„Po zmierzchu” Haruki Murakami

Po Murakamim wiadomo czego się spodziewać i nie powiem, aby „Po zmierzchu” zawiodło me oczekiwania w tej kwestii, choć uczciwie rzecz ujmując nie jest to najlepsza powieść Japończyka. Daleko jej do magii „Tańcz, tańcz, tańcz” (o „Kafce nad morzem” i „Kronice ptaka nakręcacza” wspominać nie będę, jako że wciąż są przede mną), które oczarowało mnie dokumentnie przed kilkoma miesiącami, ale nie jest również powieścią niedoskonałą. Ot dobra (ale nie wybitna) powieść świetnego pisarza. Czyta się ją z przyjemnością, ale i sporym niedosytem. Zabawne, bo to co krytycy najczęściej wytykają Murakamiemu, czyli fakt, że jego powieści mają wciąż tego samego bohatera, ja uważam za jedną z zalet. W „Po zmierzchu” nie ma znanych postaci, są co prawda ten same problemy – motywy, ale może właśnie dlatego to nie to?

Co oddać muszę Murakamiemu – opowieść ma swój specyficzny klimacik i co ciekawe, jest szalenie filmowa. „Po zmierzchu” to historia rozgrywająca się w ciągu jednej nocy. Opowieść o ludziach, którzy z różnych przyczyn nie śpią. Temat stworzony do kina, bo kino kocha takie skończone, choć niedomknięte całostki. Powieść sprawia wrażenie pisanej z myślą o adaptacji na srebrnym ekranie. Jest tu i coś z „Po godzinach” Martina Scorsese i z wczesnych filmów Jima Jarmuscha („Noc na ziemi” chociażby). Jest i niepokój z Lyncha i coś z ducha Wong Kar Waia. Czytając „Po zmierzchu” miałam przed oczami kompletne kadry, widziałam, jak postaci zaciągają się papierosami, niespiesznie popijają kawę, kupują w seven eleven, spacerują po nocnym Tokio. Mari, jedna z głównych postaci, miała twarz Faye z „Chungking Express”.

Tyle, że lekko niesamowito-dekadencki klimacik to za mało. Wie o tym doskonale Wong Kar Wai, który opowiada swoje piękne historie w sposób tyleż czarowny co zajmujący a właśnie takiego pociągającego elementu (motywu? wątku?) zabrakło mi u Murakamiego. W tej powieści, z pozoru tak spójnej i precyzyjnie nakreślonej, brakuje „czegoś” co pchałoby akcję do przodu. Czegoś co przykułoby uwagę, zaintrygowało i pochłonęło. Bez tego fabuła „Po zmierzchu” snuje się aż nazbyt niemrawo. Nie czułam historii od początku, co z czasem doprowadziło do serii lekkich ziewnięć. W końcu po zmierzchu się śpi, a nie włóczy po jakiś podłych zakamarkach.

Nie, nie jest to nieudana powieść. Murakami nie pisze nieudanych powieści, ale zdecydowanie jedna ze słabszych tego autora.

Ocena: ★★★★☆☆

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Japonia, Lekturki, Piękna i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „„Po zmierzchu” Haruki Murakami

  1. Marigold POLAND pisze:

    Właśnie zaczęłam czytać „Po zmierzchu”. :) Ryzykownie postąpiłam czytając w trakcie lektury recenzję, ale chyba się nie zasugeruję, bo wrażenia mam odmienne – to mój trzeci i jak na razie najlepszy Murakami (o ile można oceniać po 1/4 książki). :)

  2. zosik POLAND pisze:

    Marigold, żeby nie było – „Po zmierzchu” mi się podobało, ale tak w stopniu umiarkowanym, czemu chyba dałam wyraz w recenzji/ ocenie :) Bardzo ciekawa jestem Twojej opinii i z przyjemnością przeczytam recenzję.

  3. MARY POLAND pisze:

    A mnie się właśnie bardzo podobało.

  4. Pingback: “Po zmierzchu” Haruki Murakami UNITED STATES

  5. matylda_ab POLAND pisze:

    Ja „Po zmierzchu” czytałam nocą, tak się dziwnie złożyło. Ta noc była dla mnie ciężkim przeżyciem, szczęście, że mogłam czytać, że miałam ochotę i mi psychika pozwalała. Zgadzam się z Tobą, że jest dość filmowa. Fajny film mógłby powstać. Mnie się podobała. To było moje 3 spotkanie z Murakamim. Udane.

