„Bracia” Da Chen
Zupełnie niespodziewanie wpadłam w „Braci”, jak śliwka w kompot. Dosłownie i dokładnie. Da Chena właściwie nie czytałam, a pożerałam w każdej wolnej chwili, a że nie było ich ostatnio zbyt wiele – z tym większym utęsknieniem spoglądałam w stronę książki. To co prawda Azja w wydaniu dla mas, ale cóż z tego skoro czyta się ją wyśmienicie. Da Chen, kolejny po Lisie See i Amy Tan amerykański Chińczyk literatury, przypomniał mi za co ubóstwiam takie grubaśne opowieści z rozmachem i żywo nakreślonym tłem. Myślę, że „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell byłoby dokładnie tym czego mi trzeba gdybym tylko się kiedyś w końcu zabrała za jej czytanie. Wróćmy jednak do Chin Da Chena.
„Bracia” są świetnie skonstruowaną opowieścią o (niespodzianka!) braciach. Z jednego ojca, wysoko postawionego wojskowego dygnitarza i dwóch matek: pianistki (małżonki) i ubogiej wieśniaczki, którą ten uwiódł i porzucił. Ta zhańbiona, w akcie desperacji i nie zważając na swój błogosławiony stan, postanawia skoczyć w przepaść. W ostatniej chwili (sic!), a właściwie już w locie (sic!) nieszczęsna zdążyła powić syna, którego zrządzeniem losu udało się ocalić. Odtąd bracia będą dorastać nie wiedząc o swoim istnieniu – Tan w luksusie, Shento w skrajnej biedzie, a połączy ich… oczywiście kobieta. Brzmi, jak początek romansu dla kucharek z najniższej półki, ale dzięki bogu autor dość szybko porzuca ten patetyczny ton i później jest już tylko lepiej. Właściwie dużo lepiej.
Historia opowiadana w „Braciach” nie jest szczególnie oryginalna, bo to ani pierwszy ani ostatni literacki opis miłosnego trójkąta z burzliwym tłem. To co wyróżnia powieść Da Chena pośród tysięcy mutacji tematu to ciekawie skonstruowana narracja, żywo nakreślone sylwetki postaci oraz wartka, prowadzona równolegle z dwóch perspektyw, akcja. „Bracia” to nie romans, choć wątek miłosny pełni tu niebagatelną rolę. To raczej epicka opowieść o ludzkich troskach i radościach zemście, winie, przebaczeniu, walce o przetrwanie a nade wszystko - zbeletryzowane najnowsza historia Chin podane w pigułce. Zupełnym zaskoczeniem był dla mnie sposób opisania rewolucji kulturalnej, nie z dobrze znanej strony obozów reedukacyjnych, ale z perspektywy majętnych dygnitarzy, którzy wcale nie musieli zrzec się zdobyczy kapitalistycznego zachodu. Potem jest jeszcze ciekawiej, bo Da Chen opisuje kulisy śmierci Mao, walki o jego schedę i postępującego renesansu gospodarki i kultury. A pisze o tym wszystkim niejako mimochodem, wiążąc losy swych postaci z najważniejszymi epizodami historii Państwa Środka. Zgoda, jest przy tym odrobinę naiwny i cukierkowy, choć potrafi pokazać pazurek. Zdziwiłam się bardzo, gdy przeczytałam, że autor od lat przebywa na emigracji w USA, bo maniera z jaką pisze o ostatnim pięćdziesięcioleciu w Chinach, jak zdarza mu się słodzić o komunizmie i tamtejszej gospodarce wolnorynkowej, skłoniła mnie ku przekonaniu, że Da Chen spłodził swych „Braci” jako eksportową agitkę na rządowe zamówienie. A to nie propaganda i polityczne inspiracje, a pamięć emigranta stoi za tym lukrem, każąc mi po raz kolejny redefiniować poglądy na temat Chiny.
Ostrożnie! Lektura może pochłonąć całkowicie, a nawet wywołać wypieki na twarzy.
Ocena: 














Nie czytałam całej recenzji, co by się nie sugerować przed lekturą.
Ale nazwisko Tan mnie ucieszyło. Bardzo podobały mi sie jej dwie powieści Żona kuchennego boga i Sto tajemnych zmysłów. Pozostałe już zdecydowanie mniej, albo wcale.
Ale i tak teraz zabieram się za „Śniadanie u Tiffany’ego Capote’a, o którym mi przypomniałaś. To chyba lektura na jeden wieczór?
„Śniadanie…” zdecydowanie na jeden wieczór, choć przyznać Ci muszę Inblanco, że wolę film.
[...] … dalej » [...]
Lektura ‘Braci’ dopiero przede mną, ale Twoja recenzja jest kolejną, tak pochlebną pod adresem tej książki. Bardzo mnie to cieszy, bo dopiero raczkuję jeśli chodzi o literaturę dalekowschodnią i miło mi, że mam niewielkie szanse się nią rozczarować :)
czekają na półce. czuję się bardzo zachęcona. kupiłam jakiś czas temu jak sie pokazala ta ksiazka bo jakos wszystko co azjatyckie mi sie podoba. i juz nie moge sie doczekac kiedy zaczne czytac
Anahstasia, Mary: Myślę, że „Bracia” Was nie rozczarują :)
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane