w sobie i coś z lekkomyślności Scarlett i tupetu Dody. Może spróbujcie sobie wyobrazić taką Jolkę Rutowicz z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Oto Angel! I jakkolwiek porównanie do Jolanty być może nie jest najszczęśliwsze, pewien wspólny rys łączy obie panie – mowa o bezpardonowej walce o sławę. Oczywiście wolę Angel, choć jej arogancka pewność siebie, brak ogłady i swoiste umysłowe ograniczenie może nieco irytować, jednak za bezkrytyczną wiarę w swą doskonałość i wyczucie potrzeb ludu trudno jej nie podziwiać.

Zdaje się (choć mogę się mylić), że to Tomasz Mann kiedyś stwierdził, że tylko grafomanii lubią pisać. Wedle tej miary Angel musiałaby być grafomanką patentową, ale cóż z tego skoro kilometry jej tandetnych romansideł podbiły serca czytelniczek, a autorkę wyniosły wprost ze społecznych nizin ku sławie i bogactwu, które z kolei pozwoliło jej w pełni oddać się temu o czym od zawsze marzyła. Z dala od prawdziwych problemów, pośród stada kotów i spacerujących po trawnikach pawi, Angel na dobre pogrążyła się w świecie fantazji i zajęła uszczęśliwianiem na siłę swego otoczenia.

Mile mnie tym razem Francois Ozon zaskoczył. Na większości jego filmów nudziłam się, jak mops*, tym czasem „Angel” obejrzałam ze sporą przyjemnością. Nie podejrzewałam go również o taki rozmach i pietyzm w odtwarzaniu scenerii i kostiumów. Do „Angel” najlepiej pasuje określenie kino barokowe. Wszystko jest tu bardziej kolorowe, pyszne i wytworne. Również strona wizualna filmu jest niezwykłej urody. Przepiękne, wycyzelowane kadry – każdy z nich jest gotowym obrazem. Romola Garai świetna w roli naiwnej i butnej Angel. W emfazie z jaką wypowiada swoje kwestie pobrzmiewają echa niezapomnianej Vivien Leigh w roli Scarlett. Zresztą Ozon to reżyser kobiet, pod jego ręką aktorki rozkwitają. W epizodzie nie mogło również zabraknąć ulubionej aktorki Ozona – chłodnej Charlotte Rampling. Reszta obsady to blade tło niknące pod rozmachem aktorstwa Garai. Ozon świadomie bawi się konwencją melodramatu, podkreślając nierealność świata Angel. Kiczowatość niektórych ujęć jest wręcz porażająca. Trochę, jak w bollywoodzie. Kolorowo i bajkowo, tylko kończy się gorzko. Bardzo melodramatycznie.

* Za wyjątkiem „5×2”, które uważam za film niezwykle udany.

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Filmy i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „„Angel” (2007) reż. François Ozon

  1. ice33 POLAND pisze:

    Garai nie cierpie, reaguje na nia podobnie jak na Keire Knightley czy cos takiego – czkawka
    nie wiem dlaczego, nic na to nie poradze
    dlatego filmu nie obejrze, tak samo jak nie obejrze Pokuty czy Ksieznej (chociaz tam gra Ralph Bog Seksu Fiennes)
    chlip

    niechec silniejsza od najlepszych checi

    Ozona lubie, Angel nie widzialam; widzialam jego poprzednie filmy – bodajze wszystkie – 5×2, Basen i 8 kobiet – i kazdemu z nich nadalabym miano „co najmniej niezle”, a w moich ustach niezle znaczy hohoho
    :)

  2. yvonne UNITED KINGDOM pisze:

    ice33
    dokladnie z takich samych powodow nie wybralam sie do kina na Pokute i Ksiezna. NIE CIERPE K.Knightley!!! czy ktos widzial Dr Ziwago z jej udzialem? koszmar!!!

