Powiem krótko: Nie przekreślam Johanny Nilsson, ale również nie przyłączę się do chóru pobrzmiewających tu i ówdzie (i jeszcze tutaj) zachwytów. „Sztuka bycia Elą” nie zrobiła na mnie aż tak wielkiego wrażenia, jak na mych Szanownych koleżankach, ale (!) jednak jakieś wrażenie zrobiła, a czytało się ją wręcz bajecznie. Właściwie pożera namiętnie, bo Nilsson jest bardzo utalentowaną pisarką, która potrafi pisać dowcipnie i ze swadą o życiu. Po prostu.
Trudno jest być sobą, gdy nie wiadomo kim tak naprawdę się jesteś. W „Sztuce bycia Elą” mamy pełne spektrum rozmaitych ludzkich problemów skupionych w osobie jednej, bardzo niedojrzałej i zagubionej Eli, która choć ma 26 lat nie potrafi w żaden sensowny sposób ułożyć sobie życia. Boi się bycia dorosłą i wiążącego się z tym zaszufladkowania w odgórnie narzuconej roli – skrzyżowania kury domowej z matką i dojną krową. Właściwie Ela w ogóle z życiem sobie nie radzi. Miast stawić czoło swym lękom, porzuciła studia, pracuje w kawiarni, niezdrowo się odżywia i stroni od wszelkich kontaktów, nieuchronnie popadając w coś w stylu społecznego autyzmu. Jedyną przyczynę swych życiowych klęsk widzi w rozwodzie rodziców, z którym wciąż nie jest w stanie się pogodzić, rozpamiętując go w kółko, strojąc fochy i sądząc, że to właśnie rozłam w rodzinie podciął jej skrzydła. I wtedy na scenie pojawia się rezolutna, sześcioletnia Klara, która przewróci do góry nogami porąbany świat aspołecznej Eli. Oczywiście nie od razu i wcale nie tak gładko, ale po licznych (mniej lub bardziej dramatycznych) zawirowaniach wszystko kończy się satysfakcjonująco.
Nilsson napisała ciepłą i błyskotliwą powieść obyczajową z zacięciem społecznym, aczkolwiek z ducha eskapistyczną (i to w najlepszym znaczeniu tego słowa). My, baby kochamy takie książki o życiu, w których wszystkie dramatyczne perypetie prowadzą do zgrabnie skrojonego happy endu. Taka jest „Sztuka…” i coś czuję, że z mym umiarkowanym zachwytem będę w blogerskim światku niemalże odmieńcem. Trudno nie docenić pomysłowości i poczucia humoru autorki i de facto moje jedyne zastrzeżenie, które wpłynęło na ostateczny odbiór książki to, to że nic naprawdę ważnego ze „Sztuki bycia Elą” nie wyniosłam. Owszem, czyta się ją świetnie, ale ani nie skłoniła mnie ku jakiejś głębszej refleksji, ani nie postawiła ważkich pytań. Ale „Rebeliantkę o zmarzniętych stopach” i tak przeczytam (i po cichu liczę, że jakiś wydawca zainteresuje się wydaniem większej ilości Johanny Nilsson). Mam coraz większy apetyt na szwedzką literaturę. Nie mam pojęcia czemu dotąd nie zwróciłam na nią uwagi i czuję, że będzie to moje małe tegoroczne odkrycie.
Solidna czwórka z plusem za całokształt. Z drobnym zastrzeżeniem, ale jednak warto przeczytać.
Może Cię również zainteresuje:
- „Kochający na marginesie” Johanna Nilsson 15/02/2009
- „Rebeliantka o zmarzniętych stopach” Johanna Nilsson 13/11/2008
- „Biała lwica” Henning Mankell 08/05/2008
- „Lato polarne” Anne Swärd 14/11/2009
- „Od Astrid do Lindgren” Kurt Peter Larsen, Vladimir Oravsky oraz autor anonimowy 09/12/2009
- „Karzeł” Pär Lagerkvist 17/12/2008
- „Elisabeth i Katarina” Marianne Fredriksson 09/03/2009










wiadomo, że nie każdemu musi pasować…do mnie trafiła niesamowicie, przeczytałam ją jednym tchem…jak zresztą pisałam w recenzji, to książka, która jest dla mnie ważna…z tych, czy innych względów. Ale of course, rozumiem, że nie każdemu musi się podobać. Dla mnie pod koniec roku, jeśli zrobię ranking naj najlepszych książek czytanych w roku 2008 ona na pewno będzie w czołówce.
Z pozdrowieniami;)
Chiara, ale mi się też podobało :) I też przeczytałam jednym tchem, aczkolwiek po skończeniu dopadły mnie pewne wątpliwości, o których tu wspomniałam.
no wiem, natomiast rozumiesz, miałam na myśli to, że kiedy Ty miałaś zastrzeżenia ja nie miałam do tej książki żadnych;) o!;)
No i dobrze :) Swoją drogą właśnie odgrzebałam Twoją recenzję „Rebeliantki…”. Ty szczęściaro :)
Juz na kilku blogach czytałam o tej ksiązce- w prasie ciiiicho, a tu książka zaczęła żyć własnym zyciem. I te podzielone zdania- od entuzjastcznych achów i ochów po te wyważone. Miałabym ochote sięgnąć po nią , tym bardziej , że dawno nie czytałam nic z lit. skand. Pzdr
No właśnie, na kilku blogach jest o “Sztuce bycia Elą”. Czy Wy się potajemnie umawiacie, jaką powieśc aktualnie czytacie? ;-)) Przyznajcie się ;-))
Lubię takie konfrontacje opinii literackich :) Też szukam Rebeliantki.
Be.el: I to jest najfajniejsze w blogowaniu:) Trafiasz na książki, o których inaczej pewnie byś nie usłyszała.
Matylda: ja tam się z nikim nie umawiałam ;) Samo jakoś wyszło. Może się dołączysz?
Inblanco: Ja też x2 :)
Pewnie po nią sięgnę lecz nie wiem jescze kiedy narazie mam inne pozycje.
Jednak tak to już jest iż nawet w obrębie kliku osób tzw. moli książkowych ta sama książka nie każdemu podejdzie pod gust.
Nie ma ideałów, a „Sztukę bycia Elą” Judytto i tak ci polecam :)