„Rebeliantka o zmarzniętych stopach” Johanna Nilsson

Zły dzień, dość wspomnieć, że bibliotekę zamknęli mi przed nosem, a w domu czekały pozdrowienia od zakładu energetycznego opiewające na kwotę nieprzyzwoicie wysoką. Na smuty zasadniczo znam tylko jedno lekarstwo: owsiane ciacha, herbata z mlekiem i książka, ale zanim okopię się na sofie obiecałam sobie kilka zdań o „Rebeliantce o zmarzniętych stopach”, którą połknęłam w ramach zaspokajania mej skandynawskiej zachciewajki (dokładnie tej, z której onegdaj się tu zwierzyłam). Powieść bardzo mi się podobała, nawet bardziej niż „Sztuka bycia Elą” – chronologicznie późniejsza i teoretycznie dojrzalsza książka Johanny Nilsson, mnie jednak bardziej ujął młodzieńczy urok zwichrowanej studentki, która kradnie jaszczurki, gra na nosach frajerom ze snobistycznej uczelni i walczy o prawa kobiet.

Powieść ma dwoje bohaterów: tytułową rebeliantkę, czyli Stellę oraz Szwecję. I każde z tej dwójki ma sporo problemów, choć z pozoru wydawałoby się, że to para szczęściarzy. Podstawowym strapieniem Stelli, jej niemalże „werteriańskim weltschmerzem”, jest niemożność odnalezienia sensu istnienia, bo co do jednego jest pewna – sensem nie jest ani zaprzedanie duszy Bogu (rzuciła teologię), ani oddanie jej w służbie mamonie (studiuje w prestiżowej Wyższej Szkole Handlowej). Do studenckiego światka, który z drżeniem obserwuje wszelkie wahnięcia giełdy (nawiasem mówiąc motyw niepokojąco aktualny) i dałby się pokroić dla wymarzonej posady w zagranicznej firmie konsultingowej, zupełnie nie pasuje, więc zamiast bratać się na siłę i udawać kogoś kim być nie chce, Stella postanowiła zakpić z tego całego towarzystwa. Inicjuje działalność Stowarzyszenia Anonimowych Akcjoholików, które niespodziewanie odnosi sukces, a stąd już tylko krok do uczelnianej rebelii i gruntownej wywrotki studenckiej społeczności, która czekała na iskrę.

O tym, że Szwecja nie jest ani krajem różowym, ani mlekiem i miodem płynącym wiem już od jakiegoś  czasu, zresztą nie tylko za sprawą powieści tamtejszych pisarzy, którzy skutecznie odbrązawiają mit idealnej Szwecji. Pokazują ją nagą i dość zakłopotaną, bo nagle okazuje się, że te wszystkie socjalne wspaniałości, których pewnie nie jeden nieSzwed mógłby zazdrości wcale nie są tak wspaniałe, jak chcielibyśmy je widzieć. Johanna Nilsson jest w tym względzie niezwykle konsekwentna, wręcz bezkompromisowa, bo zarówno w „Sztuce bycia Elą”, jak i w „Rebeliantce…” przewija się problem dysfunkcyjnej polityki społecznej, która spogląda na wszystkich jednakowo z góry, bo dla niej nie istnieją indywidualne przypadki. Nie ma jednostek – jest tylko masa, którą trzeba traktować według tego samego szablonu.

„Rebeliantka…” to również bardzo uniwersalny portret pewnego pokolenia. Pokolenia, zewsząd ogłupianych, młodych ludzi, których wierzą tylko w mamonę – to wizja przyszłościowej finansowej gratyfikacji jest jedynym motorem ich działania. Nilsson pisze o tym ze sporym poczuciem humoru, nie szczędząc młodym finansistom uroczych uszczypliwości, ale nie można odmówić jej również publicystycznego zacięcia, bo w „Rebeliantce…” tak samo ważne są perypetie Stelli jak i dogłębna analiza jej otoczenia, a ja wysoce sobie cenię społeczne akcenty w powieści.

Dlatego „Rebeliantkę” czyta się nie tylko jako (bardzo dobrą) powieść obyczajową, ale również jako portret współczesnej Szwecji, zdemitologizowanej i obdartej ze złudnych wyobrażeń. I wbrew pozorom jest to bardzo pozytywna powieść, satyra na współczesne pokolenie młodych harpii finansów. Odrobinę przerażająca, częściej jednak zabawna. Świetna lektura! Proszę takich więcej.

Ocena: ★★★★★☆

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Lekturki, Skandynawia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „„Rebeliantka o zmarzniętych stopach” Johanna Nilsson

  1. chiara76 POLAND pisze:

    znowu jestem pierwsza?
    Bo ja na swój blog dostać się już pół wieczoru nie mogę, to na cudzym popiszę;))
    Cieszę się Zosiku, że i Tobie się rebeliantka podobała. Ja otrzymałam ją w prezencie od Judytty i to chyba jedna z książek, które ogromnie mi się podobały i do których chcę wrócić. Wiele mi ta książka też pokazała na temat współczesnej Szwecji, niestety, odmitologizowała…pozdrawiam;)

  2. zosik POLAND pisze:

    Oj mi również strasznie się podobało i już szykuję jakieś ładne miejscuszko na półce dla niej. I faktycznie blox chyba trochę dziś szaleje…

  3. matylda_ab POLAND pisze:

