Moje pierwsze spotkanie z literaturą Alessandro Baricco nazwałabym osobliwym doświadczeniem czytelniczym. Debiutancka powieść włoskiego pisarza raczej mnie nie zachwyciła, właściwie podobała się średnio, ale jednak miała w sobie owo coś, które nie pozwala przejść obok niej obojętnie. I co ciekawe myślę o niej coraz cieplej. Gdy skończyłam ją czytać wczorajszego wieczoru, pierwszą myślą, która przyszła mi do głowy było stwierdzenie, że to bardzo dziwna książka, drugą – że odpuszczę sobie dalsze pogłębianie znajomości z Baricco, ale gdy dziś rano jechałam do pracy i w myślach układałam tą recenzję, doszłam do wniosku, że jednak chcę go jeszcze czytać, bo może i pisze osobliwie, ale i w sposób wyrafinowany.
„Zamki z piasku” to odważny debiut. Opowieść o pogoni za marzeniami, względności czasu i przestrzeni. Czarodziejska i nowatorska. Być może pierwsze niezbyt dobre wrażenie wynikło z mej ograniczonej akceptacji dla narracyjnych eksperymentów Baricco. Z wierzchu przypomina to chaotycznie wymieszane historie starodawnych fantastów i ich megalomańskich marzeń, które są jak owe zamki z piasku – na równi misterne co kruche i nierealne. Głębiej jednak kryje się bardzo przemyślana opowieść pisana w sposób imitujący dziewiętnastowieczną stylizację, ale ze współczesnymi smaczkami (jedna z postaci na przykład lubi mówić „okay”).
Właściwie „Zamki z piasku” są całkowicie przesiąknięte atmosferą dziewiętnastego wieku (z lekką nutką dekadencji – cytując pewną niezbyt mądra reklamę). Ta powieść jest jak sen. Rzecz dzieje się w staromodnym miasteczku Quinnipak, którego jednym z bardziej ekscentrycznych obywateli jest Pan Rail – wzorcowy dziewiętnastowieczny geniusz i fantasta w jednym. Przy okazji właściciel miejscowej huty szkła (co samo w sobie już jest niesamowite) oraz miłośnik kolei. Jego fascynacja pociągami sięgała tak głęboko, że postanowił zaszczepić jej idee pośród mieszkańców owej niewielkiej społeczności i sfinansować budowę idealnie prostego dwustu kilometrowego odcinka torów. Ale Quinnipak ma jeszcze jedną gwiazdę absurdu – niespełnionego muzyka i wynalazcę, niejakiego Pekischa z poświęceniem prowadzącego chór humanofonów, w którym każdy mieszkaniec ma przypisaną sobie nutę. Z historią tych dwóch panów przeplata się trzecia – przybysza z zewnątrz – angielskiego architekta, który marzy o domach ze szkła (choć nie sądzę, aby Baricco zainspirował się Żeromskim).
Baricco bawi się formą, ale i językiem, który nie jest środkiem wyrażania myśli, ale kolejnym bohaterem „Zamków z piasku”.
Naprawdę osobliwy debiut. Chętnie przeczytam więcej.
Ocena: 





I jeszcze cytat godzien zapamiętania: To jest ważne, trzeba o tym zawsze pamiętać i przekazywać stopniowo, jak chory choremu, jak sekret, sekret, który nigdy nie powinien się rozpłynąć w czyjejś rezygnacji czy sile, który winien przetrwać na zawsze w pamięci choćby jednej, skrajnie zmęczonej duszy i dźwięczyć w niej niczym werdykt zdolny uciszyć wszystko wokoło: czytanie to przyjemne oszustwo. [pogrubienie ode mnie]
Może Cię również zainteresuje:
- Wiatr z Sycylii 05/06/2010
- „Taki piękny dzień” Melania Mazzucco 02/03/2010
- Dramat wart wzruszenie ramion 19/04/2010
- „Extra Virgin” Annie Hawes 23/05/2008
- Komisarz miał nosa 16/08/2010
- „Gomorra” Roberto Saviano 17/01/2009
- „Kształt wody” Andrea Camilleri 05/12/2009










a Jedwab czytałaś? http://merlin.pl/Jedwab_Alessandro-Baricco/browse/product/1,356253.html
sweitna
Tekst o zabawie formą sprawia, że postaram się od Baricco trzymać z daleka. Recenzja świetna.
Nie czytałam „Zamków z piasku”, ale mam zamiar kiedyś. „Jedwab” mi się podobał, ale dla mnie książką numer 1 tego autora jest „Ocean, morze”. Od niej zaczęłam znajomość z Baricco i jak dotąd żadna jej nie przebiła.
Ja wciaz mam za soba tylko „Jedwab” i „City” – obydwie przewspaniale, ale jednak „City” lepsze. Na polce mam „Ta historia”, ale chce przeczytac calego Baricco. Strasznie mi sie jego pisanie spodobalo po zaledwie dwoch ksiazkach, mysle, ze nigdy nie wiadomo, czego sie po nim spodziewac…
Pingback: „Zamki z piasku” Alessandro Baricco
Zosiku, trochę nie na temat, sprawdź przy okazji pocztę na gazecie;)
Mary: Nie czytałam, ale nie wykluczam przeczytania, jeśli wpadnie mi w ręce. Mam też ochotę na adaptację z Keirą Knightley: http://www.filmweb.pl/f285542/Jedwab,2007 – wygląda ślicznie.
Bazyl: Akurat u Baricca te eksperymenty w sumie nie są aż takie złe, bo wyrównuje poziom stylizacja na dziewiętnasty wiek, a tak na marginesie to witaj :)
Chihiro: Zdaje sobie sprawę, że zaczęłam być może nie od najlepszej książki, ale nawet, jeśli przymknę oko na drobne niedociągnięcia to wciąż jest to bardzo oryginalny debiut. I faktycznie zupełnie nie wiadomo czego się można po nim spodziewać. Tak na marginesie znasz adaptację „Jedwabiu”?
Padma: Co takiego jest w tym maleńkim „Jedwabiu”, że wszyscy o nim piszą z takim entuzjazmem? :) Gdzieś wyczytałam, że „Ocean, morze” jest łamany w bardzo oryginalny sposób imitujący przypływy i odpływy morskie. Z kolei w „Zamkach…” Baricco (muzykolog jeśli się nie mylę) miejscami naśladuje zapis partytury i akcentuje melodyczność słów.
Chiaro, zaraz Ci odpisuję :)
Nie przebrnęłam przez „Zamki z piasku”, wydały mi się dziwnie pokręcone, cokolwiek to znaczy. Nie zaskoczę Cię pewnie, jak napiszę, że „Jedwab” bardzo, bardzo mi się podobał ?:)
Czytałam jeszcze „Bez krwi” i wrażenia miałam pozytywne. Na półce czai się jeszcze „City”.
Nie widzialam filmu, ale slyszalam o nim. Nie ma jednak wielkiej ochoty go obejrzec, bo jestem uprzedzona do Keiry Knightley (a tak! irracjonalnie!). Mnie bardzo kusi „Novecento” Baricco, ale najpierw przeczytam to, co juz posiadam :)
Inblanco: Faktycznie jest to pokręcona książka. W sumie świetnie to ujęłaś. Mi jakoś zabrakło odpowiedniego słowa.
Chihiro: O raju, więc nie tylko ja mam alergie do Keiry. Ona taka jakaś koniowata, ale podobała mi się w „Pokucie” i myślę już o niej odrobinę cieplej. Może obejrzę „Jedwab” w weekend, więc jakby co napiszę co on wart.
Wielka by była szkoda, gdybyś poprzestała na debiucie Baricco! Jego opowieści może i są ‘udziwnione’ w formie i języku [dodatkowo np. "Ocean morze" ma ciekawy sposób zapisu historii - niektóre fragmenty jakby wizualnie imitują przypływy i odpływy morza :-) ], ale jakie są wciągające! Mam wszystkie jego książki, czytałam wszystkie [nawet słuchałam autora współpracującego z zespołem Air na płycie "City Reading (Tre Western Stories)" - niezwykłe, intrygujące doświadczenie] i jak małe dziecko wołam: „Jeszcze!” ;-D
O, ja tez znam te plyte Air :) Bardzo ciekawe przedsiewziecie! Zosiku, mnie tez ulzylo, ze nie tylko ja jej nie lubie, wszyscy naokolo tylko sie nia zachwycaja, a ja sie przekonac nie moge (choc lubilam ja w „Bend it like Beckham”).
A wiesz, dzis ktos szukal na moim blogu Ciebie poprzez fraze „nazwisko Zosik” – taaa, bo my na blogu to juz nawet nazwiska, adresy i numery telefonow wymieniamy :)
Magdaleno, obiecuję, że Baricco nie odpuszczę i konsekwentnie po kawałku czytać będę. Muszę sprawdzić czy nie mam tej płyty „Air”, bo swego czasu bardzo namiętnie ich słuchałam.
Chihiro: Pewnie, podajemy też PESELe, NIPy, numery KRS oraz dowodów osobistych. Ale teraz tak sobie myślę Chihiro, że możemy się poczuć niemal, jak gwiazdy skoro ktoś wpisuje tak durne zapytania do wyszukiwarki ;) „nazwisko Zosik” też mi coś ;)
Pingback: “Jedwab” (2007) François Girard