“Wycieczkowicze” Michal Viewegh
Z „Wycieczkowiczami” (aka “Uczestnicy wycieczki”) Michala Viewegha wcale nie jest taka prosta sprawa, jak mogłoby się zdawać. Powieść ta teoretycznie bowiem zawiera w sobie wszystko to, czego pożąda się i oczekuje od literatury popularnej, pisanej z myślą o nieco bardziej wyrobionym pożeraczu książek z średniej półki. Lekkość i bezpretensjonalność trzyma za rączkę ciekawie nakreślone sylwetki postaci. Humor idzie w parze z (jakże czeskim) sarkazmem. Frywolność z ironią. A i historia opowiadana przez Viewegha wcale nie jest kulawa, właściwie jak na literaturę popularną jest nawet dosyć złożona. Na plus zaliczyć jeszcze można nietuzinkową konstrukcję i rozpisaną na wielogłosy narrację i już się wydaje, że tacy „Wycieczkowicze” to powieść niemalże idealna (oczywiście w ramach swego gatunku), a tak wcale nie jest. W środku tego idealnie wyważone mechanizmu coś zgrzyta.
Historyjka aż nazbyt realna. Chyba każdy choć raz brał udział w grupowych wczasach zorganizowanych przez biuro podróży. Viewegh poddał krytycznej obserwacji ideę takich wakacji wraz z tym co czeka na potencjalnych uczestników: przypadkowością napotkanych ludzi, koniecznością robienia wszystkiego na akord, uzależnieniem od grupy oraz wycieczkowych rytuałów. Nie udało się jednak pisarzowi powiedzieć czegoś nowego albo chociaż istotnego. Właściwie to miało być wesoło, a wyszło irytująco. Po prawdzie nie można odmówić pisarzowi, że nie starał się zbudować odpowiedni nastrój, jednak zamiast radości z obcowania z relaksującą literaturą odczuwałam coraz większe znużenie, a wzajemne animozje i przepychanki wycieczkowiczów wcale, ale to wcale nie polepszają samopoczucia czytelnika. Raczej smucą i boleśnie uświadamiają, jak ciężkim przeżyciem mogą być takie grupowe wakacje.
Viewegh jest obecnie najpopularniejszym pisarzem w Czechach, do tego ichniejszym celebrytem, któremu tabloidy depczą po piętach. Czytelnicy go ubóstwiają, za to krytyka bezlitośnie łaja (o co zresztą ma żal, sprytnie zakamuflowany pod przykrywką autoironicznych cytatów z fikcyjnych recenzji). Widać, że miał sporo dobrych chęci, ale to właśnie nimi wybrukowano piekło. Viewegh starał się i starał, ale od banału nie udało się uciec. Trochę szkoda, choć „Wycieczkowicze” to w sumie ładnie napisany banał.
Ocena: 














Oj mam alergię na urlop tego typu, więc “Wycieczkowiczów” bym chyba nie dała rady przeczytać.
Mi ta książka przypomniała, jak bardzo nie znoszę uzależnienia od grupy i konieczność robienia wszystkiego pod dyktando ;) Choć pewnie takie wakacje mają sporo jakiś tam plusów.
[...] … dalej » [...]
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Nocna zamieć" Johan Theorin
przy łóżku "Pokonani" Iriny Głowkiny - wciąż, bo czyta się świetnie, ale powoli ;-)
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane