Może nie jak kulą w płot, ale w porównaniu z cudownościami, które miałam przyjemność przeczytać ostatnio, „Kraj nad Jangcy” Pawła Jasienicy wypada tak trochę nie wiadomo jak. Niezgorzej, ale tez nie najlepiej, choć wyznać Wam muszę, że mogę być w mym osądzie odrobinę nieobiektywna, bo od kiedy naczytałam się Kapuścińskiego właściwie w każdym reportażu czy też książce podróżniczej doszukuje się czegoś na miarę jego stylu i to się zawsze źle kończy. Oczywiście, dla aktualnej lekturki. Jak kulą w płot, bo w końcu Ryszard Kapuściński był tylko jeden.
Z drugiej strony myślę sobie, że porównywanie tych dwóch wielkich osobowości polskiej literatury non-fiction jest sporym nieporozumienie, jako że Kapuściński był reporterem i podróżnikiem, a Jasienica historykiem – publicystą, któremu na fali odwilży 1956 roku przydarzyło się wyjechać do Chin na zaproszenie tamtejszego związku literatów. „Kraj nad Jangcy” to zbiór zapisków z tej podróży. Fascynującego odkrywania Kraju Środka, samolotem pociągiem i nieśmiertelną warszawą. A były to Chiny, które po okresie maoistycznego zamordyzmu właśnie na krótką chwilę otworzyły swe podwoje dla obcych, Chiny które były już najludniejszym państwem świata, ale do miliarda wciąż brakowało im jakiś czterystu milionów. Jasienica co i rusz, nie kryjąc swego entuzjazmu, chwalił politykę państwa, które niby było komunistyczne, a jednak w porównaniu z ówczesną Polską wypadało na zdecydowanie bardziej liberalne i lepiej zarządzane.
To zachłyśnięcie się Chinami chwilami brzmi odrobinę tendencyjnie, przypuszczam, że ze względów ideologicznych Jasienica nie mógł napisać wszystkiego i pewne tematy (Tybet na przykład) musiał przemilczeć. Za sprawą zawoalowanej krytyki polskiego ustroju i gospodarki miał i tak sporo problemów z publikacją zapisków. Od czasów pierwszego wydaniu w roku 1957 aż do dziś książka nie miała żadnego wznowienia. Szkoda byłoby jednak, gdyby ChRL oczami Pawła Jasienicy odeszła w zapomnienie, tym bardziej, że takiego kraju nad Jangcy już nie ma. Pożarły go potężne przemiany, niekoniecznie ustrojowe. Jednak już w latach pięćdziesiątych było to państwo kontrastów. Wyraźnie widoczny był zalew zachodniej tandety, która wypierała to co etniczne (co zresztą się na Zachodzie wkrótce pięknie zemści i to Zachód będzie zalewany przez chińskie barachła). Jasienica kilkukrotnie ubolewał nad ogromnym rozwarstwieniem społeczeństwa, które już wówczas podzielone było na hołubionych bogaczy i zapomnianą biedotę. Smutne to, choć z relacji pisarza wynika, że Chińczycy nie przykładali do tego szczególnej uwagi (choć pewnie to tylko pozory). Pracowici, usłużnie grzeczni, zadowoleni z tego co mają, uśmiechnięci i zaradni. Zero malkontenctwa.
Ciekawa byłam czy uda mi się wyłuskać jakieś punkty styczne z „Braćmi” Da Chena, których akcja rozpoczyna się właśnie w latach pięćdziesiątych. I chyba jestem mało uważną czytelniczką, bo żadnej godnej odnotowania analogii wypatrzyć mi się nie udało.
Ocena: 





A tak na marginesie na czas jakiś dość mam Azji. Skandynawii mi się chce albo jakiegoś porządnego kryminału.
