Zdecydowanie nie jest to dzieło o wiekopomnych walorach poznawczych, ani wybitna książka, ale jednak myślę sobie, że warto na chwilę zatrzymać się przy „W ciemno: zabawne przypadki z podróży”, jako że ów wybór anegdot będzie zupełnie niezłą lekturą do pociągu/ samolotu albo chociaż tramwaju, choć, wbrew temu co sugeruje tytuł – wiele z historyjek wcale nie jest zabawnych.
Kupiona na jakiejś księgarnianej wyprzedaży (za całe 5 złotych) książka pod redakcją Dona Georgre’a stała się nieocenionym towarzyszem w czasie wyjazdu do Barcelony, bo czy można wyobrazić sobie lepszy czytelniczy kontekst dla takiej lektury niż zaplanowana ze sporym wyprzedzeniem wakacje pośród ludzi obcych kulturowo, językowo, ba – nawet mentalnie? „W ciemno” to nawet nie literatura podróżnicza, to raczej książka turystyczna i przy okazji najlepszy kumpel człowieka w podróży, który w towarzystwie zgrai głośnych Hiszpanów, wepchnięty między dwa siedzenia, usiłuje sobie jakoś przyjemnie zagospodarować czas lotu, a tom świetnie sprawdza się w tej roli, bo opowiadanka krótkie, lekkie, bezpretensjonalne i sympatyczne napisane. Jakkolwiek nie byłabym zwolenniczką małych form literackich (o czym wspomniałam już nie raz), to akurat w tym przypadku będę bronić ich zacięcie – w podróży się sprawdzają, bo raz, że nie potrzeba spokoju i skupienia by móc w pełni smakować historyjek, dwa – nawet jeśli zgubi się wątek lub spomiędzy wersów zawieje nudą – nic straconego – w zanadrzu czekają kolejne anegdoty – autentyczne historyjki spisane piórem doświadczonych globtroterów i dziennikarzy.
Bodaj najlepsza w całym zbiorze jest otwierająca go historia brytyjskiego komediopisarza, który zwiedzał Pragę w osobliwym towarzystwie uzbrojonego w uzi Czecha oraz jego uczynnego kolegi – handlowca, oferującego wszystko to co nielegalne: od pigułek szczęścia po pociski przeciwczołgowe (sic!). To tą anegdotę najlepiej zapamiętałam, resztę – dość fragmentarycznie. Coś było o toalecie w Maastricht (zwyczaje toaletowe różnych nacji to w końcu sztandarowy temat turystycznych opowieści), coś o przemycie węży i poszukiwaniu zen poza sezonem, ale przecież nie tu chodziło tu o wiekopomne przesłanie i rozstrzyganie ważkich kwestii, raczej o towarzyszący lekturze „fun”. Nie ważne co zapamiętasz z „W ciemno”, ważne, aby lektura pomogła zabić nudę – w moim przypadku zadziałało.
Pod rozwagę dla turystów i przymusowych pasażerów komunikacji miejskiej.
Ocena: 





Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)










Brzmi sympatycznie:) Zosiku zajrzyj na mojego bloga, proszę:)