
Zamiast produkować się nad jakimś dłuższym postem (Dewey mach do mnie łapką, a ja udaję, że go nie widzę), wolę zaparzyć filiżankę karmelowej herbaty i zakopać się w poduszkach wraz z „Wycieczkowiczami” Viewegha.
Taka dziś jestem leniwa.

Może Cię również zainteresuje:
- Kryzys 13/12/2009










Nie zawsze trzeba się produkować , można poczytać :)))
Indeed :)
Ten obrazek skojarzył mi się z rozpustnymi imprezami w starożytnym Rzymie. Pewnie przez te winogrona… ;)))
Fajny kotek, taplający się w herbatce :)
Kusząca perspektywa, zwłaszcza gdy się siedzi w pracy, za oknem szaro, zimno i jeszcze aż 7h do weekendu… albo tylko 7h ;) pozdrawiam
Inblanco: Kotem to mój nowy filiżankowy ulubieniec. Biorąc pod uwagę gabaryty tego naczynia jednak lepiej pasuje do niego określenie filiżana :) Herbatę z kotkiem pije się wybornie, a owocowo czytelnicza rozpusta w stylu starożytnym – jest to jakaś opcja na weekend :D
Mistralka: Dziś trzymałabym się wersji, że tylko 7 godzin :)
O Boże, skąd taka genialna filiżanka? :O
Z Torunia
Z Torunia, w którym ciągle pada ;) Tutaj jest stronka firmy, z której pochodzi: http://www.roykirkham.co.uk/
Śliczności, dziękuję za linka :) Mam nadzieję, że kiedyś w Poznaniu natrafię na porządny sklep z takimi cudeńkami.
A w ogóle geniusz ze mnie i linka do siebie źle wpisywałam :P
Toż to wakacyjna rozpusta:)A praca leży odłogiem.Kot przesympatyczny.
Ależ cudna filiżanka! To najwspanialsze połączenie, prawda? Ciepły trunek, książeczka, mruczący kot (choćby z obrazka)… :-) Pozdrawiam, M.
A co to za dyskryminacja innych czworonogów, Magdaleno ? ;)))
Moje ulubione połączenie to ciepły trunek owszem, książeczka jak najbardziej, ale do tego duży pies, co to wyłoży się obok i grzeje tak, jak żaden piecyk na świecie. A przy tym jaki to relaksujący widok, taki śpiący pies, zwinięty w obwarzanek (no, prawie).
Pozdrawiam serdecznie :)
Chyba muszę utworzyć frakcję wielbicieli psów, bo zaprzyjaźnienie blogowicze, coś tylko o kotach i o kotach… Chociaż w zasadzie to rozumiem. Bo moja ukochana kocica, czarna jak węgiel Jadzia, przez dobrych 14 lat była ulubienicą domu. I tęskno nam czasami za kocim towarzystwem.
Nutta: trzeba sobie jakoś osłodzić te chłody.
Magdalena, Inblanco :) :) Faktycznie ostatnio non stop o tych kotach, ale tak jakoś się złożyło, że jestem wielką miłośniczką kotów, która jest (jak to ujął mój alergolog) trochę uczulona na kocią sierść ;) Waham się czy brać jakiegoś kociaka, bo uwielbiam kocie towarzystwo, a mój domowy kocur (lat 13) zakończył swój żywot na wiosnę (na niego byłam uczulona bardziej niż trochę nawet ;). Niemożność posiadania kota rekompensuje sobie kocimi gadżetami, do których mam słabość, jak widać ;)
Ja koty bardzo lubię i ciągle marzę o kocie, ale na pierwszym miejscu zawsze będą psy. Chętnie dopiszę się więc do Inblnacowej frakcji wielbicieli psów ;-). Bo kot fajnie żeby był, a pies musi być!
Pingback: Dzisiaj jestem leniwa