Od tygodnia powinnam siedzieć na Nowych Horyzontach, dokładnie tak jak przez ostatnie pięć lat. Ale nie siedzę, bo jestem „dorosła”, a dorosłość wymaga rezygnacji z pewnych przyjemności. Pocieszają mnie nieśmiało pobrzmiewające głosy, że to już nie są te same Nowe Horyzonty, że publiczność nie czuje tego klimatu, że się chamsko zachowuje, że to już nie święto kina tylko święto lansu. Taka była cena za przeniesienie imprezy z cudnego Cieszyna do Wrocławia.
W każdym bądź razie niemożność siedzenia na gutkowym festiwalu rekompensuje sobie dużo czytając. Wczoraj skończyłam „Klejnot Wschodu. Pamiętnik” Maureen Lindley – być może nie najmądrzejsza, ale za to bardzo przyjemna powieść w sam raz na letni relaks. Dziś mam zamiar skończyć (tfu, tfu, nie zapeszająca) świetny „Kwas siarkowy” Amelie Nothomb. Natomiast jutro, podług wszystkich znaków na niebie i ziemi, wraz z „Pianistką” Elfride Jelinek wybędę służbowo do Warszawy. Choć to ostatnie może jeszcze ulec zmianie, bo nie jestem pewna czy Jelinek sprawdzi się w roli dobrego kompana w podróży.
A wam jak mijają wakacje?
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)










Mnie mijają z książką w ręce:) No i z przeprowadzką na karku. A potem będę uczestniczyła w Jarmarku Folkloru:) Później już wakacje i takie tam;)))
Ja wciąż w Japonii, (tylko na kartach książek, niestety… *^v^*).
Pracuję, czytam, zajmuję się domem i dzieckiem, czytam, pracuję…i tylko czasu na sen brak:) Aha, i czekam na wyzwanie!
Ja urlop miałam w czerwcu, dobrze trafiłam, bo słońce pięknie świeciło. A teraz siedzę w pracy i … nudzę się, bo juz gorący okres minął i pracy niewiele. Zacznie się znów nawałnica z papierami pod koniec sierpnia… ech… I tak poleci już do grudnia. A w pracy wykorzystuję czas na … czytanie (książka na kolankach, pod biurkiem;-). Właśnie kończę „Cząstki elementarne” M. Houellebecqa. ;) Przyznam, że uczucia mam mieszane, ale szala wrażeń przechyla się bardziej w stronę uśmiechu i zadowolenia. A „Pianistka” na podróż to lektura jak każda inna. Byleby Ci się nie trafiła podróż pociągiem w przedziale z zakonnicami i babciami śpiewającymi psalmy, czy inne takie tam… hehe ;)) Choć wtedy „Pianistka” pięknie by kontrastowała ;))
Acha! Wczoraj wdepnęłam do biblioteki i trafiłam na W.Pielewina „Mały palec Buddy”. To przez Ciebie!
A ja czytam, udaję że umiem gotować i jeżdżę na rowerze do biblioteki i spowrotem z całkiem niezłą częstotliwością :) dzisiaj skończyłam i polecam całkiem dobry kryminał „Spirala śmierci” Leeny Lehtolainen – bo mimo że czas wyzwań kontynentalnych upłynął zanim poznałam czytającą społeczność internetową, w samej bibliotece fajny system katalogowania zbiorów dzieli książki na różne strony świata – zaczęłam od Finlandii.
Ah..zazdroszczę Zosik czasu na czytanie, którego u mnie ogromny deficyt:( W tym roku wakacje bezurlopowe i zabiegane, rekompensować będe sobie we wrześniu, mam nadzieję;)
Mbmm: nie zazdroszczę przeprowadzki. Na myśl o tym, że musiałabym te wszystkie moja książki spakować, przewieść i rozpakować przechodzą mnie ciary po plecach. Chyba, że przeprowadzasz się w jakieś fajne miejsce – wtedy warto się poświęcić ;)
Joanna: podczytuję na bieżąco Twoją czytelnie, a tytuły sobie notuję. Ciągnie mnie do Japonii, ale musi jeszcze trochę poczekać.
