Długi spacer we własnym towarzystwie – rzecz bezcenna, ale o zbawiennym wpływie tartego jabłka na pracę jelit już nie miałam pojęcia. Uświadomiła mnie dopiero „Księga ziół” Sandora Marai, ale na szczęście dla czytelnika (i literatury w ogóle) ten czarujący zbiorek odautorskich mądrości nie ogranicza się li tylko do rad dotyczących fizjologii. O nie. „Księga ziół” to książeczka tyleż miła dla oka co pożyteczna w swym przesłaniu. Marai bowiem postanowił podzielić się z czytelnikami swymi poglądami na życie, które wg niego ma być szlachetne, pożyteczne i zdrowe, upływające w zgodzie z naturą oraz wrodzonymi predyspozycjami. Choć, będąc szczerym, głównie w zgodzie z naturą samego autora, który zdradza pewne objawy starokawalerskiego stetryczenia (choć, co ciekawe, wcale kawalerem nie był) a nade wszystko podkreślał znaczenie misji jaką mają wszyscy Ci, którzy poprzez pracę rozwijają ducha, czyli mówiąc krótko – służą sztuce, a sztuce można służyć tylko poprzez samodyscyplinę i ascezę. Pewnie, że niektóre ze wskazówek Maraia w konfrontacji ze współczesnością brzmią nieco anachronicznie, pewnie, że niektóre są pretensjonalnymi banialukami, ale cóż z tego skoro lektura „Księgi ziół” wciąż daje wiele przyjemności, a wiele oryginalnych spostrzeżeń Maraia wciąż zadziwia swą trafnością.
A tutaj: The best of Marai (wybór mój)
O podróży
Nie wolno podróżować samemu. Samotny podróżny wykonuje coś w rodzaju pracy przymusowej. Podróżować można jedynie w towarzystwie taktownym i budzącym zaufanie. Towarzystwo kobiety o duszy wrażliwej i czułej bądź uważnego i cierpliwego przyjaciela uwielokrotnia przeżycia doznawane w podróży, potęguje barwność rzeczy godnych zobaczenia (…).
O tym, że choroba jest wypoczynkiem
(…) Choroba jest wypoczynkiem, to truizm. Dlatego uprzedź nakaz natury, przymusowy urlop, i wstaw do rejestru twojego rozpędzonego życia drobne, sztuczne choroby, abyś mógł sobie odpocząć. I choć jesteś w doskonałym zdrowiu, nie opuszczaj czasem przez jeden dzień swojego łóżka.
O tym, że ćwiczenia cielesne nie zawsze są zdrowe
(…) Być może jedynym rodzajem hartowania ciała na jaki możemy sobie pozwolić, jest spacer, jesteśmy jak więźniowie, którzy przez jedną godzinę w ciągu dnia chodzą dookoła więziennego dziedzińca. Praca jest największym więzieniem.
O czytaniu
Czytać należy intensywnie. Czasami powinieneś czytać z intensywnością większą od tej, z jaką pisano tekst, który czytasz. Czytać należy gorliwie, z pasją, z uwagą i bezlitośnie. (…) Czytać trzeba elegancko, wielkodusznie. Czytać należy tak, jakbyś w celi śmierci czytał ostatnią książkę, którą ci przyniósł strażnik więzienny. Czytać trzeba na śmierć i życie, bo to największy ludzki dar. Pomyśl: tylko człowiek umie czytać.
O hartowaniu się i regulaminie
(…) Nie możesz od piątej do wpół do szóstej po południu rozmawiać z Bogiem, jeśli w nocy i w ciągu dnia żyłeś jak świnia.
O tym, że kultura wymaga wiele odwagi
(…) Ludzie w skrytości wiedzą, że wszystko co prawdziwe i ludzkie, a więc rzeczywiste, zostało poczęte we krwi, pocie i pasji, ale chętniej szepczą ze spuszczonymi oczyma, że dzieci przynosi bocian. Bo tak jest milej i wygodniej. Ale kultury bocian nie przynosi.
O gościnie
Bycie gościem – to jedno z najmilszych i najbardziej uprzykrzonych zniewoleń. (…) Bycie gościem – to niewola. Zapraszanie kogoś w gości jest świadectwem dużej duchowej szorstkości i samolubstwa. Nawet przyjęcie zaproszenia na kolację jest nad wyraz ciężkim, nudnym i męczącym obowiązkiem. Najstosowniej jest spotkać się z przyjaciółmi w restauracji, wieczorem o godzinie dziewiątej, by o jedenastej wrócić do domu; przy czym każdy zapłacił swój rachunek.
