Potrzebna będzie:
Filiżanka marcepanowej herbaty.
Kot sztuk jeden.
Świeczka pachnąca tak, że aż ma się ochotę ją zjeść.
Piernik (żeby nie jeść świeczki, bo parafina paskudnie przykleja się do zębów)…
I kopczyk usypany z dobrej literatury.

Na (nawiasem mówiąc dość koślawym) zdjęciu zabrakło kota sztuk jeden, jako że nad pozowanie do fotografii przedkłada możliwość ganiana za bezuchą i bezoką myszką.
A tu zbliżenie dla niedowidzących ;) Można klikać – będzie jeszcze większe.
Zacieram rączki na myśl o czekających mnie czytelniczych podnietach :) Absolutną faworytką jest oczywiście obiekt mych zakrojonych na szeroką skalę wielomiesięcznych poszukiwań – „Kobieta ze śniegu” fińskiej pisarki Leeny Lehtolainen, której „Spirala śmierci” bardzo mi się podobała i teraz dzięki uprzejmości Staui w końcu mogę przeczytać kolejną (i niestety ostatnią przetłumaczoną na polski) część cyklu kryminałów z Marią Kallio. Jeszcze raz ślicznie dziękuję :-)
Z kolei takie „Damy z Bath” zapowiadają się na grubsze literackie kuriozum. Na okładce można wyczytać, że: Do Bath Ladies College, żeńskiej szkoły z internatem, trafia Mary Bradford – dla przyjaciółek: Myszka. Ale o przyjaciółki tu trudno. Zwłaszcza gdy ma się mały garb – pozostałość po polio. A i otoczenie działa przygnębiająco. I gdyby nie było tam Pauline Sykes, przywiezionej do szkoły z zakładu dla trudnych dziewcząt, Myszce pozostałoby tylko pisać listy do Johna Kennedy’go i „prowadzić dysputy” ze swoim… Garbem, nazywanym Alicją. To Paulie obudzi w Myszce kobietę, mimo że sama chciałaby być… mężczyzną! I zrobi wiele, by tego dopiąć. Aż za wiele… Tragedia jest nieunikniona. [Pogrubienie ode mnie]. Przyznajcie sami – to się nazywa mieć fantazję! Intuicja podpowiada mi, że „Damy z Bath” będą literaturą tak durną, że aż pocieszną do tego z pensjonarskim klimatem. Ach :)
Resztę nazwałabym logiczną kontynuacją mych dotychczasowych literackich poszukiwań i upodobań. I tak na przykład po znakomitych „Balzakianach” odczuwam palącą potrzebę przeczytania „Lali”. Larsson, Lander, Romer – Skandynawia i nic więcej dodawać nie muszę. Do tego Zaremba o Szwecji, Iwasiów o PRLu, Byatt pastiszująca powieść wiktoriańską, tom opowiadań Pielewina i jako wisienka na torcie „Dziewczynka, która za bardzo lubiła zapałki”.
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)











„Dziewczynkę, która za bardzo lubiła zapałki” polecam. Swego czasu zrobiła na mnie pewne wrażenie. Może nie fabułą, ale językiem na pewno;)
Bardzo się cieszę Litero :) Lubię wysublimowane językowo powieści.
Marcepanowa to mój coroczny hit w okolicy świąt.
I mam taką filiżankę, tylko w wersji „zptakami” :)
Całusy świąteczne!
U mnie podobnie, tylko zamiast kota grzejący nogi piesek o imieniu zwinnej myszki Jerry :) Stosik książek trochę inny, ale też mnie oczy swędzą do niego :) Zamiast piernika makowiec, świeczki pachną i choinka.
Lekturkowych Świąt:)
Lolę i Opętanie połknęłam jednym tchem. Zazdroszcze Ci, że będziesz je teraz czytać! Pozdrawiam życząc dobrych Świąt!
zosiku :) jak będziesz się brała za Larssona, to przygotuj sobie zapas ciacha i herbaty, bo bardzo ciężko się od tej książki oderwać :) świątecznie pozdrawiam;
Marcepanowa herbata? Chyba urwałam się z choinki, z najwyższej gałązki, bo takowej herbaty nie znam ;( Będę musiała pobuszować na sklepowych półkach, aby taką znaleźć.
