Po trudach czytelniczych, na jakie naraziła mnie lektura „Karła”, potrzebowałam natychmiastowego wietrzenia umysłu, więc w charakterze remedium na zatrucie literaturą wysoką wybrałam coś z półki nieco niższej. Odtrutkę znalazłam na nowojorskiej 5th Avenue.
Nie czytałam dotąd żadnej powieści Candace Bushnell, choć jako oddana wielbicielka „Sex and the City” (serialu oczywiście) od zawsze odczuwałam, rzecz by można, coś w rodzaju naturalnego pociągu ku jej pisarstwu. Nawet wylewane pod jej adresem (za przeproszeniem) kubły pomyj nie były w stanie mnie zniechęcić. Zresztą, jak powszechnie wiadomo, mam słabość do powieści z akcją osadzoną w Nowym Jorku (zwłaszcza na Manhattanie), co nawiasem mówiąc zawdzięczam wspomnianemu serialowi wg powieści Candace. Sami widzicie – ja i „Piąta aleja” byłyśmy sobie przeznaczone.
Po chick lit wiele mądrości spodziewać się nie można, bo nie mądrość jest tu w cenie, a życiowe czy może raczej uczuciowe perypetie okraszone odpowiednią dawką towarów luksusowych. Takim pustakiem mogę nazwać „Notatki przyszłej matki”, ale już nie „Piąta aleja” (fanfary), której bliżej do obyczajowej satyry niż różowego czytadła, i to nie tylko dzięki wielobarwnemu zastępowi kobiecych postaci i znakomitej, wielowątkowej konstrukcji. Oczywiście Bushnell nie skąpi opisów blichtru życia towarzyskiej śmietanki, bo tego oczekuję się od jej prozy, sporo tu jednak ironii i świeżutkich społecznych obserwacji.
Owe wzmiankowane kolorowe kobiece stadko to mieszkanki luksusowej kamienicy mieszczącej się pod numerem 1 na manhattańskiej 5th Avenue. Kogóż tu nie ma? Będzie i zgorzkniała zazdrośnica, która walczy o towarzyski i społeczny awans, i aspirująca do statusu gwiazdy młodziutka snobka, i skromna żona karierowicza i nuworysza, a także lekko przebrzmiała gwiazda filmowa, która właśnie powraca do dawnej sławy plus kilka innych, niemniej udanych. Pomiędzy silnymi, zdeterminowanymi i pewnymi siebie niewiastami pałętają się (dosłownie!) mało co warci mężczyźni. Niedoszli samce alfa, obecnie tkwiący w szponach kryzysu wieku średniego i swych popędów. Wzajemne niesnaski i perypetie mieszkańców kamienicy są jednak niczym przy ogromie powkładanych im przez pisarkę od ust zaskakująco trafnych spostrzeżeń na temat współczesnej kultury i społeczeństwa. Niby wszystko kręci się wokół pieniędzy i sławy, ale to tylko wierzchnia warstwa powieści, pod którą kryją się refleksje i o blogowaniu i o roli Internetu, o rozkwicie bankowości i kryzysie pisarskim tudzież ekonomicznym. Poza tym wciąż nadziwić się mogę, że królowa chick lit okazała się pisarką tak sprawnie władającą piórem, bo „Piąta aleja”, prócz tego, że jest świetną obyczajową satyrą na nowojorczyków, jest również powieścią z rewelacyjnie skonstruowaną narracją. Każda spośród postaci ma tu swój (rzecz by można) antenowy czas, a trzecioosobowy narrator z wyimaginowanym mikrofonem przechadza się między nimi troszcząc się o płynne zmiany.
Śmiem przypuszczać, że „Piąta aleja” miała być nieco ambitniejszym literacko przedsięwzięciem Candace B. – moim zdaniem i pomysł i realizacji bardzo się pisarce udały. „Piątą aleję” czyta się znakomicie z niesłabnącym zainteresowaniem i, jakże pożądanymi, wypiekami na twarzy. Bawiłam się doskonale i co ważne lektura nie pozostawiła posmaku obcowania z literaturą miałką i durną (czego troszkę się obawiałam po tych wiadrach pomyj). A przesłanie – bezcenne. Kobiety górą!
Ocena: 





I dodać jeszcze muszę, że książka została bardzo elegancko wydana, co czyni z „Piątej alei” świetną kandydatkę na bożonarodzeniowy upominek ;)
Może Cię również zainteresuje:
- „Święta, święta…” Annie Sanders 30/12/2008
- „Niania w Nowym Jorku” Nicola Kraus, Emma McLaughlin 30/12/2007
- „Notatki przyszłej matki” Risa Green 11/08/2008
- „Wpadka” Rebecca Eckler 24/06/2009
- „Szczęście nadejdzie jutro” Oksana Robski 21/12/2007
- Okrucieństwa nie do przyjęcia 21/08/2010
- Złoty medal w megalomanii 04/11/2010











jakos umknela mi recenzja Laskawych czy nie doczytalas?
ciekawa jestem Twojej opinii:)
u Ciebie to ladnie, snieg pada
nie, ja bym nie chciała ten książki dostać mimo wszystko, no dobra, mogłabym , gdyby dodawali do niej coś z biżuterii;)
Bushnell świetnie pisze (choć przyznam, że akurat Sex w wydaniu książkowym jest dość słaby – to jedna z niewielu pozycji, która sfilmowana jest lepsza). Jeśli nie czytałaś, to polecam też 4 blondynki (nie wiem jak polskie tłumaczenie – czytałam w oryginale i nie mogłam się oderwać, wybuchając salwami śmiechu).
Ice „Łaskawe” poszły na czas jakiś w odstawkę, bo wybitnie nie mam nastroju na nie, ale na pewno wrócę po nowym roku, bo patrzą na mnie z takim wyrzutem ;) A co do śniegu to taka odrobina „słitaśnego kiczu” z okazji świąt :)
Chiara a to czemu byś nie chciała? „Piąta aleja” się Bushnell wyjątkowo udała :) Choć on the other hand – biżuteryjny dodatek zawsze w cenie :)
Goldenrose to byłam moja pierwsza powieść Bushnell. Mam jeszcze „Szminkę w wielkim mieście” i ten nieszczęsny „Seks…”, do którego zabrać się nie mogę od bardzo dawna i, jak widać, mam po temu powody ;)
a wiesz, jakoś tak mnie zraził jej „Seks w wielkim mieście”, że chyba bym nie sięgnęła po coś innego, no, chyba, że by mi ktoś podarował, czyli nie wydałabym pieniędzy;)
Nie czytałam „Seksu w wielkim mieście” i chyba nie mam czego żałować i niestety nie mogę jej porównać do „Piątej alei”, którą dostałam w prezencie :)
Hoho! Nie spodziewałam się, że zobaczę taką pozytywną opinię.
Cudnie!!!Tej recenzji mi trzeba było. Przedwczoraj zakupiłam ta pozycję, lecz nie ukrywam, że stałam pod pólką dobre 20 minut zastanawiając się czy to dobry wybór i czy to nie obciach iść z nią do kasy. Stwierdziłam, że rozrywka mi potrzebna i wychodząc z tego załozenia cieszę się tym ładnym wydaniem. Dzisiaj siadam do lektury.Dzięki za poprawęnastroju :))) pozdrawiam!
Lilithin – jak widzisz lubię zaskakiwać przynajmniej raz na jakiś czas :)
Pauli mam nadzieję, że spodoba Ci się tak samo, jak mi. Ja połknęłam w dwa wieczory z ogromną przyjemnością i jako osoba, która nie zna wcześniejszych powieści Candace Bushnell mogę się tylko zastanawiać czemu wszyscy tak bardzo jej nie lubią ;)
‘Niedoszli samce alfa, obecnie tkwiący w szponach kryzysu wieku średniego i swych popędów” cóż za piękna fraza! Nareszcie mam definicje na wiekszośc moich kolegów. Oby mi sie tylko na głos nie wymknelo, kiedy na ich widok bede w myslach obracać to zdanie;)
Peek to ja Ci szczerze współczuję kolegów :) :)
Chiara, może spróbuj innych jej książek – ja sięgnęłam po Sex… po 4 Blondynkach i nie mogłam uwierzyć, że to ta sama autorka. Blondynki połknęłam w 3 dni, a właściwie w 3 wieczory, Sex – odłożyłam po godzinie i nie wróciłam na razie.
Fajna książka ;) DOstałam w prezencie od chłopaka i bardzo mi się podoba. Pozdrawiam.
uwielbiam ksiażki Candance B. – jestem świeżo po przeczytaniu „SZMINKA W WIELKIM MIEŚCIE ” – jednocześnie śledzę serialową wersję w tv. POLECAM gorąco …a dziś kupuję „PIĄTĄ ALEJĘ”