To powieść o cierpieniu, o bezsensownej przemocy i złu, które siedzi w środku każdego z nas. Ale również rzecz o miłości, o pięknym i czystym uczuciu, która się wypala. Glen Duncan nie boi się kontrowersyjnych tematów, nie boi się również pisać o tym co boli.
„To, co zostaje” to jedna z bardziej dojmujących powieści, które ostatnio czytałam. Duncan co prawda w zasmucaniu drugą Majgull Axelsson nie jest (i chwała mu za to – jedna taka starczy), ale podobnie jak szwedzka pisarka nie wierzy w dobre zakończenia. Pokazuje, jak fundamentalną rolę w życiu każdego człowieka odgrywa zaufanie. Trafnie oddaje klimat zagubienia i narastającego konfliktu. Drobiazgowo analizuje anatomię związku we wszystkich jego fazach. A czyni to bez zbędnego melodramatyzowania, ale i w sposób, który (do pewnego momentu) nie pozwala zdystansować się wobec opowieści. Gdzieś między linijkami przemyka niczym mantra przestroga, aby nad losami Chloe i Nicka nie przechodzić obojętnie, bo oni są tacy, jak my. Nie z papieru, a z codzienności.
To nie miała być miłość pełna patosu, bo takich gorących afektów tak naprawdę nie ma. Chloe i Nick po prostu się kochali, a może tylko tak im się wydawało? Ważne jest to, że pewne dramatyczne wydarzenie wywróciło do góry nogami ich lekko dogorywający związek. A już po wszystkim porzuciło nagich, bezbronnych i samotnych. Duncan skupia się na tym co najzwyklejsze i właśnie przez to „To, co zostaje” jest powieścią tak smutną i dotykającą zarazem.
I było by pięknie i wspaniale, gdyby nie to, że im bliżej końca tym coraz mniej obchodziły mnie losy postaci, aż po zupełne zobojętnienie w okolicach finału (którego pisarz, niestety, nie potrafił zgrabnie sformułować), nie mniej jednak towarzyszący lekturze stopniowy spadek napięcia nie wpłynął znacząco na odbiór powieści jako całości. To dobra książka, nieszablonowo analizująca uczucia, którą warto przeczytać, aby móc przekonać się o tym co, zostaje na zgliszczach związku.
Ocena: 





P.S. Wybaczcie, ale ostatnio czuję się odrobinę „wyrwana z kontekstu” stąd te opóźnienia ;)
Może Cię również zainteresuje:
- Ci wstrętni, pretensjonalni faceci! 31/07/2010
- Być może rozczarowanie roku 27/07/2011
- „Faktoria jedwabiu” Tash Aw 21/02/2008
- „Panny z Wilka” Jarosław Iwaszkiewicz 13/12/2007
- „Miłość za kilka włosów” Mohammed Mrabet 07/08/2009
- „Pokuta” Ian McEwan 26/02/2008
- „Kradnąc konie” Per Petterson 15/11/2008










Potwierdzam Twoją opinię. Początek ciekawy a im dalej w las tym gorzej. Zakończenie – masakra. Miałam wrażenie, że samej autorce znudziła się dogłębna analiza psychologiczna bohaterów i na zakończenie nie starczyło już sił. Zmęczyła mnie ta książka.
Globalistko otóż to :) Zakończenie jest strasznie, rzecz by można, standardowe. Od któregoś momentu faktycznie odczuwa się przesyt tą całą ciężką psychologią, choć nie powiem, abym pierwszych 2/3 powieści nie pochłonęła z entuzjazmem.
Nie mama akurat nastroju, by sie meczyc lektura, siegnelam po „Tatusia Muminka i morze”. Daruje sobie te pozycje, zwlaszcza, ze znam zapewne lepsze ksiazki o zwiazkach z dobrym zarysem psychologicznym (albo innymi zaletamia).
Właśnie Chihiro też mam taki jakiś kryzys. Można by rzec, że zapadłam się w sobie, a „To, co zostaje” to naprawdę niezła powieść, choć zakończenie trochę przerosło autora.
Eee tam, czepiacie się tego zakończenia ;) Ja tam nic do niego nie mam, a standardowym bym go na pewno nie nazwała (ale z wiadomych względów nie będę się tutaj w to zagłębiać).
Cieszę się, Zosik, że zgadzamy się co do jednego: że jest to niezła powieść :)
Pingback: “To, co zostaje” Glen Duncan
Oj Germini, ale ono takie zwykłe było, takie jakieś przewidywalne. Jednak zgrzyt…
Hmm.. jestem w połowie gdzieś – właśnie pojawiła się nowa asystentka Nicka ;)
Narazie mi się podoba, choć nie jest to książka z tych lekkich i zabawnych.. Zobaczymy, jak dotrę do końca.. Zaciekawiłaś mnie tą ‘nieudaną’ końcówką ;)
Pozdrawiam!
Pasiakowa właśnie mniej więcej do tego momentu poziom zainteresowania zaczął mi gwałtownie opadać.