Bezdyskusyjnie „Balzakiana” Jacka Dehnela. Nie dość, że dobre to jeszcze polskie, ale nie jest to jedyna literacka znakomitość, którą miałam przyjemność przeczytać w mijającym roku, który…
Należał do Skandynawów. Winna jestem podwójne podziękowania Henningowi Mankellowi, bo to jego wyśmienite „O krok” ponownie zwrócił mą uwagę ku północnej Europie oraz kryminałom, które do tej pory omijałam. Zresztą ten nagły wybuch miłości do Skandynawów nie wziął się znikąd, to raczej logiczna kontynuacja mych zainteresowań z czasów dzieciństwa i szkoły podstawowej, które po prostu przez ostatnie lata zeszły na dalszy plan. Gdy byłam małą dziewczynką praktycznie nie czytałam książek, właściwie poza Astrid Lindgren, dla której książeczek o Pippi, Nilsie Paluszku, Emilu ze Smalandii i Karlssonie z dachu od czasu do czasu robiłam wyjątek. Tak więc Muminki i Mankell podziałały (a ujmę to dość obrazowo), jak legendarne WD40 na od dawna nieużywaną furtkę, która teraz już nie skrzypi i się nie zacina, ba wręcz stoi otworem i mam zamiar nie raz ją jeszcze przekroczyć w nadchodzącym roku.
Poza tym, co łatwo odgadnąć, królowali Anglosasi. Brytyjska literatura to mój konik już od lat i chyba nic nie zapowiada, aby coś tu miało ulec zmianie. Tym bardziej, że piszą naprawdę dobrze, a ja nie mogę sobie odmówić przyjemności obcowania z ich słynnym, ubranym w ładne słówka, jadem. „Małomówność lady Anny” i „Podbój Londynu” to zresztą moja tegoroczna czołówka. Wspomnieć jeszcze muszę dwa nazwiska – Angeli Carter i Iana McEwana (o którym wolę myśleć jako o autorze znakomitej „Pokuty” niż przeciętnego „Przetrzymać tę miłość”).
Rok 2008 przyniósł również kilka istotnych konstatacji. Nauczyłam się patrzeć na literaturę nie tylko poprzez pryzmat nazwisk oraz gatunkowych ramach, ale również jako na rozwinięcia szczególnie interesujących mnie motywów: obcości, wielokulturowości, spotkania wschodu z zachodem. Poza tym chyba się starzeję, bo odczuwam coraz większy pociąg do literatury non-fiction, do książek podróżniczych, reportaży, biografii i esejów. Jeszcze trochę i zacznę czytać tomy korespondencji i dzienniki, czyli to, co profilaktycznie omijam szerokim łukiem, jako że jestem zdania, że czytanie osobistych zapisków ma w sobie coś z jawnego podglądactwa.
Przekonałam się, ba powiedziałabym wręcz, że polubiłam opowiadania. Dotąd bolały mnie zęby już na samą myśl o nich, teraz z apetytem spoglądam w stronę kolejnych zbiorów, choć zaznaczyć muszę, że nie mam zamiaru rzucać się na nie, jak dziki zwierz. Pisanie dobrych opowiadań jest bowiem sztuką samą w sobie i choć z pozoru jest to forma prosta i niewymagająca w praktyce wielu pisarzy owa prostota przerasta. Stąd wewnętrzny prikaz – jak opowiadania to tylko sprawdzonych pisarzy. Durnym antologiom szkolnym, miłosnym i wakacyjnym podziękuję.
Przekonałam się również, że nie bardzo interesuje mnie literatura hispanojęzyczna, zwłaszcza ta z Ameryki Południowej. Nie odrzucam jej zupełnie, ale i specjalnie się za nią nie rozglądam.
Za mało uwagi poświęciłam klasyce. Nie przeczytałam żadnego dramatu, a i literatura rosyjska, którą swego czasu wprost ubóstwiałam, spadła na dalszy plan. Wolę czytać o Rosji niż prozę tworzą przez Rosjan.
Dla porządku odnotuję, że rok zamykam 116 przeczytaniami książkami, a pozostała dziewiątka z mojego „top ten 2008″ wygląda tak (kolejność alfabetyczna):
„Kielonek” Alain Mabanckou
„Małomówność lady Anny” Saki
„O krok” Henning Mankell
„Pianistka” Elfriede Jelinek
„Pokuta” Iwan McEwan
„Rebeliantka o zmarzniętych stopach” Johanna Nilsson
„Spirala śmierci” Leena Lehtolainen
„Tańcz, tańcz, tańcz” Haruki Murakami
„Zabić drozda” Harper Lee
A czego sobie życzę (bo raczej nie postanawiam)? Mniej planowania. Więcej spontaniczności, bo sam fakt, że muszę, a nie chcę odbiera mi połowę radości czytania.
A Wam mili moi życzę samych (przynajmniej) dobrych lekturek i pozytywnych literackich zaskoczeń.
