“Ludowy akt miłości” James Meek
James Meek popełnił (a używam tego określenia z premedytacją) powieść zawiesistą, przytłaczającą nadmiarem opisów, właściwie nadmiarem słów w ogóle. Zgłębiającą ciemne zakamarki ludzkiej natury. Mroczną, jak syberyjska zima, w czasie której rozgrywa się wątłą, wręcz przeciekającą między palcami, akcja “Ludowego aktu miłości”.
Przebrnięcie przez powieść Meeka zajęło mi niemal tydzień. Obyło się bez szczególnego entuzjazmu za to z umiarkowanym zainteresowaniem wobec kolejnych meandrów fabuły. Nie dlatego, że “Ludowy akt miłości” (skądinąd nominowany do Nagrody Bookera w 2005 roku) jest literacko ułomny. Nie. Powód jest zgoła odmienny.
James Meek nie ukrywa swej fascynacji Rosją. Ujawnia się ona zresztą w co drugim zdaniu. Meek wszedł w skórę rodowitego Rosjanina i pisze tak, jakby nie był londyńczykiem, a człowiekiem wschodu. “Ludowy akt miłości” dzięki temu jest powieścią wolną od kulturowego skrzywienia. Spojrzenia obywatela zachodu, który bądź to nad wszystkim dziwuje, bądź filtruje zastany świat poprzez swój (zachodni) światopogląd. Meek niczemu się nie dziwi, bliższa jest mu raczej postawa zaintrygowanego obserwatora. “Ludowy akt…” jest bardziej rosyjski niż niejedno rosyjskie dzieło, co w mym odczuciu wcale nie jest zaletą.
Historię opowiedzianą w powieści bez trudu można podsumować w kilku zdaniach i de facto trudno uwierzyć, że groteskowa rzeczywistość, w której obracają się postaci nie jest wytworem pisarskiej fantazji autora, a opowieścią snutą na kanwie autentycznych wydarzeń.
W 1919 roku do okupowanej przez garstkę czeskich żołnierzy, mieściny w samym sercu syberyjskiego pustkowia, przybywa samotny wędrowiec – uciekinier z kolonii karnej. Pojawienie się mężczyzny ożywia skostniałą społeczność. Budzi niepokój zarówno pośród okupantów, jak i rdzennych mieszkańców – członków prawosławnej sekty skopców, żywych aniołów, którzy uwierzyli, że poprzez kastrację (i spalenie “kluczy do piekła”, jak nazywali genitalia) zyskają zbawienie. W “Ludowym akcie…” mnóstwo jest pozorów. Każda postać ukrywa się za maską, a konieczność życia wbrew sobie w ciągłym kłamstwie czyni z bohaterów powieści Meeka jedne ze smutniejszych postaci w literaturze. Uwiązane do swych nieprawdziwych wizerunków, zniewolone ukrytymi pragnieniami.
Jednak “Ludowy akt miłości” to przede wszystkim opowieść o różnych obliczach fanatyzmu. Zarówno religijnego, jak i politycznego. To także powieść o sile poświęcenia. Myślę sobie, że czytelnicy lubujący się w dostojewszczyźnie, po lekturze książki Jamesa Meeka powinni poczuć się ukontentowani. Ja jednak do grona “dostojomaniaków” się nie zaliczam, w związku z czym “Ludowy akt miłości” wspominam z dość mieszanymi uczuciami, jako interesującą, ale nie porywającą powieść o Rosji.
Ocena: 














Bedę musiała przemyśleć ewentualną proozycję jej przeczytania – powieśc o Rosji a ja jestem ostatnio pod wrażeniem Rosji choć wścieka mnie ich polityka to jakoś tak ten kraj mocno nie intryguje.
Myslę że zwyczajni ludzie tej narodowości są tacy podobni do nas- dusza takiego który chce z kimś wypić , pełnego ciepła rosjskiego meżczyzny.
Choć.. polityka mocno determinuje ich charakter.
Mam bardzo podobne podejście do Rosji. Pod pewnymi względami jest dla mnie krajem niezrozumiałym i odrażającym, z drugiej jednak strony to wszystko co ma do zaoferowanie jest tak niebywale intrygujące. Poza tym od zawsze mieli genialnych pisarzy.
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Złota pagoda" Yukio Mishima
przy łóżku "Pokonani" Iriny Głowkiny - wciąż, bo czyta się świetnie, ale powoli ;-)
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan