Jego pierwszy raz, czyli „Wilcza wyspa” wg Lubego

Właściwie nie musiałam go namawiać, sam napisał i oto niniejszym polecam waszej uprzejmej uwadze recenzencki debiut Lubego:

Tomasz Konatkowski wypłynął na  literackie szerokie wody wydanym przed dwoma laty kryminałem z modnego w ostatnich latach nurtu „warszafffskiego”.

Pokazał nam postać z krwi i kości, niejakiego komisarza Adama Nowaka z KSP, który rozwiązywał zagadkę serii tajemniczych morderstw popełnianych w pojazdach warszawskiej komunikacji miejskiej. Dzięki tym autobusach i tramwajach łatwo było autorowi wpleść opowiastki o stolicy oraz precyzyjnie opisywać jej (dość parszywe) zakątki. Dzięki temu książkę czytało się jednym tchem a pieczołowicie odtworzone plenery były dodatkowym atutem.

Na fali „popularności” Konatkowski napisał kolejną cześć cyklu o Nowaku, tym razem wplątując go w międzynarodową intrygę, zabójstwo oraz szeroko pojęte układy, jakże modne w czasie IV Rzeczypospolitej. Akcja oczywiście rozgrywa się w stolicy, a nasz komisarz na głowie ma nie tylko bandziorów ale i problemy natury prywatnej.

Akcja wciąga, szczególnie po bardzo dobrym początku i tak ciągnie jak po nitce do mniej więcej połowy, gdzie czytelnik dochodzi do wniosku, że zgodnie ze scenariuszem sequeli – więcej, efektowniej tego samego, autor po prostu przeholował. Czuć, jakby te wszystkie opisy Warszawy były wciskane coraz bardziej na siłę, delikatne żarciki oraz odwołania do ulubionego klubu Nowaka – Polonii zaczynają nużyć, przytaczanie historii miejsca w którym przebywają postacie wciskane są kompletnie na siłę jakby miały być ukrytą warstwą edukacyjną (niestety nikt jej nie ukrył), a akcja zamiast kierować się w stronę rozwiązania stoi w miejscu.  Konatkowski w podziękowaniach umieszczonych na końcu książki napisał o wszystkich źródłach, z których czerpał wiedzę przy pisaniu swego dzieła i niestety aż za dobrze to widać. Wygląda na to, że autor nadużywa magicznej kombinacji klawiszy „kopiuj” + „wklej”. Po kilkudziesięciu stronach takich opisów czytelnik zaczyna je po prostu pomijać. Dziwne, że tak wyszło, bo to właśnie one były jednym z atutów pierwszej części cyklu. Wydaje się, że jednak Konatkowski wziął na barki albo przyjął na klatę (jak kto woli) zbyt wiele, starając się każdy kawałek tortu wpleść do fabuły.

Po czterech miesiącach przerwy w lekturze postanowiłem jednak dokończyć książkę,  bo mimo wszystko człowiek chce wiedzieć jak to się wszystko skończy. Niestety, zakończenie rozczarowuje. Tak jak z filmami pewnego hinduskiego reżysera (na którego nazwisku można sobie pokaleczyć język),czeka się na zaskakujący i przewrotny finał. Niestety grande finale „Wilczej wyspy” nagromadzono tak olbrzymią ilość wątków pobocznych i biorących w nich udział postaci, że pomimo przeczytania dwa razy końcówki  nie jestem w stanie stwierdzić kto i po co? zabił.

Oczywiście biorę poprawkę na fakt, że do książki wróciłem po dosyć długiej przerwie, a pamięć już nie ta co kiedyś, lecz nie zwalnia to autora z prowadzenia akcji w sposób bardziej klarowny. Pomimo wielkiego rozczarowania finałem Konatkowski ma u mnie kredyt zaufania za część pierwszą i za sam pomysł na lekturę lekką, miłą i przyjemną.  Pozostaje mieć tylko nadzieję, że uczy się na błędach i kolejna część przygód Adama Nowaka będzie po prostu lepsza.

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kryminalni, Polska i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Jego pierwszy raz, czyli „Wilcza wyspa” wg Lubego

  1. Bazyl POLAND pisze:

    Jak ja nie lubię, kiedy ktoś na siłę próbuje wepchnąć mnie na siodło i każe zachwycać się jazdą na swym ulubionym „koniku”. Z powodu, o którym pisze Twój Luby, na pierwszym tomie zakończyłem przygodę z serią zapoczątkowaną przez „Imprimatur” spółki Rita Monaldi & Francesco Sorti. Tam bogata wiedza autorów na temat baroku, wylewała się wprost ze stron. Aż w końcu mnie zalała :)

  2. patekku POLAND pisze:

    Miałam bardzo podobne odczucia po lekturze. Szkoda, bo debiut był udany :(

  3. zosik POLAND pisze:

    Bazyl zgadzam się z Tobą całkowicie, nachalne wciskanie zbytecznych z perspektywy czytelnika informacji do niczego dobrego nie prowadzi.
    Patekku oj to mnie nie przekonujecie, żeby się samodzielnie przekonać co „Wilcza wyspa” warta, a nie powiem, żebym się nie cieszyła na myśl o niej.

  4. Pingback: Jego pierwszy raz, czyli “Wilcza wyspa” wg Lubego UNITED STATES

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>