Patekku to właśnie dzięki Tobie odkryłam marcepanowe herbatki z Lubecki. To zdecydowanie mój smak zimy. A zakup Larssona też Tobie zawdzięczam :) Z kolei filiżanka jest moją absolutnie ukochaną i choć sporo kosztowała – była tego warta.
Globalistko och uwielbiam makowca, ale piernik jest dużo prostszy w przygotowaniu, a zapach w czasie pieczenia… Bezcenny :)
Stula kusisz :) A cieszy mnie zwłaszcza Twoja opinia o „Opętaniu”, bo to jednak dość grubaśna książka.
Basiu tak zrobię! Czajnik sobie zaparzę, a co :)
Matylda szukaj w delikatesach. Robie je fabryka marcepanu z Lubeki (Niederegger). Ja kupowałam czarną w Bomi, a rooibosa w Almie. Jedna i druga jest pyszna i bardzo pachnąca :)
Lala jest absolutnie pyszna i wpisuje się w ten sielski piernikowy krajobrazik, który roztoczyłaś :) a propos Panien z Bath, istnieje film, ponoć oparty częściowo na kanwie książki, a jego tytuł brzm „Zagubione” – w angielskiej wersji Lost and Delirious, i przyznam, gdy oglądałam go w wieku cielęcym, zrobił on na mnie duże wrażenie (może także przez fakt motywu miłości lesbijskiej, dość obrazowego, który nieco mnie wtedy krępował. Teraz bym sobie z chęcią książkę przeczytała. Tymczasem jednak pozostaję zarzucona górami tych bibliotecznych, zaległych, nie mówiąc już o prezentach, których część otrzymałam przed czasem, a których nikły procent stanowi http://ksiazki.wp.pl/katalog/ksiazki/ksiazka.html?kw=11422 – 824 strony (sic!). Ale ta Skandynawia ze stosiku kusi niemiłosiernie.. pomarzyć !
Marcepanowa herbata? Będę jej szukać :)
A przpis na dobry nastrój świetny. Miłego czytania :)
Lilithin bardzo dziękuję :)
ohhhh, zaraz gonie do biblioteki:)
ciekawe, jak Ci się spodoba Larsson , mnie się wydał trochę tendencyjny, czekam na opinię. Widzę, że obie będziemy też czytać „Ten, kto mrugnie…”, ja już zaczęłam ściśle mówiąc.
Pozdrawiam.
Zosiku, Twoje Święta zapowiadają się fantastycznie, pachnąco i książkowo ;) „Lala” bardzo mnie wzruszyła, to piękna i mądra książka, „Kobietę ze śniegu” dobrze się czytało, to wiem, ale o czym była już nie pamiętam…;) tak to u mnie jest z kryminałami. Generalnie stosik wydaje się być ciekawym, zwłaszcza Larsson, aż mnie korci, żeby znów pojechać do biblioteki i wypożyczać, wypożyczać, wypożyczać…, tylko jeszcze przydałby się czas na czytanie, a tu trzeba Święta przygotowywać i rodzinę odwiedzać… Pozdrawiam Cię serdecznie i świątecznie ;)
Miłych spotkań świątecznych z lekturami w tle:)Jak zawsze, będę czekać na opinie.
Zosiu dziękuję, dziękuję :) Nawiasem mówiąc niezły klocek z tej Rosamunde Pilcher.
Peek to ja ci życzę owocnych łowów :) :) Masz jakieś konkretne typy czy idziesz na żywioł?
Chiara przyznaję, że również jestem bardzo ciekawa Larssona i przyjrzę mu się uważnie, ale dopiero po świętach, bo do pociągu (przy okazji trzymaj kciuki, bo jedziemy ze stosem bagaży i kotem) po wielu bojach z samą sobą i wahaniach zabrałam „Syndykat”, choć w pierwszej wersji myślałam właśnie o Romerze.
Mistralko mam zamiar czytać ile wlezie, ale znając życie pewnie nie będę miała po temu zbyt wiele okazji. I doskonale rozumiem Twój pociąg do bibliotek :) Osobiście uważam, że nie ma lepszego kurzu nad ten, który można znaleźć w bibliotece.
Nutta postaram się nie zawieźć, ale kto wie co z tego wyjdzie. W każdym razie serdecznie dziękuję :)
Spokojnych , lekturkowo ciekawych Świąt z ciachem i nieznaną mi herbatką w tle. Ja też juz ma przygotowany stosik. Z Twojego ciekawa jestem „Kobiety ze śniegu” oraz Larssona.A spoza stosiku jestem ogromnie ciekawa, jak odbierzesz „Syndykat”. Trochę sie boję tej książki, więc na razie spasowałam.
Ulala… cóż za uczta dla oka:) larsson wylądował i u mnie na stoliku, wcisnęłam Z. w prezencie urodzinowym kilka dni temu. Teraz zakasam rękawy i cierpliwie czekam, aż zacznie i jeszcze szybciej skończy czytać:) Skandynawskie cuda do pozazdroszczenia:) Miłego czytania Zosik!
Piękny stosik :))))))))))))))))
Tyle książek podałaś a ja mam tylko kilka , zazdroszczę „Kobiety ze śniegu”.
My też jedziemy na święta już jutro bo gdzieś doczytałam że Wy także.
Ciekawe tylko jak to z tymi ksiażkami do czytania będzie.
Szamanko dziękuję, dziękuję i wzajemnie :) A co do „Syndykatu” – poczytamy – zobaczymy, choć myślę, że w święta przyssę się do jakiejś innej lekturki.
Foxinaa pytanie brzmi czy Larsson u kogoś nie wylądował? :) Ja sobie sama go sprawiłam z okazji świąt. A co ;)
Judyyto tak, tak jedziemy na północ. Pociągiem do tego. A co do książek – nie zbadane są wyroki niebios :)
Zosiku zaczytanych świąt więc życzę:)
Zazdroszczę piernika. I „Lali”, że wciąż przed Tobą :D
aaaaaaaaaaaaaaal;e pierniczek.. mniam
Miłej lektury zatem :)
Byłam dziś w Leclercu, takie herbatki tam nie ma ;((, choć wybór duży. Muszę w innych hiper-super poszukać.
kurcze,ta marcepanowa mnie również nie daje spokoju…
My jedziemy do Wielkopolski więc troszkę bliżej niż Wy.
podziwiam Twoje wpisy i czekam na następne – one sprawią, że i moje Święta będą udane.
Wszystkiego najlepszego!
Jean
W końcu udało mi się na chwilę wyrwać z „łona rodziny”
Aniu wzajemnie :)
Bazyl kusisz, kusisz. A ja jej z sobą na święta nie zabrałam.
Mary oj był mniam i już śladu po nim nie ma.
Matyldo proponuję skupić swą uwagę na delikatesach, bo w takich zwykłych super-hiper nigdy jej nie widziałam
Krepinska to do Bomi :)
Judytto jakoś dojechaliśmy, choć strasznie tą całą podróż pociągiem przeżył i teraz jest na nas obrażony i warczy
Jean to strasznie miło :) Postaram się coś mądrego napisać w czasie świąt, ale może być trudno, bo rodzinne obowiązki mocno absorbują.
Zdrowych i wesołych świąt! Twój blog jest niezwykłą przystanią pośród burz dzisiejszego świata. Dziękuję Ci za to :)
Lisko a ja dziękuję Ci za kulinarne cuda, które tworzysz… :)
MY też dojechaliśmy wczoraj autem po 17tej byliśmy na miejscu.
Nie dziwię się kotu że warczał, bo zwierzaki nie przepadają za takimi podóżaami, najwazniejsze że dojechaliście szczęśliwie :)