Czyli zaległe zdjęcia z październikowego wypadu do stolicy Katalonii. Od teraz nie mówię Barcelona, mówię Boska Barcelona. Piękne, zaskakujące miasto stworzone do niespiesznego smakowania w czasie długich spacerów. Zresztą zobaczcie sami…
Widok z naszego fantastycznego tarasu. Kwatera (i to zarówno warunki, jak i sama lokacja) bardzo nam się udała :)
A to La Bocaria – targ z ogromnym wyborem wszystkiego czego dusza zapragnie: owoców, warzyw, grzybów, mięs, ryb, owoców morza, słodyczy. Fantastyczna sprawa, zwłaszcza, że za stosunkowo niewielkie kwoty (1-3 euro) można spróbować różnych specjałów.
Gaudi po raz pierwszy, czyli Casa Battlo – jak ciastko z kremem.
Gaudi po raz drugi, czyli Casa Mila znana również jako La Pedrere. W środku można zwiedzić mieszkanie w stylu secesyjnym, o czym pięknie pisała Chihiro tutaj.
Uwielbiam atmosferę zachodnich dworców kolejowych, więc byłam wielce rada, gdy nogi same zaprowadziły nas na główną barcelońską stację kolejową. Spokojną, czystą i pachnącą. Nieprawdopodobne, a jednak prawdziwe.
Łuk Triumfalny, za którym rozciąga się przepiękny park La Ciutadella.
Fragment fantastycznej panoramy Barcelony rozciągającej się ze wzgórza Parku Güell. Po prawej Sagrada Familia, po lewej biurowiec Torre Agbar (ochrzczony przez nas mianem Wielkiej Pały). Park Güell to mój absolutny faworyt, jeśli chodzi o turystyczne atrakcje stolicy Katalonii. Zaprojektował go oczywiście Antonio Gaudi i jego duch unosi się praktycznie z każdego zakamarka tego bajkowego miejsca, której zajmuje powierzchnię (bagatela!) 20 hektarów.
Sagrada Familia we własnej osobie. Wciąż nieukończona. Według szacunkowych planów te nieszczęsne dźwigi zniknął dopiero za 18 lat (czyli dokładnie w setną rocznicę śmierci Gaudiego!). Po prawej sowa na jednej z kamienic.
A to barcelońska plaża nieopodal miasteczka olimpijskiego. Nie wiem co symbolizować ma ta rzeźba miedzianego koloru, ale mnie kojarzy się ona ze słynną tokijską „kupą” Phillipe Starcka.
Kolejny nasz konik – przestrzenie industrialne. Wielkość barcelońskiego portu przyprawiła nas o lekki zawrót głowy. Gdzie przy nim nabrzeże Gdyni? To jak wioska rybacka. Z ogromnej ilości zdjęć portu wybrałam to jedno, ze względu na urokliwą (tak, tak, dla mnie zabudowa przemysłowa ma swój urok) mozaikę stworzoną przez kontenery.
Pamiętacie hienę cmentarną z Mediolanu? Tym razem nie na cmentarzu, a w twierdzy na wzgórzu Montjuïc spotkaliśmy taką oto czarną piękność, która pozwoliła nam się obfotografować.
W Mediolanie namiętnie obfotografowywałam pięknie zaaranżowane sklepowe witryny (wiem, to taki syndrom dziecka PRLu), natomiast w Barcelonie – graffiti, które znaleźć można na niemal każdym budynku, a już zwłaszcza w ścisłym centrum.
W ciągu 5 dni zdąrzyliśmy zobaczyć praktycznie wszystko to co najważniejsze, posmakować atmosfery tego (boskiego!) miasta, najeść się na zapas owoców morza i różnych dziwnych lokalnych produktów (takich jak na przykład, przypominającą w smaku przesłodzoną sfermentowaną wiśnię, lemoniada z tamarydu). Nie widzę jednak siebie jako mieszkanki Barcelony, bo… w staromiejskich zaułkach traciłam orientację po jakiś 5 sekundach, a odległości pomiędzy poszczególnymi liniami metra w ramach jednej stacji są zabójcze i zdecydowanie za długie ;-)
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)










popodróżowałam sobie z Tobą;)
Fajne fotki. ;)
Jak przyjemnie się oglądało. Nie znam parku Guell i tego bardzo żałuję. Fotki z ulicy smakowite – owoce i jak zły sen wegeterianina – niemalże okupacyjna rąbanka;)W te listopadowe dni o Barcelonie można pomarzyć.
Piękne zdjęcia :)
Rozumiem innowacyjność pomysłu Gaudiego, ale Sagrada Familia to dla mnie istne szkaradzieństwo. Wygląda, jakby była oblana woskiem a do tego kojarzy mi się z mackami Davy’ego Jones’a z „Piratów z Karaibów”.
Chiara, Matylda: Cieszę się :)
Nutta: Zestawienie dwóch odmiennych fotek z targu to był mój celowy zabieg ;) Zresztą zestawienie jednego z drugim robi niesamowite wrażenie.
Lilithin: A wiesz, że z tym woskiem jest coś na rzeczy ;)
Pingback: Barcelona w pewnej ilości ujęć
Bylam i kocham. Co prawda bylam w Barcelonie z 5 lat temu, ale nie zapomnialam niczego. Mam nadzieję, że jescze kiedyś tam pojadę. Zazdroszczę ogromnie.
Zobaczyli, zachwyceni jako i ty
Och, widze, ze i Ciebie Barcelona zauroczyla :) Sfotografowalas nawet moja ulubiona sowe :))) Park Guell tez uwazam za jedno z ciekawszych miejsc w Barcelonie. Pozdrawiam!
Piękne, cudneeee zdjęcia !!!!
Zazdroszczę tego wypadu w tamte rejony :)))
Cudna podróż! A dzieła Gaudiego prezentują się naprawdę wyjątkowo. Dopiero muszą robić wrażenie, kiedy są tak blisko, na wyciągnięcie ręki… ;)
Dorotie: Też mam nadzieję kiedyś jeszcze tam powrócić :)
Jola :)
Chihiro: Sowa jest cudna i nie mogłam sobie odmówić strzelenia jej kilku fotek
Judytta: długo Cię nie widziałam :) Fajnie, że wróciłaś.
Anahstasia: To fakt. z bliska są jeszcze bardziej niesamowite.
Zdjęcia bardzo mi się podobały i bardzo ,bardzo chciałabym tam pojechać