„Trzeci człowiek” Graham Greene

O „Trzecim człowieku” Grahama Greene’go nie można pisać w oderwaniu od znakomitej filmowej adaptacji z 1949 roku. Oba dzieła są ze sobą niemalże ontologicznie powiązane – nie byłoby filmu Carola Reeda bez noweli, tak samo jak nie byłoby noweli Greene’go bez zamówienia na scenariusz, które złożył ówczesny baron kina brytyjskiego – Alexander Korda. Greene we wstępie do noweli pisał o tym tak:

„Trzeci człowieknigdy nie miał być niczym więcej niż materiałem do kina. Czytelnik noweli dostrzeże spore różnice między wersją książkową a filmową, niech jednak nie myśli, że zmiany zostały wymuszone na opornym autorze – najczęściej to sam autor je proponował. W tym przypadku film jest lepszy od noweli, gdyż on stanowi ostateczną wersję opowieści” [s. 10]

Praca nad scenariuszem do  filmowego „Trzeciego człowieka” nie była pierwszą (ani ostatnią) przygodą angielskiego pisarza z X muzą. Właściwie to mieli długoletni romans, który zaowocował obecnością nazwiska Grahama Greene’go w grubo ponad 50 produkcjach zarówno kinowych, jak i telewizyjnych. Jednak najważniejsze dokonania przypadają na drugą połowę lat czterdziestych, kiedy to, do spółki z Carolem Reedem, udało mu się odbić piętno na brytyjskiej kinematografii przy okazji tworząc jeden z najwybitniejszych filmów w historii kina.

Z premedytacją wybrałam sobie „Trzeciego człowieka” na jedną z wyzwaniowych lektur. Od bardzo dawna miałam ochotę raz jeszcze obejrzeć film Reeda, przez którego zbiorowo najedliśmy się wstydu na zajęciach z historii filmu powszechnego w czasie II roku studiów. Ten film ma dla ogromną wartość sentymentalną. Przypomina mi czasy wczesno-studenckie, kiedy to każdą wolną chwilę rozdysponowywałam między klasykę kina i literatury. To se ne wrati.

Niepoprawny bawidamek i autor brukowych westernów – Rollo Martins – przybywa do Wiednia na zaproszenie swojego najbliższego przyjaciela ze szkolnych czasów – Harry’ego Lime’a. Jak wielkie było zatem zdziwienie Rolla, gdy już na miejscu dowiedział się, że jego druh zginął przed kilkoma dniami potrącony przez samochód. Jako że Martins zawodowo parał się wymyślaniem grafomańskich historyjek o kowbojach, na czas swego pobytu w Wiedniu postanowił wskoczyć w skórę chłopca z Dzikiego Zachodu i dogłębnie przebadać sprawę tego rzekomo nieszczęśliwego wypadku, który wcale nie był tak przypadkowy, jak utrzymują wiedeńscy znajomi zmarłego. I co z tym wszystkim wspólnego ma tajemniczy trzeci człowiek, którego widział na miejscu zdarzenia konsjerż? Czy Harry faktycznie był królem czarnego rynku i okrutnym cynikiem, który zaaranżował własną śmierć, aby zmylić depczącą mu po piętach policję?

„Trzeci człowiek” nie byłby równie niepokojący, gdyby nie Wiedeń: upiorne miasto zdruzgotane działaniami wojennymi, rozdzielone na cztery strefy okupacyjne, miasto odartych z godności ruin, przemienionych w lutym owego roku w owiane śniegiem lodowce [s. 14]. Wiedeń Greene’go jest skrajnie odmienny od tego z powieści Elfriede Jelinek. W „Pianistce” było to miasto uosabiające wysoką kulturę, tak wysoką, że aż niedostępną dla zwykłych profanów. Miasto przesiąknięte kulturą mieszczańską z wytkniętymi wszystkimi wadami tego stanu (ducha). U Greene’go Wiedeń natomiast jest miastem, które przetrwało wojenną hekatombę, ale za cenę rezygnacji ze swego dziedzictwa oraz przyjęcia upodlającej roli przestrzeni rozszarpanej między obcych, którzy traktują to co wiedeńskie, jak swoje, a rodowitych mieszkańców spychając do roli niepożądanych gości. Jest miejscem, z którego zważonej atmosfery emanuje nieokreślony niepokój. Obie książki połączył Prater – to tam Erika z „Pianistki” przyczajała się o zmierzchu, aby obserwować kopulujące pary przypadkowych kochanków. U Greene’go Prater jest natomiast przestrzenią zrównaną z ziemią, nad którą góruje, jakimś cudem ocalały, diabelski młyn – pamiątka dawnej świetności oraz zapowiedź przyszłej.