Ania: pełen podziw :)
Matylda: nie mów nikomu, ale w okresach wielkiej nudy miałam ochotę podczytywać książki w pracowym WC ;) Na biurku nie ma szans, bo jest za bardzo widoczne (chlip;). A co do podróży krawaciarskim IC, w czasie mojej ostatniego służbowego wyjazdu miałam w przedziale posła Zbigniewa „wannę” Wassermana, który siedział z nosem w jakiś papierach i tylko co pewien czas łypał na okiem. Zakonnic się raczej nie spodziewam, choć z drugiej strony, nigdy nie mów nigdy.
Zosia: Witam moją imienniczkę :) Jazda na rowerze do biblioteki wydaje mi się idealną rozrywką, bo łączy hedonistyczne przyjemne z klasycznym pożytecznym. „Spirale śmierci” mam na oku. Od kiedy poznałam Mankella nabrałam apetytu na Skandynawię i jak tylko nadarzy się okazja biorę się za Lehtolainen. Bardzo mnie zaintrygowało, że udajesz, że umiesz gotować ;) To coś jak ja :D
Foxinaa, a jakie masz plany na wrzesień (jeśli spytać wolno)? :)
No proszę, ja też miałam siedzieć na Nowych Horyzontach teraz… I sama nie wiem, czemu nie siedzę, bo wczoraj jeszcze byłam we Wrocławiu. Jakoś już mnie do domu ciągnęło jednak po połtoratygodniowej nieobecności i jeszcze pełna włoskich klimatów, nie miałam nastroju na kino. Ale trochę żałuję…
A co do wakacji, to w tym roku coś kiepsko to wygląda u mnie:( Planuję dalszy wyjazd w zimie, więc teraz chyba będziemy oszczędzać… Krótkie wypad do Włoch zaliczony, może jeszcze we wrześniu gdzieś pojedziemy na trochę:) A, a za dwa tygodnie na tydzień do naszej samotni w górach:)
Nie mam wakacji jeszcze. Tzn. moze i mam? Odkad nie pracuje na caly etat, tylko tak troche i to wolontaryjnie, czuje sie troche, jakbym zrobila sobie mala przerwe w doroslosci :)
Za trzy tygodnie jade do USA, a potem to juz tylko szykowanie do przeprowadzki do Paryza – mamy juz adres mieszkania i jego opis, brzmi cudownie! Musze jeszcze poodwiedzac moje ulubione miejsca w Londynie, ale i tak wiem, ze bede tesknic…
Co do czytania, to zaczelam ostatnio dwie ksiazki, ktore jednak porzucilam w polowie, bo mi sie nie podobaly. Stwierdzilam, ze szkoda czasu czytac cos, co mnie nie interesuje, wrecz drazni (jedna bylo „Post Office” Bukowskiego, druga – w ramach wyzwania miejskiego – „Pejzaze miejskie” Roberta Salvadoriego). Do Bukowskiego juz nie wroce, ale do Salvadoriego pewnie kiedys tak.
Padma: Taka górska samotnia to moje marzenie :) To znaczy nie musi byc górska, bo z górami jestem na bakier, ale samotnia owszem. Gdzieś daleko od cywilizacji, koniecznie z kominkiem i bieżącą wodą. A na zimę szykujesz jakąś większą wyprawę?
Chihiro: Ale ci dobrze z tym Paryżem ;) Może podrzucisz jakieś fotki paryskiej siedziby, bo mało co tak poprawia nastrój (no może poza kupowaniem książek), jak zdjęcia pięknych, przytulnie umeblowanych wnętrz. A wyzwanie miejskie już ruszyło? Czy to taka rozgrzewka?