Może Cię również zainteresuje:
- „Powiedział mi wróżbita” Tiziano Terzani 12/02/2009
- „Cukiereczki” Mian Mian 04/04/2008
- „Bracia” Da Chen 27/10/2008
- „Chińczyk” Henning Mankell 02/12/2009
- Złoty medal w megalomanii 04/11/2010
- „Klejnot Wschodu. Pamiętnik” Maureen Lindley 27/07/2008
- „Kiedy byliśmy sierotami” Kazuo Ishiguro 18/02/2009










:) jak Ci sie chce Skandynawii to sięgnij po Lindę Olsson „Niech wieje dobry wiatr” albo Podróż na dźwiękach szamańskiego bębna – Ailo Gaup
No rzeczywiście nie powinnaś porównywać tych dwóch pisarzy – żadnemu z nich nie wyjdzie to na dobre.
Piszesz, że zachciało Ci się Skandynawii, mi też i zakupiłam nieprzyzoicie drogą książkę Carstena Jensena, duńskiego pisarza, „My, topielcy” ;) Jak na razie polecam.
Pozdrawiam
albo to : http://merlin.pl/Polbrat_Lars-Saabye-Christensen/browse/product/1,368889.html
a to znasz? Pytam, bo już mi się myli, kto z nas co czytał:
http://merlin.pl/Nie-ogladaj-sie_Karin-Fossum/browse/product/1,617235.html
Hm, trzeci raz próbuję zostawić komentarz…i nie wiem, jak się nie uda, to się poddaję.
No, to już to rozkminiłam, nie mogę Ci wkleić linku z Merlina z polecaną książką, baaardzo dziwne;(
W każdym razie pytałam, czy Czytałaś już (nie pamiętam która z nas z blogowiczek już co czytała) „Nie oglądaj się” Karin Fossum.
Jak nie, to polecam.
Mary: „Półbrata” regularnie widuję w bibliotece, może kiedyś się skuszę, ale póki jestem w trakcie „Łaskawych” nie biorę się za żadną opasłą książkę :) Natomiast zupełnie nie kojarzę tej „Podróży przy dźwiękach…”. Was ist das?
Bsmietanka: I tego nie czynię, bo jak zapewne zauważyłaś w porę się zreflektowałam. Nie słyszałam o „My, topielcy”, ale brzmi interesująco. Chętnie przeczytam recenzję :)
Chiara: A widzisz! To mój filtr antyspamowy, który normalnie działa bez zarzutu (wolę nie myśleć co by się działo pod niektórymi postami, gdyby nie on) i faktycznie nie podobał mu się ten link. Na szczęście mam możliwość wyławiania komentarzy z niego. Co do Fossum – nie znam jej, ale zapowiada się co najmniej ciekawie :)
A mi się „Podróż na dźwiękach…” tak nie do końca podobała, ale w sumie warto przeczytać. Dołącze do listy polecanek – właśnie ukazał się bardzo głośny skandynawski kryminał: Stieg Larsson „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”, ja dzisiaj kupię:)
Widziałam Stiega Larssona w księgarni i wyglądał bardzo zachęcająco. W pierwszej chwili pomyślałam, że to jakiś poradnik, potem, że wydanie filmowe, a w końcu dokopałam się do informacji, że to po prostu kryminał. Baaardzo ekscentryczna okładka, o której zupełnie nie wiem co myśleć.
http://merlin.pl/Podroz-na-dzwiekach-szamanskiego-bebna_Ailo-Gaup/browse/product/1,390399.html
Pingback: “Kraj nad Jangcy” Paweł Jasienica
Swoją drogą czytałam recenzję „Kraju nad Jangcy” w Nowych Książkach – pozytywna ocena książki, której wzowienie było i dla mnie niespodzianką.
A czy ta recenzja ma swoją elektroniczną wersję, bo jeśli tak to chętnie bym przeczytała :)
Chyba nie – ale głowy nie dam.
Pingback: “Powiedział mi wróżbita” Tiziano Terzani | Lekturki