  6. zosik POLAND pisze:

    Mniej więcej połowę „Po zmierzchu” przeczytałam po zmroku, czyli późnym wieczorem. Resztę doczytałam w pełnym słońcu na ławeczce nad Wisłą. Wieczorem zdecydowanie lepiej mi się czytało, jakby słońce odzierało „Po zmierzchu” z kawałka czaru, który zarezerwowany jest dla nocy.

  7. chihiro FRANCE pisze:

    Calkiem niedawno dostalam te powiesc od jednej z blogowiczek i mam nadzieje, ze bedzie mi sie podobala. Wedlug mnie juz w „Norwegian Wood” czegos Murakamiemu zabraklo, ale bardzo chce, by kolejne czytane przeze mnie ksiazki tego autora jednak mnie urzekaly…

  8. Marigold(en) POLAND pisze:

    Wracam – dla zasady ;) bo Zosik już moje zdanie zna. Koniec końców w pełni się zgadzam – Murakami znów się okazał tylko dobry.

  9. zosik POLAND pisze:

    Chihiro: W takim razie jest bardzo ciekawa, jak Ci podejdzie „Po zmierzchu”
    Mari: Lubię, gdy się ktoś ze mną zgadza :)

  10. bayushi POLAND pisze:

    A to moja jedna z ulubionych powieści Murakamiego. Właśnie przez to, że jest taka króciutka i też przez to inna od „Kroniki…” (mojej ulubionej chyba z tych dłuższych). Podoba mi się to krążenie po nocnym mieście, rozważania na temat wartości odżywczej zjadanych potraw. Bardzo łatwo przenieść mi się w opisywany tam świat. Wyjątkowo polubiłam „Po zmierzchu”. Nie męczy mnie tak, jak czasem „Kronika”, czy „Kafka…” (za którą z kolei nie przepadam.

  11. zosik POLAND pisze:

    Bayushi :) Wszyscy się tak namiętnie odnoszą do „Kroniki…” i „Kafki…”, że w końcu czuję się zobligowana przeczytać i dokonać wielkiego porównania :) „Po zmierzchu” ma faktycznie zabójczy klimat, nocnego snucia, magii ciemności, ale jakoś nie kupiłam tej historii ;) Co nie zmienia faktu, że książka jest naprawdę niezła :)

  12. Margot POLAND pisze:

    „… utwory w jakimś sensie niedoskonałe silnie pociągają ludzi właśnie dzięki tej niedoskonałości, a w każdym razie przemawiają do pewnego typu ludzi. ” Murakami – Kafka nad morzem- :)i pasuje mi tu jak ulał niedoskonała ale do mnie przemawia

  13. G.Homme POLAND pisze:

    Ja z przykrością stwierdzam, że Murakami, zawiódł mnie odrobinę. Nie twierdzę, że były to 2 stracone godziny, o nie.. Nie wiem czy zauważyłyście, ale moim skromnym zdaniem, w tej powieści, chciał jakby odrobinę odciąć się od swego poprzedniego stylu pisania, (co na początku działało mi na nerwy) zbyt mało tajemnic, a więcej zawirowania, bo np. momenty gdy pisał eri, momenty gdy pisał o „nas” obserwatorach, mam wrażenie, że ujął to zbyt sztucznie, albo coś jest nie tak z tłumaczeniem. Nie pociągnął wątków których oczekiwałam, i nie mogę powiedzieć, że czuję niedosyt pozytywny, bo wątek pobitej dziewczyny, karou, czy tego chłopaka były świetne. Ale czegoś mi tutaj brakowało… Tak naprawdę zawiódł mnie własnie koniec, kiedy przez większą część książki właśnie na niego oczekiwałam, a poczułam się trochę tak jakbym zamówiła w restauracji danie, a dostała pusty talerz. Nie jest to jego najlepsze dzieło ale i nie najgorsze, ale po przygodzie z owcą, czy norwegian wood, niedosyt był wspaniały.
    pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>