„Metafizyka rur” Amelie Nothomb
Króciuteńko o kolejnej króciutkiej książeczce Amelie „Niesforne dziecko literatury” Nothomb. Przeczytałam ją tuż przed wyjazdem na kanikuły i jak się okazuje – nie wiele z niej zapamiętałam i to chyba nie tylko dlatego, że głową byłam w chmurach a w myślach pakowałam już walizki. „Metafizyka rur” zrobiła na mnie wrażenie powiastki nazbyt wykoncypowanej. Wydumanej i przekombinowanej, jak na coś co wyrasta z autobiograficznych doświadczeń.
Panna Amelka tym razem opowiada o swoim ekscentrycznym dzieciństwie na ziemi japońskiej, gdzie dzieciątka do lat trzech traktuje się niczym bóstwa. Zrodzona z belgijskich dyplomatów, urodzona na Dalekim Wschodzie, wrasta pośród ludzi usłużnie grzecznych, którym można bez trudu wejść na głowę. Co też bystre dzieciątko z sadystyczną przyjemnością czyni na każdym kroku. Jednak zanim Amelka odkryła pokłady, przynależnej jej godności, władzy, przez dłuższy czas była czymś w rodzaju warzywka, ową tytułową rurą, przez którą przepływało jedzenie. Dopiero po półtorarocznej dobrowolnej abnegacji przerodziła się w młodocianego zuchwalca.
I mniej więcej o tym jest „Metafizyka rur”. Ciekawa (głównie ze względu na japońskie tło), ale nie porywająca. Nazbyt wykoncypowana przez co sztuczna, dlatego miast zachwytów tym razem czwóra z minusem.









Rozczarowałam się co do książek Nothomb – są płytkie a ich bohaterka po prostu… hm, głupia. Będąc urodzoną i wychowaną w japońskim kręgu kulturowym nie wiadomo dlaczego na każdym kroku zachowuje sie jak 100% zachodnia europejka albo amerykanka, próbując walczyć z japońskością Japonii. Tylko po co o tym jeszcze pisać ksiązki?
Tę ksiazkę przeczytałam dopiero za drugim podejsciem. U Amelie czesto rażą mnie jej dowody na to, ze wszyscy ludzie pochodza od małpy, a ona jedna od Boga. Aż sie wierzyc nie chce, że w „Rtęci” potrafiła byc taka urzekająca.
Dziewczyny świetnie to ujęłyście. Poczucie wspaniałości i wyższości Amelki nad resztą ludzkiego narodu jest nie-do-zdzierżenia. Trochę skromności by jej nie zaszkodziło, a „Rtęć” będę mieć na celowniku :)
znowu mamy kompletnie odmienne wrażenia i odczucia;)
Ale to dobrze, ciekawie jest ,jak nie zawsze się z opinią zgadzamy…
W takim razie jestem bardzo ciekawa, jak Ty odebrałaś „Metafizykę rur” Chiaro. Pisałaś gdzieś o niej na swoim blogu?
W związku z powyższym po książkę raczej nie sięgnę ;)
Co do „Berlin Alexanderplatz” – przemęczyłam, czasami było trudno, ale podjęłam się wyzwania, więc postanowiłam się wywiązać ;) Teraz czeka mnie kolejna książka w związku z wyzwaniem – „Chłopiec z latawcem”. Powinno czytać się lepiej, niż styl Doblina.
Enga „Chłopiec z latawcem” podobno jest super. Mam go na liście „must read” :)
Zosiku, nie pamiętam, czy pisałam, bo huk czasu temu czytałam….naprawdę baaaardzo dawno temu. Ale wiem, że mi się po prostu podobało. Ja po prostu bardzo lubię postać autorki, za jej megalomanię też, bo jest jedną z niewielu mi „znanych” osób, która umie się wywyższyć w taki sposób, że mi się on podoba a nie irytuje mnie, drażni, czy złości;)
Z pozdrowieniami.
sprawdziłam u siebie na blogu, nic nie ma, więc czytałam faktycznie daaawno temu;)
Pozdrawiam!
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane