Articles Archive for Grudzień 2008
literacki off topic »
Bezdyskusyjnie „Balzakiana” Jacka Dehnela. Nie dość, że dobre to jeszcze polskie, ale nie jest to jedyna literacka znakomitość, którą miałam przyjemność przeczytać w mijającym roku, który…
Należał do Skandynawów. Winna jestem podwójne podziękowania Henningowi Mankellowi, bo to jego wyśmienite „O krok” ponownie zwrócił mą uwagę ku północnej Europie oraz kryminałom, które do tej pory omijałam. Zresztą ten nagły wybuch miłości do Skandynawów nie wziął się znikąd, to raczej logiczna kontynuacja mych zainteresowań z czasów dzieciństwa i szkoły podstawowej, które po prostu przez ostatnie lata zeszły na dalszy plan. Gdy byłam małą …
Brytyjskie, Czytadło, Kobiece, Lekturki »
Annie Sanders nie istnieje. Pod tym pseudonimem ukryły się dwie angielskie dziennikarki: Annie Ashworth oraz Meg Sanders, znane głównie z nadawanego przez BBC babskiego programu z dobrymi radami, a także wcześniejszej powieści z gatunku chick lit pod, jakże znamiennym, tytułem „Goodbye Jimmy Choo”. Ich bożonarodzeniowy wypot pewnie nie miałby większej racji bytu, gdyby nie to, że co roku wszyscy (WSZYSCY, więc i ja) w mniej lub bardziej uświadomiony sposób poszukują tego osławionego ducha świąt. Dla niektórych kryje się pod choinką, dla innych w „Kevinie samym w domu”, albo (samokrytyka) w …
literacki off topic »
W czasie świąt wszystko mi wchodziło. Jedzenie, lenistwo, zabawy z kotem. Wszystko poza czytaniem. Gdy teraz o tym myślę to wygląda to tak, jakby każda próba skupienia się na książce była skaza na nieuchronną klęskę. „Syndykat” niemal nietknięty tylko obciążał, i bez tego ciężką, torebkę. Taka duża, a dalej nie wie, że powieści-kloce nie nadają się do wożenia w tą i nazad pociągiem. W poszukiwaniu ducha świąt rzuciłam się na „Święta, święta…”. Nie oczekiwałam niczego wielkiego, ale najwyraźniej moje oczekiwania i tak były zbyt wygórowane i ani rzeczonego ducha, ani …
Featured, Krótkie formy literackie, Lekturki, USA »
Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że „Aranżowane małżeństwa” to zbiór opowiadań bliźniaczo podobny do czytanego przeze mnie nie tak dawno temu „Tłumacza chorób” Jhumpy Lahiri. I faktycznie z wierzchu obie publikacje dotykają tych samych spraw. Obie pisarki są amerykańskimi Hinduskami i obie interesuje sytuacja kulturowego przecięcia – spotkania tradycji Wschodu z nowoczesnością Zachodu czy, inaczej rzecz ujmując, piszą o hinduskiej mniejszości w USA. Tyle, że każda z nich skupia się na nieco innym aspekcie emigracji. Jhumpe Lahiri bardziej interesowała kulturowa asymilacja, Divakaruni natomiast zmiany w tradycyjnym postrzeganiu …
Stosiki »
Potrzebna będzie:
Filiżanka marcepanowej herbaty.
Kot sztuk jeden.
Świeczka pachnąca tak, że aż ma się ochotę ją zjeść.
Piernik (żeby nie jeść świeczki, bo parafina paskudnie przykleja się do zębów)…
I kopczyk usypany z dobrej literatury.
Na (nawiasem mówiąc dość koślawym) zdjęciu zabrakło kota sztuk jeden, jako że nad pozowanie do fotografii przedkłada możliwość ganiana za bezuchą i bezoką myszką.
A tu zbliżenie dla niedowidzących ;) Można klikać – będzie jeszcze większe.
Zacieram rączki na myśl o czekających mnie czytelniczych podnietach :) Absolutną faworytką jest oczywiście obiekt mych zakrojonych na szeroką skalę wielomiesięcznych poszukiwań – „Kobieta ze śniegu” …
Europa, Lekturki, Piękna »
Szczerze? W kategorii literackich alegorii totalitaryzmu Kafka i Orwell, ba nawet Margaret Atwood z „Opowieścią podręcznej”, mają większą siłę wyrazu niż Ismail Kadare. Ich powieści autentycznie przerażały – „Pałac snów” niekoniecznie, choć nie jest to proza pozbawiona pewnych zalet.
Ta najważniejsza to balansujący na granicy snu i jawy oniryczny klimat, który jednak nie do końca przełożył się na subiektywne odczucie niepokoju i, choć w mym odczuciu Mark-Alem sporo wspólnego ma z Józefem K. z „Procesu”, to jednak „Pałac snów” czytałam niemal bez napięcia, które z kolei wbijało mnie w fotel przy …
Kobiece, Lekturki, USA »
Po trudach czytelniczych, na jakie naraziła mnie lektura „Karła”, potrzebowałam natychmiastowego wietrzenia umysłu, więc w charakterze remedium na zatrucie literaturą wysoką wybrałam coś z półki nieco niższej. Odtrutkę znalazłam na nowojorskiej 5th Avenue.
Nie czytałam dotąd żadnej powieści Candace Bushnell, choć jako oddana wielbicielka „Sex and the City” (serialu oczywiście) od zawsze odczuwałam, rzecz by można, coś w rodzaju naturalnego pociągu ku jej pisarstwu. Nawet wylewane pod jej adresem (za przeproszeniem) kubły pomyj nie były w stanie mnie zniechęcić. Zresztą, jak powszechnie wiadomo, mam słabość do powieści z akcją osadzoną w …