    a tak na marginesie to bodajze w czw. widzialam ja na zakupach w Selfridges w Londynie. zdziwilam sie, ze jest nizsza niz myslalam, ok.155cm?
    pozdrawiam

  3. zosik POLAND pisze:

    Też za Romolą nie przepadam, ma taki kartoflany łeb, ale aż tak bardzo jej nie lubię by nie oglądac z nią filmów. Keira to osoba bajka… Trawię ją w niewielkich ilościach zresztą już kiedyś o tym wspominałam, ale podchodzę do tego bez takiej emfazy, jak wy dziewczęta :)
    Ice co do Ozona to prócz wymienionych przez Ciebie widziałam jeszcze „Pod piaskiem” i tą adaptację sztuki Fassbindera, nie pamiętam jaki to to miało tytuł. Żałuję, że nie widziałam „Czasu, który pozostał”, ale myślę, że będzie jeszcze po temu okazja.
    Yvonne Ty mi tego „Doktora Żywago” nawet nie przypominaj! To profanacja wersji Davida Leana. W całości. IMHO nie nadaje się do oglądania.
    A „Angel” (i „Pokutę”) mimo wszystko Wam polecam :)

  4. chiara76 POLAND pisze:

    niesamowite;)
    Mnie „5×2″ wynudziło i zawiodło okropnie. Natomiast „Basen” podobał mi się a już jego „Pod piaskiem” jest wspaniały (IMO, oczywiście). „8 kobiet” też bardzo mi pasowało.
    Natomiast a propos wpisu o filmie, wyobraź sobie, że myślę w tych dniach o Tobie ciepło, a to za sprawą tego, że zaczęłam czytać „Aranżowane małżeństwa” i oglądać „Jedwab”, właśnie pod wpływem Twoich recenzji.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Teraz mnie ten „Angel” zakusił;)

  5. zosik POLAND pisze:

    Chiaro ile osób tyle gustów :) Jeśli chodzi o Ozona to jesteśmy lustrzanym odbiciem ;) Ciekawa jestem czy „Angel” by Ci się spodobała, choć wedle tej prawidłowości chyba niekoniecznie ;)
    I jak „Aranżowane małżeństwa” i „Jedwab”?

  6. chihiro FRANCE pisze:

    Za akurat za Ozonem wrecz przepadam, „5×2″ jest jednym z moich ulubionych filmow w ogole, tak subtelnie pokazana milosc i jej brak rzadko mam szczescie ogladac. Podobalo mi sie takze „8 kobiet” (to jeden z niewielu filmow musicalowych, ktore trawie, na wiekszosc mam alergie), „Basen” i „Under the sand” (choc ten troche zbyt wydumany mi sie wydal). Adaptacji sztuki Fassbindera nie widzialam, „Czas, ktory pozostal” rozczarowal mnie bardzo. „Angel” tez jeszcze nie widzialam, ale zamierzam, kiedys.
    W ogole ostatnio rozczarowuje mnie kino francuskie, jest wprawdzie pare filmow (a nawet wiecej niz pare), ktore chce obejrzec, ale w szkole po raz kolejny ogladalismy dwa kultowe filmy („La vie est un long fleuve tranquille” i „Je vais bien, ne t’en fais pas”) ) i dawno sie tak nie wymeczylam. Pierwszy to niby komedia, podobno bardzo smieszna, ale oczywiscie poza naszymi francuskimi nauczycielkami nikt sie nawet nie usmiechnal – co jest z ich poczuciem humoru? Drugi to dramat, tak zalosny, ze szkoda gadac, ale nagradzany i oklaskiwany.
    A w kwestii francuskich dramatow to bardzo zalezy mi na „Le conte du Noel” i „Entre les murs”, widzialas moze ktorys?

  7. zosik POLAND pisze:

    Cieszę się, że i Tobie podobało się „5×2″, zaś co się tyczy kina francuskiego (co mogę uogólnić do całej francuskiej kultury z jakimiś miniaturowymi wyjątkami) to zdecydowanie nie moja bajka. Kino francuskie praktycznie mogłoby dla mnie nie istnieć (zwłaszcza ta spod znaku nowej fali; te filmy zestarzały się niewyobrażalnie). Prócz „5×2″ bardzo podobał mi się również „Jego brat” Patrica Chereau, „Jedwabna opowieść” (nie mam pojęcia, jak to po francusku się nazywało) i pewnie kilka innych filmów, których tytuły wyfrunęły mi z głowy. O i jeszcze ten film „Science des rêves” Michela Gondry’ego z G.G. Bernalem i Charlotte Gainsbourg choć to chyba koprodukcja.
    Podanych przez Ciebie tytułów nie kojarzę.

  8. chihiro FRANCE pisze:

    Masz racje, ja rowniez uwazam, ze kino Nowej Fali nie maja dzis racji bytu. Dla mnie sa po prostu bzdurne, podobalo mi sie naprawde jedynie „Do utraty tchu” ze wzgledu na superprzystojnego wtedy Jean-Paula Belmondo i „Winda na szafot” – tu bylam naprawde pozytywnie zaskoczona. „Jego brata” nie kojarze wcale, nawet zdjecia z internetu nic mi nie mowia, zas „Science des reves” nie urzeklo mnie wcale. Jednak odnajduje w kinie francuskim co jakis czas dobre filmy, takie malutkie perelki pokazujace najlepiej codziennosc. Odkryciem zeszlego roku jest „Les petites vacances” (nie wiem czemu nie napisalam recenzji, a ten film siedzi we mnie i siedzi, mimo ze minelo juz dobre pol roku, odkad go widzialam), a roku 2007 – „Innocence”, metafora dorastania, przepiekny wizualnie! Ale sporo filmow francuskich zwyczajnie mnie meczy, zwlaszcza komedie. Ciezkie, ordynarne i prostacko smieszne, dramaty zas czesto pseudointelektualne i bedace taka wielka banka, w ktorej nic nie ma (jak filmy Erica Rohmera, beznadzieja, jakich malo).

  9. Pingback: „Angel” (2007) reż. François Ozon UNITED STATES

  10. chiara76 POLAND pisze:

    „Jedwab” mi się podobał, aczkolwiek chyba zgodzę się ze zdaniami krytyków, którzy zarzucili twórcy, że chyba nie wykorzystał do końca potencjału aktorów…trochę mi to za płaskie się zdawało,ciekawe, jak bym odebrała literacki pierwowzór. Ale miło spędziłam nad nim czas. Książkę wciąż czytam, bo mało czytam, raczej oglądam więcej ostatnio. Pozdrawiam.

  11. zosik POLAND pisze:

    Chihiro to ja z nowej fali jeszcze jako tako trawiłam Truffaut i o dziwo podobało mi się „Zeszłego roku w Marienbadzie”, ale chyba głównie dzięki temu, że wiedziałam wcześniej co to za film. A Rohmer to faktycznie nudziarz patentowy.
    Chiaro cieszę się, że „Jedwab” się jednak podobał :) Też mi ostatnio tak jakoś wychodzi, że wolę oglądać, a czytanie czegokolwiek niczym krew z nosa… A tak na marginesie miałam dziś wejście z frazy „chiara kocha adriana” – myślisz, że ma to jakiś związek z Tobą?

  12. chiara76 POLAND pisze:

    tiaaaa;)) niezbadane są poszukiwania w necie.

  13. chihiro FRANCE pisze:

    O, zapomnialam o „Zeszlego roku w Marienbadzie”! A podobal mi sie bardzo, tak samo jak „Hiroshima, moja milosc” – przypominal mi troche filmy Naruse, o ktorych niedawno pisalam. A z kolei „Marienbad” kojarzyl mi sie z tajemnicami mojego ukochanego Borgesa, tak wiec to filmy dla mnie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>