„Kolory miłości” Preethi Nair

Nie chcę, ale muszę. Nie wiem kto tak powiedział, ale mogłabym się podpisać pod tymi słowami. Oto bowiem ścierają się we mnie dwie wykluczające się wzajemnie postawy: lenia i pedantycznego recenzenta, który sobie nie daruje jeśli w kilku zdaniach nie wspomni o „Kolorach miłości” Preethi Nair – książce przecudnej urody (jak powiedziałaby pewna pani profesor z UJotu). Więc sami widzicie – nie chcę, ale muszę.

Przyjemniejszej wakacyjnej czytanki nie mogłam znaleźć, dość powiedzieć, że tą uroczą opowiastkę o angielskiej Hindusce – początkującej malarce i prawniczce z przymusu, połknęłam w ciągu jednego, deszczowego, popołudnia. Wyciągnięta na kanapie, z dużą ilością pysznej herbaty summer pudding w podorędziu, bo akurat tego dnia lato mogłam znaleźć tylko w filiżance. I ku memu zaskoczeniu, częściowo autobiograficzna powieść Preethi Nair okazała się porywającym remedium na słotę.

Tym co najlepsze często rządzi przypadek. „Kolory miłości” wydłubałam w miejscowej bibliotece (która już nie raz zdumiała mnie swymi zasobami) i wypożyczyłam na doczepkę, skuszona miejscem akcji (Londyn) oraz środowiskiem angielskich hindusów. Od zawsze intrygowało mnie pojęcie kultury widzianej oczami obcego – w znaczeniu osoby wywodzącej się spoza danego kręgu, podobnie, jak rozmaite etniczne wpływy tudzież kulturowe mieszanki. Interesuje mnie spojrzenie zahukanego cudzoziemca, przybysza z innej kultury, który na swój sposób próbuje się dostosować. „Kolory miłości” w pewnym sensie podejmują ten temat. Główną bohaterką jest niemal zupełnie zasymilowana z Brytyjczykami Nina, która jednak tak do końca od swych indyjskich korzeni uwolnić się nie może. Nie pozwalają jej na to zgorzkniali rodzice, nie potrafiący pogodzić się ze swą emigrancką dolą, rozdarci między Indiami i zimną Anglią. Chcą zjeść ciastko i mieć ciastko: oswoić na swoje potrzeby to co obce jednocześnie nie wyrzekając się swej etniczności.

Z grubsza poukładane życie Niny obraca się w pył. Zdradzona przez ukochanego (nie – Hindusa), z którym czyniła przymiarki do zamążpójścia, wciąż nie pogodzona ze śmiercią najbliższej przyjaciółki, przywiązana kontraktem do znienawidzonej, ale prestiżowej pracy w kancelarii, swatana z rozmaitymi nudziarzami i, jakby tego było mało, molestowana przez guru z obrzydliwym uzębieniem. To zabawne, ale właśnie owa obleśna dziadyga przyczyni się do przełamania życiowego impasu, który zresztą uczyni z Niny, trochę wbrew jej woli, mistrzynię w żonglowaniu kłamstwami. Jak bowiem powiedzieć rodzicom, osobom prostym i twardogłowym, że właśnie z hukiem porzuciło się karierę prawniczą i od teraz będzie się żyć z malowania? Rozsądniej będzie pewne fakty przemilczeć i dla świętego spokoju dać się wyswatać z jakimś poukładanym Hindusem, a po cichu malować. I w tym miejscu Nair zmajstrowała konwencyjny zwrot. Przypadkowo jedna z prac Niny wpada w oko znanemu marszandowi, który chce więcej. Chce Farukiego, Faruki nie istnieje, więc trzeba go stworzyć na potrzeby marketingu. Jeśli dotąd „Kolory miłości” były świetne, od tej chwili stają się kapitalne! Nair nie rezygnując z aspektu obyczajowego, pokazuje zupełnie nowe oblicze, dowcipnie i z polotem opisując pozerstwo artystycznego światka oraz kulisy pracy agentki sztuki. Najbardziej ubawiły mnie fragmenty, w których pisarka łobuzersko puszcza oko do krytyków sztuki, którzy (a wiem to z po części z autopsji, edukacja zobowiązuje) z lubością dorabiają ideologię nawet tam, gdzie na próżno jej szukać. Cóż, taka specyfika ich profesji ;)

Czy coś mi się nie podobało? Tak, durny tytuł mianowicie, mający się tak do oryginalnego „Beyond Indigo”, jak kwiatek do kożucha, czyli nijak. Poza tym znakomita lektura. Lekka, zgrabna, wciągająca i bardzo przyjemna.

Ocena: ★★★★★★

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Brytyjskie, Kobiece, Lekturki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „„Kolory miłości” Preethi Nair

  1. peek-a-boo POLAND pisze:

    faktycznie, tytuł sugeruje zupełnie coś innego, niż przedstawiona przez Ciebie treść. I gdyby nie Twój opis, przeszłabym obok regału w empiku nie zwracajac uwagi na te ksiazke. a tak pewnie sie rozejrze i zajrzę. Co będzie potem, to sie jeszcze okaże;)

  2. chiara76 POLAND pisze:

    znam, też mi się podobało;)

  3. be.el. POLAND pisze:

    Bardzo, ale to bardzo bym chciała przeczytać. Po jej Stu odcieniach bieli dosłownie zakochalam się w takich klimatach. Kilka osób później polecało mi recenzowaną przez Ciebie książkę- widzę, że naprawdę warto. Zatem polowanie TRWA!

