Przyznaj się, jestem leniwa. Jestem leniwa do tego stopnia, że trzeci dzień z rzędu nie mogę zebrać się w sobie i zasiąść do recenzowania przeczytanych lekturek, a tak się dość niefortunnie składa (dla mojego wewnętrznego lenia oczywiście), że każda spośród oczekujących na krytyczną analizę książek jest co najmniej bardzo dobra i zasługuje na poświęcenie jej odrobiny czasu i miejsca. Tyle, że mi się nie chce. Uwagę mą niemal w całości zaprzątają kolejne lekturki, a w gronie moli książkowych jest prawdą powszechnie znaną, że apetyt rośnie w miarę czytania, zwłaszcza literatury tak dobrej (ba, w przypadku „Balzakian” skuszę się wręcz na użycie określenia wybitnej). Zatem jeszcze dziś pofolguje mojemu wewnętrznemu leniuchowi, a W.G. Sebald, Johanna Nilsson oraz Jacek Dehnel posiedzą w poczekalni jeszcze przez chwilę.
Kłaniam się więc w pas, uprzejmej uwadze w dniach kolejnych polecam i oddalam się kraść konie z Perem Pettersonem. Pisarsko na nic więcej mnie dziś nie stać :)
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)










Pingback: Notatka z lektur (leniwca)
A ja jestem na tyle leniwa a raczej jakoś tak dziwnie nastawiona że nie czytam zbyt wiele ostatnio..Za to Ty czytasz :))
Nadal pozostaję w klimatach rosyjskich choć nie wiem czy będę w stanie opisywać czytaną książkę „Dobre miejsce do umierania”.
Ps. Jestem u siebie na blogu, nie piszę o książkach bardziej w muzyce siedzę że tak powiem.
Za to Ty sporo opisujesz:))
Pozdrawiam!
:)
Zosik, Ty i tak piszesz w niesamowitym tempie! Ja mam zawsze kilka zaleglych ksiazek czy filmow do zrecenzowania, az boje sie czasem czytac cos nowego, bo nowa recenzja do napisania mi przybedzie :) Odpocznij sobie, ciesz sie lektura :)
I powiadasz, ze nowy Dehnel taki wspanialy? Trzeba sie bedzie wiec kiedys skusic :)
Judytta: A czytam, czytam :) Ze smakiem i apetytem ;)
Mary: Znaczy, że rozumiesz? ;)
Chihiro: Bo ja wiem czy w takim niesamowitym tempie… Bardzo, bardzo rzadko zdarza mi się pisać o jakiejś książce zaraz po jej przeczytaniu, zazwyczaj odkładam to jak najdalej w czasie, bo najzwyczajniej mi się nie chce. Jednak ustaliłam sobie takie wewnętrzny limit, że więcej niż dwie książki nie może czekać na opisanie i staram się tego trzymać. W momencie, gdy przeczytałam „Balzakiana” liczba książek w poczekali urosła do trzech, więc zaczęłam odczuwać lekką panikę, którą dziś uspokoiłam wpisem o Sebaldzie.
A co do Dehnela – nie znam jego wcześniejszych książek (co mam zamiar nadrobić), więc nie mogę porównywać, ale „Balzakiana” czytało mi się cudownie.
Mnie ostatnio też jakos lenistwo ogarneło mocniej niz zwykle. najwiekszy zapał do pisania mam… w wannie;) A jak wiadomo, nie jest to najlepsze miejsce na notatki elektroniczne;)) czekam więc na dalszy rozwój sytuacji: albo mi wrócą wzmożone chęci do pisania, albo będą dalej maleć aż do zaniku. Będzie widać po blogu;).
O Peek właśnie zauważyłam, że nie tylko mnie nie chce się pisać, ale na szczęście (w każdym razie mi) wciąż chce się czytać i nawet Littella ostatnio trochę łyknęłam. Ja wzmożonych chęci do pisania nigdy nie odczuwam, bo mi się z reguły pisać nie chce. Oj Peek tylko mi nie zaniknij, bo będzie mi szkoda…