Właśnie, straszne, ale bynajmniej nie dlatego, że debiutancka powieść Anny Fryczkowskiej jest zła – bo nie jest. To zgrabna opowiastka głęboko osadzona w babskim grajdołku – tym iście kobiecym piekiełku zgotowanym przez same zainteresowane, ale przy sporym współudziale mężczyzn.
W książce Fryczkowskiej upatrzyłam sobie remedium na skandynawskie smuty, którymi ostatnio intensywnie się raczyłam. Biedny Wiktor (nie mylić z Wieniediktem od „Moskwy – Pietuszki”) Jerofiejew. Jego „Encyklopedia duszy rosyjskiej” wstrzeliła się w najgorszy z możliwych momentów: zmęczenia materiału po lekturach dużego kalibru, zimnych i przygnębiających. Potrzebowałam odtrutki, a półsłodkie „Straszne historie o otyłości i pożądaniu” zupełnie dobrze sprawdziły się w tej roli.
Weltschmerz trzeba czymś zagryźć. Najlepiej mdląco słodkim ciastem, tłustym kotletem, albo chociaż awaryjną paczką sezamków. Na wczasach odchudzających spotykają się dwie kobietki: znerwicowana egotystka i ciepła klucha. Baśka i Janina. Obie ze sporym życiowym bagażem i skłonnością do podjadania. Na dzień dobry raczej nie zapałały do siebie sympatią, jak pies z kotem: albo warczą, albo ostentacyjnie milczą. Niby takie różne, a jednak obie panie łączy więcej niż mogłyby przypuszczać.
Fryczkowska, w swym pisarskim debiucie, przemyca sporo celnych spostrzeżeń na temat współczesnych niewiast, rozdartych między tym pysznym jedzonkiem, a przymusem noszenia rozmiaru XS. Prochu może i nie odkryła, ale nie o rewolucyjne wnioski przecież tu chodzi. „Straszne historie…” nie roszczą sobie zresztą pretensji do miana socjologicznego portretu kobiety. Nie jest to proza zaangażowana, oceniająca czy potępiająca kogokolwiek, ale, wbrew temu co mogłaby zasugerować różowiutka okładka, nie jest to również głupiutkie czytadełko.
Kilka uniwersalnych problemów, szczypta erotyki, interesująco nakreślone postacie. Zaskakująco udany miks. Prosto i bez nadęcia, ku pokrzepieniu damskich serc.
Ocena: 





Może Cię również zainteresuje:
- Ci wstrętni, pretensjonalni faceci! 31/07/2010
- Być może rozczarowanie roku 27/07/2011
- Biedna Lily Bart 29/07/2010
- „Aparat, który dała mi matka” Susanna Kaysen 19/07/2008










Pewnie patrząc na okładkę nigdy bym tej książki nie wypożyczyła. Wydaje się strasznie infantylna, tymczasem z tego co piszesz to całkiem fajna i niegłupia książka. Dobrze, że czasami można się, jak to mówią, pozytywnie rozczarować ;-)
Infantylna okładka na szczęście w tym wypadku nie idzie w parze z zawartością :) A powieść Fryczkowskiej to niezły odstresowywacz. Pozdrawiam!
Zdecydowanie ta Pani nie lubi kobiet, które będąc otyłe, miały w sobie tyle woli walki aby stać się kimś innym. Zenujące to wszystko