O cygarniczkach z filtrem
Po czterdziestce wskazane jest palić papierosy przez cygarniczkę z filtrem. Te cygarniczki napełnione mineralnym wkładem wchłaniają jedynie nieznaczną część produktów spalania nikotyny i papierosowej bibułki, a przecież w niemałym stopniu pomagają. Nie uchronią przed zatruciem nikotyną, ale łagodzą poranny kaszel i śluzowatą chrypkę. Polecam wszystkim.
O twórczości i wykształceniu
(…) Nie jest znowu tak ważne, abyś pisał codziennie; ważniejsze, byś codziennie czytał. Zawsze miej czas na kształcenie, codziennie. (…)
O marchwi
Przekonałem się, że drobno utarta surowa marchew, podlana sokiem z cytryny, jest na tylko orzeźwiającym pożywieniem, lecz koi nerwy, a zwlaszcza nerwy oczne. (…)
Może Cię również zainteresuje:
- „Tajemnica Abigail” Magda Szabo (aka „Tajemnica Abigél”) 19/03/2008
- Mocne 12/09/2010
- „Gulasz z turula” Krzysztof Varga 15/09/2009
- Pielewin raz jeszcze 15/07/2008










U mnie „Księga ziół” ma stałe miejsce przy łóżku – lubię sobie po nią sięgnąć od czasu do czasu i podczytywać na chybił-trafił, właśnie ze względu na takie perełki :) Nie wiem, czy znasz „Dziennik” Sandora Marai – jeśli nie, to polecam, bo naprawdę warto go przeczytać!
Mam „Wyznania patrycjusza”, czytałam „Żar”, a „Dziennik” mam nadzieję kiedyś przeczytać :)
O kurcze, to bezcenne! Muszę się więcej zabrać za tego autora. Na razie czytałam tylko „Pierwszą miłość”, która była wspaniała. Też bym chciała kiedyś przeczytać „Dziennik”, ale jest tak zabójczo drogi! :|
Czuję się bardzo zachęcona, muszę poszukać tej książki! *^v^*
Pani Katarzyna: „Dziennik” prócz tego, że zabójczo drogi to jeszcze zabójczo gruby przy okazji :) Ale to nie będzie zwykła lektura – to będzie uczta.
Jaonna: Chyba ze znalezieniem nie powinno być problemu. Czytelnik właśnie wznowił „Księgę ziół”, która miała już kilka wydań wcześniej, więc myślę, że spokojnie można szukac w bibliotekach – ja swoją właśnie tam znalazłam.
nie czytałam jeszzce nic Marai’a. Poszperam w bibliotece. Ostatnio sporo osób o inm mówi (pisze).
Miałam kiedys „ksiegę” pożyczoną z biblioteki, ale szybko doszłam do wniosku, że to książka, którą trzeba mieć na wałsność. Bo nie da sie jej czytać „ciurkiem”, należy do niej po prostu zaglądać od czasu do czasu, powoli wyłuskiwać jej wdzięk i mądrość. A pod tymi cytatami mogłabym sie podpisać oburącz. No, może darowałabym sobie cygarniczki z filtrem ;).
Mary: Myślę, że warto :)
Peek: zdecydowanie „Księga ziół” to coś trzeba mieć na własność, a czytanie ciurkiem jest męczące i niewskazane. Marai ma smaczek i klimacik, ale w małych daweczkach, a cygarniczkę wybrałam ze względu na jej łagodzące właściwości na ranny kaszel. Oprzeć się wprost nie mogłam :)
Słyszałam o nim od innej blogowiczki już kiedyś.
Myślę że tą pozycję musiałabym kupić w bibliotekach chyba tylko 2 są jego 2 inne pozycje.
Nie wiem czy znasz to podam ci linka do tej innej blogiwiczki która też pisze o ksiażkach ale czasem troszkę inaczej:
http://biblioteczka-signe.blog.onet.pl/
Judytta dziękuję :)
Pingback: The best of “Księga ziół” Sandor Marai
Ciekawe, nawet bardzo. Spróbuję to z marchwewką:)
Też jestem ciekawa efektów ;)