Miało być i będzie, bo Chihiro poprosiła, a jej się przecież nie odmawia. Muszę jednak przyznać, że mam pewne problemy ze swobodnym snuciem autorefleksji (w czym prawdziwymi mistrzyniami są dziewczyny, które już zdążyły odpowiedzieć), zatem moja analiza blogerskiego żywota nie będzie aż tak rozbudowana. Przykro mi, jeśli Was zawiodę ;)
Po pierwsze: tak, jest to mój pierwszy blog. Co prawda mniej więcej pół roku temu zmienił adres, ale dzięki wordpressowi mogłam wszystkie treści (albo jak ładnie to nazywamy w pracy – content) przenieść pod nowy (własny) adres, więc tak – to jest mój pierwszy blog.
Po drugie prowadzę go nieco ponad rok.
Po trzecie – dlaczego zaczęłam… Odpowiedź jest banalnie głupia i bliźniaczo podobna do tej udzielonej przez Chihiro – z nudów w pracy. Właśnie skończyłam wymądrzać się w pracy magisterskiej, a zawsze lubiłam krytykować i wydziwiać albo piać z zachwytu nad czymś co godne jest entuzjazmu. Od czasów ogólniaka robiłam za speca od filmu, a rok temu postanowiłam przebranżowić się na literaturę. Zresztą od czasu jakiegoś podczytywałam bloga Patekku, która zainspirowała mnie do przeczytaniu przynajmniej kilkunastu książek oraz… do stworzenia Lekturek.
Po czwarte – czym jest dla mnie blog? Czymś w rodzaju hobby. Moim miejscem w sieci. Naturalną konsekwencją miłości do książek. Miejscem spotkań, wymiany opinii, dyskusji, które od czasu do czasu lubię tymi rękoma sprowokować. Dzięki Lekturkom odkryłam ile frajdy daje świadomość, że swoim tekstem zachęciło się kogoś do sięgnięcia po książkę, a także, że narobiło się tyle fermentu, że głos zabierają sami autorzy (pozdrawiam Sylwię Chutnik i Marcina Bruczkowskiego:). Poza tym, jako urodzonemu odludkowi, świetnie robi mi świadomość, że jestem członkiem takiej sympatycznej i twórczej społeczności. I te chwile, gdy odpalam RSSa z subskrypcjami Waszych blogów… Bezcenne :)
Jaki widać – przychodzą mi do głowy same banały. Ostrzegałam, że kiepsko u mnie z autotematyzmem…
A co do przekazania pałeczki dalej… Czy Foxinaa, Magcrow, Peek-a-boo, Kalio oraz Inblanco skuszą się na moje zaproszenie? :)
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)










fiu, fiu, prawdziwe autory u Ciebie bywają, salon, pani, salon, nie ma to tamto;)
Ciekawe, czy jakiś autor kiedykolwiek zajrzał na mój blog, pewnikiem nie, bo to takie mydło i powidło.
Pozdrawiam z wietrznej i deszczowej Warszawy;)
Chiara od razu salon ;) Ja nie wiem czy to tak można nazwać ;) I pewnie u Ciebie również bywali, ale się nie ujawnili (u mnie zapewne też by milczeli, gdyby nie szerzenie zamętu na ich temat). Zauważyłam, że nasi rodzimi prozaicy lubią sprawdzać co blogosfera o nich pisze ;) To taka nowa świecka tradycja i w sumie miłe zjawisko, bo znaczy, że nasza pisanina jest dla nich ważna :)
Też pozdrawiam, tyle że zalanego obrzydliwym deszczem Krakowa :)
Ha ha, nudy w pracy, skąd ja to znam. Wytłumaczyłam się m. in. tym samym ;)))
Blogoslawmy wiec nudna prace, skoro owocuje takimi pasjami :))) Zosiku, bardzo milo mi sie czytalo Twoje zwierzenia blogowe. Stworzylas bardzo fajne miejsce, cieple (zarowno dzieki Twojej osobie jak i czerwonemu fotelowi na gorze strony – az mam ochote przylaczyc sie do tego kociaka :)).
I wiesz, poczytalabym tez Twoje recenzje filmow, nie myslalas, by o nich tez pisac?
Dzięki za zaproszenie, po weekendzie zapraszam na zwierzenia.
Znalazłam wypowiedź Bruczkowskiego, fantastyczna sprawa :)
Lubię, nawet bardzo, do Ciebie zaglądać. Pewnie nawet gdybyś nagle zaczęła pisać, bo ja wiem?, o tchórzofretkach, też bym Cię czytała. Słowo :)
I żeby dopasować się do wątku pogodowego: w Opolu siąpi paskudnie.A pies i tak chce na długi spacer :(
Ja tez znalazlam wypowiedz Bruczkowskiego, podobala mi sie Wasza wymiana zdan :)
Matylda, Chihiro, Inblanco – miłe me Panie: Szkoda tylko, że ta nuda to już tylko wspomnienie, choć przyznać muszę, że to bodaj pierwszy w historii (literatury?) przypadek, że nuda zaowocowała czymś pozytywnym.
Inblanco cieszę się niezmiernie i z tego, że czytałabyś mnie nawet gdybym pisała o tchórzofretkach i vice versa :) Nie przesadzaj z tym spacerem, bo paskudna pogoda nie sprzyja żadnej aktywności na świeżym powietrzu. A co do Marcina Bruczkowskiego – to przemiły człowiek i siłą rzeczy po takiej wymianie zmian musiałam zaktualizować me mniemanie na jego temat :) Natomiast wpis od Sylwii Chutnik znajduje się przy poście o Bluszczu… :)
Wiesz, mam na połce gdzieś ksiazke pod tytułem „nuda w kulturze”, musze ją wygrzebać, myslę ze wiele teorii z niej dałoby sie zastosowac w zyciu codziennnym;). Zaskoczyłas mnie tym odludkiem, jesteś taką ciepłą, błyskotliwą i pełną dobrego poczucia humoru osobą, że nie do konca moge w to uwierzyć. A za zaproszenie dziękuję, skorzystam na pewno jak tylko wreszcie zrealizuje przynajmniej częsc z zapalnowanych 5-6 notek.
Marcin, to faktycznie sympatyczna osoba akurat tak się składa, że miałam okazję go poznać. Swego czasu bywał nawet na moim forum o Japonii. Teraz właśnie czeka na mnie jego najnowsza książka i nie wiem, czy się za nią nie wezmę (chociaż powinnam się sklonować, bo i Polakowa czeka i właśnie jego książka i w ogóle;).
Peek: Koniecznie wygrzeb tą książkę :) Nie czuj się zaskoczona tym wyzwaniem, bo jestem chorobliwą wręcz introwertyczką. Najlepiej czuję się sama z sobą (ewentualnie z książkami, kotem, Lubym i blogiem). Będę czekać na Twoją ankietkę ;)
Chiara: Te dylematy, nawet mi o tym nie przypominaj… Może i klon nie byłby taki złym rozwiązaniem.
fiu fiu, toż to sama śmietanka bywa u Ciebie:) Dzięki za zaproszenie Zosik, oczywiście jak tylko się zmobilizuję wezme udział w ankietce;)