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)










Ale sliczne podsumowanie! Wielka radosc mi sprawilas tym, ze pierwsze miejsce przyznalas Dehnelowi, bo ja czatuje na niego jak sep na zwierzyne (musisz teraz przeczytac „Lale”!). Podoba mi sie Twoje spojrzenie na literature pod katem powtarzajacych sie motywow no i to, ze zainteresowalas sie lit. non-fiction. Oby Twoj blog w 2009 byl rownie ciekawy jak w roku obecnym (a nie watpie, ze tak bedzie).
Sciskam mocno i zycze udanej nocy :)
Szczęśliwego nowego roku i oczywiście tego, co sama sobie życzysz, czyli mniej planowania, więcej spontaniczności. Plus samej przyjemności z czytania i odkrywania kolejnych świetnych autorów. :)
Dehnela jeszcze nie czytałem, ale potwierdzasz i moje spostrzeżenia – dla polskiej literatury nie był to dobry rok. Wydano sporo ciekawych książek, ale moja topowa piątka tego roku to tylko i wyłącznie literatura zagraniczna.
Udanej zabawy sylwestrowej! :-)
Rok temu kiedy zaczynałam swojego bloga i kiedy trafiłam na między innymi Twoje książkowe recenzje, obiecałam sobie spisywać przez cały rok co czytam i zrobić podobne podsumowanie pod koniec 2008 roku. Jednakże, z przykrościa muszę sie przyznac, że mi się nie udało :(( To nie znaczy, że nie czytam, wręcz przeciwnie. Jak na matkę malego dziecka to czytam całkiem sporo, choć są to pozycje różne, a czasami (trzeba się przyznać) mało ambitne.
Z przyjemnością przeczytałam Twoje podsumowanie i jak zwykle zanotowalam sobie kilka tytułów do zakupu.
Życzę wszystkiego dobrego na Nowy Rok, wielu sukcesów, pomyślności, rozwijania skrzydeł i spełniania się w każdej dziedzinie :))
Równie wspaniałego ( a nawet lepszego)czytelniczo Nowego Roku:)
Osiągnęłaś spory wynik, nawet nie będę sie starała Ci dorównać, gdzieżbym śmiała. Jesteś niesamowita, mówię szczerze i bez ironii! Z Twojej 10 czytałam tylko „Pianistkę” Elfriede Jelinek i „Tańcz, tańcz, tańcz” Haruki Murakamiego. No i zgodzę się, że Johanna Nielsson jest świetna (przeczytalam niedawno jej następną książkę, tytulu nie zdradzę). I czytać w 2009 roku mam zamiar z dużą dozą ostrożności, już wiem, czego chcę od książki. Acha! Ja też postanowiłam skończyć z planami. Więc niech Nam żyje Nowy 2009 Rok! ;))
Zosik, przesyłam wszystkie standardowe życzenia na Nowy Rok! I jedno niestandardowe,ale to jest moje życzenie – sfotografujesz swoją biblioteczkę? lubię patrzeć na uporządkowane półki z książkami:)
oo, ja również z chęcią bym obejrzała Twoje zbiory :)
Właśnie także zastanawiałam się nad spontanicznością wyboru książki do czytania. Odczuwam czasem nacisk ze strony np. reklam danej książki, nagród jej przyznanych, czy recenzji krytyków. Myślę sobie „nie możesz jej przegapić”, albo „wszyscy ją chwalą, na pewno jest świetna”. A jednak wolałabym (przynajmniej częściowo) sama odkrywać, podążać za własnym instynktem i nie zawsze kierować się opiniami innych. Z drugiej jednak strony przewodnicy są potrzebni, aby choć trochę orientować się w gąszczu tego, co się wydaje. No i cudownie czasem jest odkryć, że ktoś w podobny sposób odebrał, odczuł jakąś książkę! Jednak wybór następnej książki jest bardzo uzależniony od moich aktualnych potrzeb, stanu emocjonalnego (np. czasem chcę pogrążyć się w smutku nie wiem czemu :-), a czasem tęsknię do lektury zupełnie innego gatunku, a czasem chcę przeczytać kilka książek tego samego autora). Z Twoich topów za znakomite uważam „Pokutę” i „Tańcz, tańcz, tańcz”. Literaturę skandynawską i anglosaską stale zgłębiam. Jednak tegoroczne pragnienia ida bardziej w kierunku pozaeuropejskiej: wschodniej (hinduska, nurt multikulti), czy iberoamerykańskiej.
no właśnie- mnie też narzucone lektury jakoś nie sprawiają przyjemności. A zatem- tak trzymaj i nie daj się w pędzić w schemat- to TRZEBA przeczytać. Ja już od dawna wychodzę z założenia, że nic nie trzeba a tym bardziej nie wypada.
Życzę samych ciekawych książek w tym roku.
Zosik, bardzo ciekawe podsumowanie. Dzięki Twojej wcześniejszej recenzji poluję już na Dehnela i być może jutro uda mi się go pożyczyć. Mam nadzieję, że ten blog będzie dla mnie również w tym roku źródłem inspiracji. Życzę tego sobie i Tobie (Tobie przede wszystkim, bo życzę Ci samych ciekawych i wartych przeczytania lektur, o których potem będziesz mogła tak ładnie opowiadać :-)) )
przeczytałyśmy podobną ilość książek , ja 117;)
Miłych lektur więc w Nowym Roku!
U mnie tez Carter w czołówce. I tez w tym roku poddałam sie w kwestii litertury południowoamerykanskiej. Do opowiadan Borges’a podchodziłam dwa razy, zawsze z tym samym skutkiem- zirytowanie i odrzucenie. Nawet nie wspominałam o tym na blogu bo uznałam, że nie bardzo jest o czym. wszystkiego dobrego w Nowym Roku:)
Podsumowanie świetne. Niestety, nie znam zbyt wielu z Twojej 10.Życzę Ci wielu nowych , pięknych, nader ciekawych odkryc literackich w nowym roku!
Dziękuję wszystkim za przemiłe życzenia :-)
Chihiro „Lala” właśnie w czytaniu, choć w nawiązaniu do ostatniego komentarza to jakbyś wykrakała… Coś mi to czytanie nie wychodzi. Może faktycznie przerwa jakaś się przyda? Muszę to przemyśleć przez weekend.
Aniu wzajemnie :) :)
Jarku, ja Ciebie i tak podziwiam za to, że czytasz aż tyle polskiej literatury. Mnie szczególnie ku niej nie ciągnie, zresztą wolę popularną z dużą ilością odwołań do znanej mi z autopsji codzienności niż piękną, która nieodmiennie kojarzy mi się z bełkotem i piękna jest tylko z nazwy. Na tym tle „Balzakiana” były bardzo miłym zaskoczeniem stąd to wyróżnienie. A ujawnisz swoją top 5?
Pauli ja tam bym się nie przejmowała tym, że czytam pozycje „mało ambitne” – popatrz na mnie. Ja to dopiero mam miks wszystkiego :) Już nie raz to pisałam i pewnie nie raz napiszę, że nie ma się co krygować i udawać, że lekka literatura nie istnieje. Od czasu do czasu czuję wręcz obezwładniającą chęć przeczytania czegoś takiego i z przyjemnością się za to biorę. Swoją drogą szkoda, że nie piszesz już o swoich książkach ;)
Nutto wzajemnie :)
Matylda dziękuję :) Ale ja jestem zupełnie zwykła i powiem Ci w sekrecie, że w tym roku tego wyniku raczej nie powtórzę, choć w sumie nie chodzi o ilość czytanych książek, bo to nie wyścigi radzieckich kur niosek, a o przyjemność płynącą z tej czynności :) I już zapowiedzieć mogę, że w pierwszej połowie roku Lekturki trochę zaniedbam. A z tą Johanną N. to mnie zaintrygowałaś, ale jesteś tajemnicza. Powiedz Matyldo coś więcej, proszę :)
Krepisnka myślę, że jest to do zrobienia :-) Aczkolwiek bałaganik na regale mógłby Cię nieco rozczarować ;)
Awito dzień dobry :) Myślę, że bardzo fajnie ujęłaś trapiącą mnie kwestię, czyli to rozdarcie między tym co trzeba, tym co się powinno, a tym na co mamy ochotę plus wrodzoną ciekawością, która ciągnie nas ku zupełnie nieznanym książkom. I powiem (napiszę) Ci jeszcze, że tzw. multikulti też żywo mnie interesuję i od jakiegoś czasu z przyjemnością zgłębiam.
Kalio mądre słowa. Muszę je sobie gdzieś w widocznym miejscu zapisać. Inna sprawa, jak w praktyce to czytanie będzie wyglądać… :)
Rr-odkowa dziękuję Ci bardzo i wzajemnie.
Chiaro wzajemnie :) Oby jak najwięcej było tych naprawdę dobrych.
Peek Angela Carter jest świetna. Szkoda tylko, że tak trudno zdobyć jej książki. I powiem Ci, że to miło z Twojej strony, że podzielasz me „coś-w-rodzaju-niechęci” do literatów z Ameryki Południowej.
Szamanko dziękuję i wzajemnie.
Biblioteka Śląska nominowała książkę Jacka Dehnela Balzakiana do Śląskiego Wawrzynu Literackiego. – info ze strony W.A.B.
moze siegne tez.. jak znajde w biblio.
Och, niedawno odkryłam Twój blog, i jesteś moim czytelniczym guru. : )
Mary faktem jest, że WAB trochę poszalał z cenami swoich publikacji i gdyby nie to, że mogłam „Balzakiana” wypożyczyć pewnie bym ich nie przeczytała.
Tryfil dzięki :) Uwielbiam takie „coming outy”. Wspaniale mi poprawiają nastrój i podbudowują wiarę w samą siebie ;)