„W pogoni za dalekim głosem” Taichi Yamada
Japońscy pisarze potrafią z sobie tylko znanym wdziękiem opowiadać nieprawdopodobne historie, które dzięki ich literackiej maestrii nabierają niepokojąco prawdopodobnego rysu. Tak można podsumować Harukiego Murakami i to samo tyczy się mojego odkrycia ostatnich dni – Taichiego Yamady – pisarza, który w maksymalnie lapidarnej formie potrafi zawrzeć gigantyczny ładunek emocji i przy okazji zajmująco opowiadać historie, które wciskają w fotel. Właśnie takie jest znakomite „W pogoni za dalekim głosem”, ascetyczna opowieść o trzeźwo myślącym poukładanym Japończyku, którego uporządkowanym życiem zawładną tajemniczy głos. Damski w dodatku.
Lubię powieści z fabułą osnutą wokół tajemnicy, pewnie dlatego tyle frajdy sprawia mi czytanie kryminałów. Jednak „W pogoni za dalekim głosem” nie jest kryminałem, to raczej powieść psychologiczna z małym dreszczykiem, bo czyż nie kryje się coś przerażającego w głosie, który choć siedzi w głowie postaci, wcale do niej nie należy? Już sam początek zapowiada frapującą opowieść. Główny bohater – Kasama Tsuneo, na co dzień oddany swej pracy policjant tropiący nielegalnych imigrantów, daje plamę w trakcie jednej z akcji. Wypuszcza zbiega, zachowuje się dziwnie i czuje się dziwnie. Właśnie wtedy po raz pierwszy odzywa się do niego głos. Głos, troszkę jak wyrzut sumienia, przywołuje wyparte wspomnienie niechlubnego epizodu z młodości Kasamy, wydarzeń, które miały miejsce, gdy przebywał, jako nielegalny imigrant, w USA. Skłamałby mówiąc, że fabuła tej maleńkiej powieści kończy się na tych dwóch wątkach. Nie, „W pogoni za dalekim głosem” kryje w sobie znacznie więcej tajemnic.
Powieść Yamady to również przykład interesującego spojrzenia na współczesnego mieszkańca Japonii – człowiek zaplątanego w sieć rytuałów i konwenansów, przeciw którym nie potrafi się zbuntować. Kasama nieświadomie pozostaje więźniem kultury, która go wychowała, dlatego pewnie czuje się tylko na swojej ziemi. Po prawdzie uchodzi za odpowiedzialnego i rzeczowego pracownika, jednak pod wieloma względami zachowuje się, jak duże dziecko. Pod pozorami dojrzałości kryje się samotny mężczyzna, który nie potrafi sam o sobie decydować, ba, nawet nie wie czego oczekuje od życia i co byłoby dla niego dobre. Kasma umie poruszać się tylko odgórnie wytyczonymi mu ścieżkami. Pardon, poruszałby się gdyby nie ten kobiecy głos…
Gdybym miała określić pisarstwo Taichiego Yamady jednym słowem nazwałabym je aseptycznym – idealnie czystym, wręcz przezroczystym formalnie. Po prostu słowa, a właściwie aż słowa. Słowa, od których nie sposób się oderwać.
Ocena: 














A ja właśnie dziś przyniosłam z biblioteki inną książkę Japończyka Taichi Yamada pt. „Obcy”. No popatrz. Też wydał mi się ciekawym autorem. Po „Domu Augusty”, który teraz czytam, wezmę właśnie „Obcego”.
Faktycznie zabawny zbieg okoliczności. Chciałabym przeczytać „Obcego”, już od dłuższego czasu ta książka mnie ciekawi. Nawet nie wiem czy jest, w którejś z bibliotek. Będę się w każdym razie za nim rozglądać.
Cieszy mnie Twa pozytywna recenzja;) Znaczy to, że warto sięgnąć po „W pogoni za…” i przekonać się, czy to ‘coś’, czego zabrakło w powieści poprzedniej, w „Obcych”, zostało rozwinięte tutaj.