  4. szamanka30 POLAND pisze:

    Będę miała na uwadze.Na razie poluję na „Sto odcieni bieli”.

  5. pannakotta POLAND pisze:

    I ja się zgodzę z Peek-a-boo, rzeczywiście tytuł nie oddaje przedstawionej przez Ciebie treści. Wydawca książki powinien zaklejać go Twoją recenzją! Cudna!

    A z Ciebie to jest niezła kokietka ;-)) Tak świetne teksty piszesz w stanie lenistwa? To co będzie jak włączy Ci się opcja perfekcyjnej pracoholiczki? ;-)))
    Oczywiście żartuję! Na książkę muszę koniecznie zwrócić uwagę, bo z tego co piszesz, to może być miły dodatek do nieuchronnie zbliżających się jesiennych wieczorów :-)

  6. be.el. POLAND pisze:

    A ja wróciłam zzakupów z filmem- Monsunowe wesele, które w 2001 roku dostało Złotego Lwa w Wenecji. Reżyseria- Mira Nair- to siostra Preethi, o ile mi wiadomo:)

  7. zosik POLAND pisze:

    Peek: tytuł jest do d… na kilometr pachnie jakąś tandetą. Biłam się z myślami (hehe) czy jednak ją wypożyczyć.
    Chiara: :)
    Be.el: a ja muszę „Sto odcieni bieli” gdzieś upolować, a „Kolory…” polecam. A z tą Mirą Nair to mnie zaskoczyłaś. Myślałam, że to tylko zbieżność nazwisk. „Monsunowe wesele” uwielbiam, podobnie jak „Vanity Fair”.
    Szamanka30: to ja się do polować dołączam :)
    Pannakotta: tak jakoś wyszło;) samo się wysmażyło i i do tego dłuższe niż zakładałam. Uważam, że „Kolory…” będą świetne na jesienny impas.

  8. be.el. POLAND pisze:

    Będę polować na kolejny film. A o siostrze ktos mi napisal, jak też pialam „ach i och” na temat książki Nair

  9. rr-odkowa POLAND pisze:

    Hmmm…. oglądałam kiedyś tę książkę w mojej ulubionej bibliotece i odłożyłam na półkę. A to wszystko przez tytuł i pewnie niezbyt zachęcający opis z tyłu (o ile dobrze pamiętam). Ale teraz przynajmniej wiem gdzie jej szukać. Dzięki Zosik za świetną recenzję :-).

  10. zosik POLAND pisze:

    Rr-odkowa witaj i mam nadzieję, że spodoba ci się równie, jak mi :)

  11. Judytta POLAND pisze:

    Czytałam !!!
    I bardzo mi się podobała :)))

  12. rr-odkowa POLAND pisze:

    Zosik dzieki :-) Odwiedziłam dzisiaj bibliotekę, ale „Kolorów miłości” akurat nie było. Może nastepnym razem będę miała więcej szczęścia.

  13. zosik POLAND pisze:

    Judytta: cieszy mnie to niezmiernie
    Rr-odkowa: Polowanie na książki w bibliotekach ma w sobie coś fascynującego i irytującego zarazem. Nigdy nie wiesz co Ci się trafi :) I choć starannie opracowuję listę lektur przed każdą wizytą zawsze wychodzę z zupełnie innymi pozycjami :)

  14. rr-odkowa POLAND pisze:

    Zosik to dokladnie tak samo jak ja:-) Znam te biblioteke od podszewki, pracowałam w niej kilka lat, a mimo to zawsze znajde coś nowego, innego niż planowałam. Dzisiaj przyniosłam do domu 7 książek, z czego tylko „Kwietniowa czarownica” była zaplanowana. Reszta to tzw. „żywioł” – m. in. K. Desai i H. Mulisch – „Odkrycie nieba”.

  15. zosik POLAND pisze:

    Kusisz :) Mój termin zwrotu coraz bardziej się przybliża, a ja niczym mantrę powtarzam, że będę szukać tylko „Trzeciego człowieka” ewentualnie jakiejś innej małej książeczki. Się zobaczy co z tego wyjdzie.

  16. dronka POLAND pisze:

    czytałam jako pierwszą książkę autorstwa Preethi i…połknęłam natychmiast bakcyla na następną. Baaaaaaardzo ciekawa powieść (osobiście lepsza wydaje mi się 100shade of white), choć tytuł nie zachęca do sięgnięcia. Moją uwagę przykuł fakt, że imię autorki musiało mieć coś wspólnego z Indiami. Dla ludzi, którzy siedzą w tej kulturze, idealna na relaks.

    p.s. czy ktoś posiada namiary, gdzie można zakupić GYPSY MASALA?

  17. zosik POLAND pisze:

    Dronka pewnie na Amazone, choć nie powiem miło by było gdyby ją ktoś zdecydował się jednak wydać po polsku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>