„Kwas siarkowy” i mnie się spodobał;)
Pozdrawiam…
Podrzuce, ale jeszcze mnie tam nie bylo, wiec jak tylko sie przeniose to porobie takze zdjecia. Podobno dom jest stara piekna kamienica Hausmanna, mieszkanie jasne, na 6. pietrze z widokiem na dachy paryskie – romantyczniej chyba byc nie moze :) I nareszcie podloga bedzie drewniana! (w Anglii wszedzie kroluje wykladzina, a do mojego stylowego londynskiego mieszkanka az prosi sie, by ja zerwac i drewnianej podlodze pod nia pokazac swiatlo dzienne).
Wyzwanie miejskie jeszcze nie ruszylo, tzn. bloga jeszcze nie ma, ale ja juz przeczytalam „In the Wake” Pettersona z Oslo w tle – w ramach wyzwania :)
Chiara: „Kwas…” już za mną. Bardzo dobra książka.
Chihiro: Uwielbiam styl w jakim są urządzane angielskie mieszkania. Są takie przytulne (ujutne – jak to mówią Rosjanie ;) Ciepło pozdrawiam z zalanego deszczem Krakowa.
to ja dodam swoje 5 groszy. Po pierwsze nie ma jak drewniana skrzypiąca pod nogami podloga:-) cudowne przeżycie.
Po drugie co ja bym dała, żeby wyjechac na stałe ale do Włoch:-)
Po trzecie już się ciesze na takie wyzwanie miejskie:-)
To tyle.
Natomiast jesli chodzi o wakacje to już wróciłam z Tatr w tym roku i Mazur a teraz przede mną praca. Poza tym chciałabym jeszcze wyjechac w pażdzierniku tzn marzę by polecieć samolotem bo jeszcze nigdy nie leciałam i obiecałam sobie, że tego dokonam w 2008 roku!
Libreria latanie samolotem jest super :) Moment, gdy odrywasz się od ziemi, ach… Gorąco polecam, aczkolwiek mój entuzjazm do tej formy przemieszczania się nieco podupadł po moim przedostatnim locie.
Nowe Horyzonty nie sa Nowymi Horyzontami odkad sie przeniosly do Wroclawia
ja i moi znajomi zbuntowalismy sie i juz nikt z nas nie jezdzi
he, ale bylam tez m. in. na ostatnim w Cieszynie i bylam mocno zniesmaczona, wszedzie bylo pelno pseudointelektualistow, ktorzy przyjechali sie polansowac na oryginalny ciuch, ja z moja ‘normalnoscia’ czulam sie mocno nie na miejscu :)
Spazmy smiechu, dziwne reakcje, czasami czulam sie jak w towarzystwie licealistow, ktorzy przyszli go kina i smieja sie na kazda wzmianke o seksie, dla mnie najwieksza frajda bylo latanie miedzy Cieszynami, mimo ze ten czeski sliczniusim miasteczkiem nie jest
paradoksalnie, mysle, ze kiedys wypadalo bywac na festiwalu dla filmow, teraz dla lansu; z czegos co bylo autentyczne zrobila sie masowa i komercha
Zosia,czy my przypadkiem nie jestesmy ze tak powiem po jednym fachu?
„Kwas siarkowy” baardzo ale to bardzo mi się podobał zresztą natchnął mnie później na to iż napisałam w tamtym czasie post:
http://judytta.blog.onet.pl/2,ID79154965,DA2006-03-22,index.html
Hmm wakacje… Jak na razie ciągle marzę o nich i z utęsknieniem czekam na koniec praktyk w aptece szpitalnej bo mało do roboty tam jest dla trójki studentów. Jednakże po praktykach nie mam wolnego bo moi szefowie idą na urlop i więcej pracy mi się szykuje w cukierni…Wiesz jeszcze to bym przeżyła tzn. wakacje bez wolnego ale najgorsze jest to, że mam mało czasu na książki!!!:(:(:(
Musiałam też w lipcu zrezygnować na rzecz egzaminu z mojego kochanego tenisa. Jakoś się z tym pogodziłam i żyję ale co to jest za życie?;)
Ruch na kortach ziemnych, jazda na rowerze i wylegiwanie się z książką na balkoniku to byłoby coś. Nie marzę o jakiś tam Karaibach, Seszelach itp. Chyba zbyt dużo nie wymagam co?;)
Zobaczę jak mi się ułoży sieprpień i wrzesień. Może nie będzie tak źle:)
A tak poza tym cieszę się każdym najdrobniejszym szczęściem codziennego dnia i staram się zarażać śmiechem wszystkich. Ostatnio nieźle rozweselam mego instruktora jazdy (bo oczywiście mam za dużo;) czasu i sobie dodatkowe zajęcie znalazłam) który mi powiedział, że „Twój uśmiech mnie rozprasza…” dobrze, że ja jestem skupiona i uważam na jezdnię bo co by się jeszcze mogło stać…dziewczyna za kółkiem i to w dodatku L-ka. Ratunku…;) haha
pozdrawiam serdecznie:)
Planujemy na zimę powrócić na baaardzo dalekie południe, chcielibyśmy dokończyć nasz pierwszy wielki projekt foto, ale jeszcze na razie nie chcę zapeszać, póki biletów nie kupię i pewna wyjazdu nie będę… A co do samotni, to ja akurat góry lubię, ale jak jeździmy odpocząć na działce, to nigdzie się nie ruszam prawie, tylko na wschody słońca wstaje i się snuję po łąkach i lasach;) A potem już tylko leżenie z książką na tarasie… Chociaż tym razem jedziemy z dzieckiem, więc z tym leżeniem może być różnie;)
Oczywiście, że wolno spytać Zosik;) W połowie września planuję za mąż wyjść:)) No i potem zakładamy jakieś mini wakacje, skłanialiśmy się ku Paryżowi, ale okazuje się, że pewna serdeczna osoba chce nam sprezentować podróż niespodzianke, więc nie wiem ostatecznie dokąd pojedziemy:)
Ice33: Pamiętam Cieszyn 2005 – pod względem filmowym to był najsłabsze NH moim skromnym zdaniem. Gucio trochę przegiął z tymi konkursowymi, w których eksplorowaliśmy chyba wszystkie możliwe perwersje. Pamiętam, gdy przed którymś seansem przemówił w teatrze, że mamy się zachowywać ciszej i bardziej kulturalnie. Poza tym to był rok Fassbindera i jego polskiego wcielenia w postaci nawiedzonego pana Małeckiego. Do dziś żałuję, że nie poszłam na ostatnią imprezę w nieodżałowanym festiwalowym klubie kiedy to podobno odstawiał niezłe psoty. Cieszyn, to był Cieszyn. We Wrocku wszystko się rozlazło po kościach, ale pod względem filmowym faktycznie wyszła ta podmiania NH na plus. A co do fachu – ja filmoznawca (już z dyplomem).
Judytta: w wolnej chwili z przyjemnością przeczytam, a i recenzja czeka na napisanie :)
Paulina654: nudne praktyki to musi być dramat, a już nudne praktyki w ramach, których nie możesz nawet poczytać książki w cichym kątku to dramat do kwadratu. Zaintrygowałaś mnie tym tenisem. Jedno z moich wielkich marzeń, wciąż nie zrealizowanych, to nauka gry w niego. Podziwiam Twój optymizm, ja jako typ malkontenta raczej dzielę włos na czworo i wymyślam sobie nowe problemy. Pozdrawiam :)
Padma: To ja trzymam kciuki za powodzenie „akcji południe” :) Strasznie spodobał pomysł ze spacerem o wschodzie słońca z wizją leniwego czytania później. Może nawet uda mi się go zrealizować w sierpniu.
Foxinaa: podróż niespodzianka brzmi świetnie. Suknia na ślub kupiona? Też mnie czeka ten cały galimatias organizacyjny, ale póki co urządzam spychologię stosowaną. W tym jestem najlepsza.
no tez bylam na ostatnim cieszynskim, z Fassbinderem, nawiedzonego faceta tez pamietam, buahaha, gorsze od niego byl chyba cykl kina azjatyckiego kategorii C, do tej pory nie moge sie otrzasnac :)))
ja tez juz po dyplomie dawno, no ale pare lat temu uznalam, ze jeden mi nie wystarczy;/
pozdrowienia