Articles Archive for Październik 2008
literacki off topic »
Przedwczoraj (czyli 29 października) zmarł William Wharton. Bywa. Dla tabunu jego wyznawców (a wiem że takich w Polsce nigdy nie brakowało) to z pewnością smutna nowina. Ogromny komercyjny (bo raczej nie literacki) sukces, który odniosły jego pretensjonalne powieści jest dla mnie wciąż i nieodmiennie fenomenem, którego nie ogarniam. NIE OGARNIAM i nie rozumiem.
Niepisana zasada nie pozwala mówić źle o zmarłych, zatem zgoda – schłoszczę jego twórczością, tyle mi wolno. Aby móc w pełni pastwić się nad (pseudo)literackim dorobkiem Whartona specjalnie coś przeczytałam i na me nieszczęście to jednorazowe zetknięcie z …
Japonia, Lekturki, Piękna »
Po Murakamim wiadomo czego się spodziewać i nie powiem, aby „Po zmierzchu” zawiodło me oczekiwania w tej kwestii, choć uczciwie rzecz ujmując nie jest to najlepsza powieść Japończyka. Daleko jej do magii „Tańcz, tańcz, tańcz” (o „Kafce nad morzem” i „Kronice ptaka nakręcacza” wspominać nie będę, jako że wciąż są przede mną), które oczarowało mnie dokumentnie przed kilkoma miesiącami, ale nie jest również powieścią niedoskonałą. Ot dobra (ale nie wybitna) powieść świetnego pisarza. Czyta się ją z przyjemnością, ale i sporym niedosytem. Zabawne, bo to co krytycy najczęściej wytykają Murakamiemu, …
Daleki Wschód, Lekturki »
Zupełnie niespodziewanie wpadłam w „Braci”, jak śliwka w kompot. Dosłownie i dokładnie. Da Chena właściwie nie czytałam, a pożerałam w każdej wolnej chwili, a że nie było ich ostatnio zbyt wiele – z tym większym utęsknieniem spoglądałam w stronę książki. To co prawda Azja w wydaniu dla mas, ale cóż z tego skoro czyta się ją wyśmienicie. Da Chen, kolejny po Lisie See i Amy Tan amerykański Chińczyk literatury, przypomniał mi za co ubóstwiam takie grubaśne opowieści z rozmachem i żywo nakreślonym tłem. Myślę, że „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell …
literacki off topic »
Dwóch książek na raz, bo jak pisał Umberto Eco można od tego dostać zeza albo (a to już ja) pomieszania zmysłów. Kochać wielu to nie kochać nikogo, a czytać dwie (i więcej) książek na raz to jak nie czytać żadnej, bo więcej czasu tracę na toczenie wewnętrznych walk z samą sobą niż na konkretne czytelnicze działania.
Ktoś musi być w awangardzie, a że od zawsze ciągnęło mnie ku kontrowersyjnym tematom i literackim skandalom (patrz me uwielbienie dla Houellebecqa albo Pielewina), postanowiłam wykazać się obywatelską odwagą i przetrzeć szlak, sięgając po osławionego …
Lekturki, Polska »
Gdyby któraś z Was (wybaczcie Panowie, że chwilowo zwrócę się li tylko do niewiast) była ciekawa co siedzi w głowie faceta (a stosuje to kolokwialne określenie z premedytacją) w typie macho mogę szczerze polecić powieść Pawła Oksanowicza. „Zlew” to chaotyczny strumień narracji, gorączkowa gonitwa myśli i seria groteskowych epizodów z życia mężczyzny, który (za przeproszeniem) wypiął się na swojego pracodawcę i odtąd nie potrafi odróżnić rzeczywistości od wirtualnego otoczenia. Zresztą to otoczenie wirtualno-rzeczywiste dość paskudnie sobie z nim pogrywa. Była żona usiłuje ściągnąć z Frania alimenty, Franio ściga swoje trzy …
literacki off topic »
Czemu nie myślę sobie. Przejmuję pałeczkę od Ani i, tu i teraz, obnażam przed Wami kawałeczek mych książkowych zwyczajów.
1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
Trudno powiedzieć, ale chyba o każdej. Może najmniej nocą, bo mam wyrzuty sumienia, że następnego dnia będę jak zombi. Nie wyobrażam sobie rannej jazdy do pracy bez książki (cierpię, gdy nie mam warunków do czytania), ale i samotne wieczory w towarzystwie książki wysoce sobie cenię.
2. Gdzie czytasz?
W pociągu, tramwaju, autobusie, samolocie, kolejce, kawiarni, w głębokich fotelach i kanapach, kiedyś na wykładach… Nie czytam w wannie (ryzyko …
Krótkie formy literackie, Lekturki, Non fiction, Podróżnicze »
Zdecydowanie nie jest to dzieło o wiekopomnych walorach poznawczych, ani wybitna książka, ale jednak myślę sobie, że warto na chwilę zatrzymać się przy „W ciemno: zabawne przypadki z podróży”, jako że ów wybór anegdot będzie zupełnie niezłą lekturą do pociągu/ samolotu albo chociaż tramwaju, choć, wbrew temu co sugeruje tytuł – wiele z historyjek wcale nie jest zabawnych.
Kupiona na jakiejś księgarnianej wyprzedaży (za całe 5 złotych) książka pod redakcją Dona Georgre’a stała się nieocenionym towarzyszem w czasie wyjazdu do Barcelony, bo czy można wyobrazić sobie lepszy czytelniczy kontekst dla takiej …