W pisarstwie Grahama Greene’go najbardziej ujmująca jest niewymuszona uniwersalność przesłania. Pisarz nie bawi się w mentora, zamiast tego w elegancki i stylistycznie dopracowany sposób pisze o sprawach, które nigdy się nie zdezaktualizują. „Trzeci człowiek” nie jest nowelą stricte o Wiedniu, jest raczej oddziaływujacym na wyobraźnię hołdem dla miasta. O jego nieprzemijającej popularności najlepiej świadczy fakt, że przy ulicy  Pressgasse 25 mieści się Muzeum Trzeciego Człowieka, a atmosferę tamtego Wiednia można poczuć na własnej skórze w czasie specjalnego spaceru po miejscach, w których 60 lat temu Carol Reed kręcił film.

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Brytyjskie, Krótkie formy literackie, Lekturki i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „„Trzeci człowiek” Graham Greene

  1. jeanne_n POLAND pisze:

    Film widziałam lata temu i pamiętam do dziś, że zrobił na mnie spore wrażenie, książki niestety nie czytałam, ale po Twojej recenzji zachciało mi się sięgnąć po jedno i drugie :)

  2. zosik POLAND pisze:

    Zupełnie nie jestem obiektywna jeśli chodzi o „Trzeciego człowieka” – za dużo miłych wspomnień się z nim wiąże ;)

  3. Bruixa POLAND pisze:

    Film oglądałam przed laty – robi wrażenie i zapada w pamięć. Książkę przeczytałam półtora roku temu i też mi się podobała – ten sam klimat, mimo pewnych różnic w ekranizacji. Dawno temu czytałam sporo powieści Greene’a i podzielam Twoje zdanie co do uniwersalizmu i ponadczasowości jego prozy przy jednoczesnym braku zadęcia i moralizatorstwa.

  4. zosik POLAND pisze:

    Coraz większy mam apetyt na więcej książek Pana Grahama, który przecież był dość płodnym pisarzem :)

  5. JoanJohnson POLAND pisze:

    Jakiś czas temu dość przypadkowo sięgnęłam po jego książkę „Sedno sprawy”. To był świetny wybór. Czy można po przeczytaniu jednej książki twierdzić, że jej autor stał się jednym z najważniejszych w życiu?
    Pewnie można, ale i tak sięgnę po jego kolejne pozycje.

    Przy okazji: jaka szlachetnie odmieniona strona! Wspaniała szata graficzna.

    Komplementując, kłaniam się.

  6. zosik POLAND pisze:

    Joan dziękuję i kłaniam się w pas :) To bardzo miłe co piszesz.

  7. rzeczyc POLAND pisze:

    Czytajcie Greena, czytajcie, jeśli doceniłyście wspomniane książki, drogie Panie! Na pewno się nie zawiedziecie (no, może z drobnymi wyjątkami). Joan, podobnie jak Ty poczułem taką iskrę, jak sięgnąłem po jego powieść pierwszy raz – i to też było „Sedno sprawy”. A potem już poszło całą serią. Bardzo cenię u pana G. to, że pisząc dużo o moralności, nie wpada (jak już Zosik zauważył) w mentorskie, protekcjonalne klimaty, o które okropnie łatwo w tego rodzaju opowieściach. To dobry ruch, ponieważ czytelnik odbiera historię bardziej osobiście. Polubiłem stoicyzm (taki trochę fatalistyczny) z „Konsula honorowego” i zauroczyłem się „Monsignore Kichote”, szczególnie wyjaśnieniem przez prałata tajemnicy Świętej Trójcy na przykładzie wypijanych butelek wina :) „Podróże z moją ciotką” wypadły jedynie jakoś blado…

  8. zosik POLAND pisze:

    Rzeczyc no masz, a ja chciałam właśnie ku „Podróżom z moją ciotką” skierować swoje dalsze kroki… A i kusi mnie bardzo „W Brighton”.

  9. rzeczyc POLAND pisze:

    No masz ci los! Może lepiej jednak sięgnij po ciotkę, bo tak naprawdę nie znasz mnie i mojego gustu, a pan Graham jest na tyle dobrym pisarzem, że spokojnie może się okazać, że to jest TA lekturka, o którą Ci chodzi. Mnie nie przypadła do gustu, ponieważ chwilę wcześniej czytałem jego bardziej zasadnicze i poważne rzeczy (Sedno sprawy, Spokojny Amerykanin) i nie spodziewałem się takiego lżejszego kalibru. Poza tym może wtedy jeszcze nie dojrzałem do tematu – wiesz, to opowieść o pewnym mieszczuchu, który zostaje wykolejony ze swojej rutyny codzienności i zaczyna odbierać otoczenie bardziej uważnie – a jak ja, prosty student, mogłem się tym jakoś mocniej przejąć? No nie mogłem, może teraz bardziej bym mógł :)
    A „W Brighton” też na mnie czeka

  10. zosik POLAND pisze:

    OK OK. Czyli zła nie jest. To dobrze :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>