    Ha! ;)) Herbata z mlekiem mówisz. Toż to bawarka. Taką jak mnie poili namiętnie w przedszkolu. Dziś bym chyba tego nie wypiła, złe wspomnienia ;) A ksiażkę chcę, chcę, chcę :))

  4. paulina654 POLAND pisze:

    :) Też lubię ciastka owsiane :) a najbardziej z pewnej bydgoskiej cukierni:) zresztą spotkałam się z osobami, które jak tylko przyjeżdżają do tego miasta to wstępują po te ciastka i robią zapasy:)
    Co do bloxa to mi jakoś wczoraj nie szwankował. Hm… dziwne bo widzę,że Wam tak. Jednak nie raz mnie już zdążył wpieklić gdy chciałam gdzieś wejść a nie mogłam:(
    A książkę już dawno mam zapisaną tylko jakoś jeszcze czeka w kolejce
    Pozdrawiam cieplutko:)

  5. Pingback: “Rebeliantka o zmarzniętych stopach” Johanna Nilsson UNITED STATES

  6. mary POLAND pisze:

    wow… no szukam tej ksiazki. myslalam ze gdzies na allegro znajde ale chyba bede musiala zamowic na szwedzka.pl.
    pozdrawiam

  7. zosik POLAND pisze:

    Matylda: A ja lubię od czasu do czasu, przyzwyczaiłam się w czasie któryś tam wakacji w Anglii. Tak mi wciskali to mleko, że zaakceptowałam jego obecność. A co do „Rebeliantki…” nie dziwie się, że jej pożądasz, albo inaczej – Twej pożądanie jest jak najbardziej uzasadnione ;)
    Paulina: Ja lubię i takie kupne i takie, które sama piekę (tym bardziej,że ich przygotowanie jest banalne, a efekty za to bardzo smaczne).
    Mary: Szwedzka albo Merlin – tylko tam ją widziałam.

  8. kalio POLAND pisze:

    wypożyczyłam dziś „Łaskawe”! Aż się zdziwiłam, że nikt mnie nie ubiegł. Podejrzewam, że objętość odstrasza. Ciekawe, kiedy się za to wezmę i jak długo zajmie mi czytanie i czy w ogóle dotrwam do końca. Jak myślisz? A Tobie jak idzie?

  9. zosik POLAND pisze:

    No więc idzie mi różnie ;) W zależności od nastroju sobie podczytuję już tak z miesiąc. Dobiłam bodaj do 360 strony. To ciężka książka (nie chodzi mi tylko o gabaryty). Bity tekst, zero dialogów, dużo obcej nomenklatury. Ale jest niezła, póki co zero skandalu, więc nie rozumiem o co tyle szumu. Ty pewnie szybciej się z nią rozprawisz, więc będę czytać na recenzję :)

  10. chihiro FRANCE pisze:

    Ja nie mialam zadnych problemow z blogiem swoim i z Waszymi blogami, dziwne.
    Ksiazka bardzo wpasowuje sie w moj swiatek literackich zainteresowan, rowniez od dawna wiem, ze Szwecja wspaniala nie jest, ale kraj, ktory bylby idealny, bylby chyba tez lekko przerazajacy. Mam nawet ochote przeczytac taka socjologiczne ksiazke „Sweden: swimming in Utopia” – juz sam tytul mowi za siebie, podobno w dosc naukowy sposob odmitologizowuje Szwecje i wyjasnia, co poszlo nie tak.
    A „Reliantke…” pewnie kiedys przeczytam :)
    PS. Zaprosilam Cie do lancuszka, szczegoly na moim blogu. Byloby milo, gdybys zechciala wziac udzial w zabawie :) Pozdrowienia gorace!

  11. zosik POLAND pisze:

    Bardzo ciekawym tytułem rzuciłaś Chihiro :) Mówię o tej socjologicznej książce o Szwecji i sama chętnie bym ją przeczytała, bo coraz bardziej interesuje mnie Skandynawia. „Rebeliantkę…” gorąco Ci polecam. Po cichu liczę, że wydadzą coś jeszcze tej autorki po polsku.
    A w łańcuszku obiecuję wziąć udział.

  12. Anahstasia POLAND pisze:

    Będąc świeżo po lekturze ‘Sztuki bycia Elą’, powiem jedno – ‘Rebeliantka…’ musi być moja ;) Bardzo dobrze czytało mi się powieść Nilsson i swoje pierwsze spotkanie z literaturą skandynawską uważam za barrrdzo udane ;)

  13. zosik POLAND pisze:

    Ana koniecznie! Mi się „Rebeliantka…” nawet bardziej podobała niż „Sztuka bycia Elą” i w ogóle stwierdzam, że Skandynawia to jest to ;)

  14. peek-a-boo POLAND pisze:

    wygląda obiecująco. zarówno jako „lektura wlasna” jak i prezent – może już pod choinkę?- dla przedstawicielki „młodego pokolenia”;)

  15. zosik POLAND pisze:

    Ok, zgoda, ale w razie wszczęcia przez latorośl domowej rebelii proszę na mnie nie zwalać ;) Oczywiśce to był taki niewninny żarcik sceniczny, mówiąc poważnie myślę, że to „Rebeliantka…” to dobra lektura i dla małolata i dla dorosłego czytelnika, bo każdy znajdzie niej w coś dla siebie… ;)

  16. Pingback: And the winner is (czyli moja dziesiątka) | Lekturki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>