Ooo! Widzę, że zaczęłaś czytać Sandora Marai „Księgę ziół” (jakie ładne wydanie, nie widziałem wcześniej). Cudowna! A „Żar” już znasz? Moim zdaniem, jego najlepsza książka, bardzo poruszająca, emocjonalna… :-)
Litera: Z racji, że „Obcego” nie czytałam nie mogę porównać niestety :( ale w „W pogoni…” jest coś niepokojąco fascynującego.
Magdalena: Czytałam „Żar” kilka lat temu, ale bardzo niewiele sobie mogę z niego przypomnieć. To zapewne wina okoliczności lektury – podczytywałam Maraia w przerwach między filmami na nieodżałowanych cieszyńskich Nowych Horyzontach.
Włączyłam Twojego bloga, zerknęłam na stronę i poszłam sobie dorobić herbaty. U dziewczyn rzuciła mi się w oczy na nowościach „Księga ziół” i zastanawiałam się u kogo ja ją widziałam. :)
A japończycy coraz bardziej mnie kuszą. Na razie czytam angielską powieść, ale napisaną prze japończyka z pochodzenia („Okruchy dnia”).
I kto mi teraz nie przyzna racji, że obrazki oddziałując na podświadomość :) Japońszczyznę polecam, bo lubię, tak samo, jak bardzo lubię książki o Japonii (np. „Japoński wachlarz” Joanny Bator). Yshiguro nie czytałam, ale kilka razy widziałam film i wydaje mi się, że on jest bardziej angielski niż japoński. Ciekawe czy jakieś japońskie tropy można odnaleźć w jego książkach.
Och, Ishiguro uwielbiam, ale wedle moich informacji on jest totalnie zasymilowany i japońskie to ma już chyba tylko nazwisko, więc na jakiekolwiek jap. tropy raczej bym u niego nie liczyła :)
A Yamada wygląda interesująco, tylko szkoda, że w mojej bibliotece go nie uświadczysz…
Jeanne ja bym dała Yamadzie jeszcze trochę czasu na pojawienie się w bibliotece, bo to w sumie dość świeża książka :)
u mnie na półce;)) czeka na „swój” moment;)
zakupiłam. czeka na swoją kolej. :)
Witam,
na stronę lekturki trafiłam zupełnie przypadkiem. I bardzo się cieszę że trafiłam :) przeczytałam kilka recenzji książek które się tu pojawiły i bardzo mnie zainteresowały, zwłaszcza „W pogoni za dalekim głosem”. Byłam nawet w bibliotece w poszukiwaniu tej ksiązki ale niestety nie udało mi się jej znaleźć. Dlatego jeśli oczywiście jest możliwość bardzo chętnie skorzystam i przygarnę książkę do swojego domu, przeczytam i podzielę się z Wami moimi refleksjami na jej temat :)
Nie wiem jak bardzo japoński jest Ishiguro ;) W każdym razie głównym bohaterem pierwszej jego książki, jaką czytałam był Japończyk i akcja działa się w Japonii („Malarz świata ułudy” – kocham go za ten tytuł). A zasymilowany pewnie jest, w końcu nie miał nawet 10 lat, kiedy wyprowadził się z Japonii do Anglii. Moja ciocia pracuje w Niemczech z facetem, który miał 9 lat, kiedy wyprowadził się z Polski i on nie potrafi nawet „dzień dobry” powiedzieć. Aczkolwiek moja ciocia mocno go podejrzewa, że rozumie po polsku. To tak a propos asymilacji. :)
bardzo ładny stosik masz do oddania :) „Doktor Glas” wygląda zachęcająco… Jak tam wrażenia po lekturze Marai’a? Mnie się „Żar” bardzo podobał, niby niewielka książeczka, a taki ładunek emocjonalny. przynajmniej dla mnie. pozdrawiam
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane