Kolejna książka na cztery, czyli taka „nie wiadomo jaka”, bo ani w jakiś sposób ułomna, ani (a to akurat gorsze) w szczególny sposób warta uwagi. Książki na czwórę są dobre i nic poza tym. Można przeczytać, ale nie trzeba. Niedosyt pozostaje, a właściwie wciąż się powiększa, bo to już (czekajcie, niech policzę) szósta, siódma pod rząd lekturka z tego gatunku. Czuje się znużona i na gwałt trzeba mi jakiejś literackiej podniety!
W oczekiwaniu na „tą” książkę winna jestem kilka zdań o „Malarzu świata ułudy” pióra Kazuo Ishiguro – najbardziej angielskiego Japończyka literatury pięknej, który w swej drugiej powieści (skądinąd poprzedzającej najsłynniejsze „Okruchy dnia”) podejmuje się rozliczenia z nacjonalistycznymi postawami Japończyków w czasie II wojny światowej i tuż po niej. Co ciekawe czyni to w sposób nieodwołujący się do martyrologii a i „Malarza…” trudno nazwać książką ponurą, co odróżnia go od na przykład polskiego nurtu rozrachunkowego. U Ishiguro temat ten zostaje podjęty niejako mimochodem – ujawnia się przy okazji pertraktacji przedmałżeńskich i tkwi, jak drzazga w świadomości głównego bohatera – emerytowanego malarza. Rzecz dzieje się tuż po zakończeniu działań wojennych, pod amerykańską okupacją, w chwili gdy Japonia przypomina małego berbecia, który uczy się chodzić i biegać.
Zawsze fascynowała mnie niezwykła elastyczność (czy może raczej służalcze poddaństwo) Japończyków. Bezwarunkowo oddani woli cesarze. W czasie wojny walczyli z zaciętością o jaką nikt nie podejrzewałby ten grzeczny naród. Po sromotnej klęsce gotowi byli na jedno skinienie ukochanego Hirohito z neofickim zapałem od razu zabrać się za odbudowę, a okupantów witać niemalże z radością. W kameralnej powieści Ishiguro Amerykanie fizycznie nie są obecni, ale to oni nadają ton i wymuszają sposób interpretacji przeszłości. Bardzo ważny dla pisarza jest aspekt ideologicznej przewrotki, jaka wówczas się dokonała, ale „Malarz świata ułudy” jest również powieścią o wyborach w dobie przewartościowań. Wyborach, które determinują resztę życia. Główny bohater przed wojną zbuntował się przeciwko swemu sensei, nie chciał malować tytułowego świata ułudy należącego do gejsz i rozrywek. Opowiedział się za inną opcją, a jego propagandowe obrazy i wyraźnie nacjonalistyczne ciągoty zostały dotkliwie skompromitowane w czasie wojny. Jak sobie z tym poradził? Jak na wychowanka japońskiej kultury – odmiennie niż można by było przypuszczać. Dla Japończyków bowiem blamaż równa się utracie dobrego imienia, a wobec takiej kompromitacji (niczego gorszego nad to nie ma) przewidziano tylko jedno honorowe rozwiązanie – samobójstwo. I w tym miejscu zastanawiam się ile do powiedzenia miała pisarska przekora, a ile wpływ kultury zachodniej (w której Ishiguro de facto się wychował), bo Ono wcale nie miał zamiaru honorowo zakończyć swego żywota, a na tych, którzy postanowili w ten sposób odzyskać dobre imię spoglądał z niedowierzaniem i chłodem. Zasadność samobójstwa była mu obca. Dla bohatera targnięcie się na życie było niepotrzebnym, pustym gestem, a nie formą odkupienia.
Kazuo Ishiguro interesują również mechanizmy działania pamięci. Ta szczególnie ludzka zdolność do wybielenia siebie we własnych oczach. Ono przekonuje, że to co złe nie dotyczy jego. Po prawdzie nie uważa siebie za moralnie nieskazitelnego, ale z perspektywy czasu nie dostrzega również niczego nagannego w swych postępkach, a wobec zewnętrznych napomknięć – chowa głowę w piasek. Jak struś, który chce złożyć samokrytykę tylko nie wie z czego. Struś, który szuka przebaczenia, bo tylko to pozwoli mu odejść cicho i spokojnie.
Ocena: 





Może Cię również zainteresuje:
- „Okruchy dnia” Kazuo Ishiguro 03/09/2009
- „Kiedy byliśmy sierotami” Kazuo Ishiguro 18/02/2009
- “Wyrok śmierci na życzenie” Masahiko Shimada 09/01/2009
- „Żona biznesmena” Sujata Massey 28/03/2009
- „Złota Pagoda” Yukio Mishima 13/03/2010
- „Ślepa wierzba i śpiąca kobieta” Haruki Murakami 22/01/2009
- „W pogoni za dalekim głosem” Taichi Yamada 23/09/2008










Dzięki za recenzję! A ja właśnie skończyłem czytać „Okruchy dnia” i powoli zabieram się za spisanie moich impresji…
Pozdrawiam!
czyli taka so so…
ja czytałam jego tylko „Nie opuszczaj mnie” i podobała mi się.
Simon bardzo chętnie przeczytam Twoją recenzję. „Okruchy dnia” znam (i bardzo cenię sobie) w wersji filmowej. Kilka razy zabierałam się za czytanie, ale za każdym razem coś nie wychodziło…
Chiara świetnie to ujęłaś. Dokładnie takie so so.
Pingback: “Malarz świata ułudy” Kazuo Ishiguro
Bardzo ladna recenzja. Czytalam „Malarza…” kilka lat temu (czy moze to juz kilkanascie lat temu bylo?) i niestety nie pamietam nic. Gdybym moze jakies swoje uwagi zanotowala, cos mi zostalo, ale ta ksiazka widze takze u Ciebie nie wywolala goracych emocji.
Właściwie nie wywołała żadnych emocji. Pozostawiła mnie zupełnie obojętną i nie dziwie Ci się Chihiro, że nic z niej nie zapamiętałaś. Ja pewnie za jakiś czas też nie będę umiała powiedzieć o czym była, ale z wynika to również z tego, że „Malarz…” jest powieścią pozbawioną akcji jako takiej. Od tego co dzieje się w niej ważniejsze są myśli i poglądy głównego bohatera, a że nie jest to tematyka szczególnie mnie poruszająca, więc zapewne bez większego żalu wkrótce wyprę ją z głowy :)
Ishiguro to mój wielki tegoroczny zawód. tez zwiodły mnie „okruchy dnia”-film, ta atmosfera tylez senna, co gęsta. a tymczasem w czytaniu, no cóz, było jedynie sennie;). Może błąd lezał w tym, że nie wzięłam do czytania własnie „okruchów dnia”, tylko zupełnie nieznany tytuł tego autora?
A ja nie wiem czy się zawiodłam, bo kokosów się nie spodziewałam . Inna sprawa, że to raczej nie moja tematyka, choć książkę dobrze się czytało i nie mogę jej niczego zarzucić. Za literacką wersję „Okruchów…” od lat zabrać się nie mogę. Może to jakiś znak?
mnie sie chyba podobalo, ale juz nie pamietam zbytnio o czym to bylo… z kolei chyba bardziej podobal mi sie „Niepocieszony”. Dosc gruba ksiazka ale chyba fajnie sie czytalo. Nie pamietam. Skleroza.
Skleroza trapi nas wszystkich. To taka choroba zawodowa książkowych moli :)
Pingback: “Kiedy byliśmy sierotami” Kazuo Ishiguro | Lekturki