A dokładniej: „Rozmyślania przy makijażu. Życie codzienne Nowego Jorku”. W skrócie: Nuda.
Na początku drugiego roku studiów rozpoczęłam kurs historii sztuki. Pełna, tak typowego dla mnie podówczas, zapału, marzyłam o zgłębianiu tajemnic malarstwa i architektury. Nawet poważnie zastanawiałam się nad podjęciem studiów w tym kierunku. Nie dopuszczałam do siebie powszechnie krążącej opinii, że Pani Adiunkt prowadzi zajęcia chaotycznie i nieciekawie. Ba, jako jedyna na roku twardo łaziłam na coraz nudniejsze wykłady i nawet udawało mi się prowadzić względnie schludne notatki. Do czasu pewnego zaliczenia, a raczej coraz bardziej idiotycznych prób jego zdobycia. Klapki pospadały mi z oczu: przestałam lubić zajęcia z ową Panią i niestety również ich przedmiot, który stał się dla mnie (podobnie jak i reszty roku) prawdziwym utrapieniem. Dalszą edukację z zakresu historii sztuki również sobie darowałam, a i z samą materią byłam ostentacyjnie na bakier przez ładnych kilka lat.
Do tych osobistych wynurzeń zainspirowała mnie lektura Kornatowskiej. Bowiem moje odczucia względem „Rozmyślań przy śniadaniu” są niepokojące zbieżne do tych, które towarzyszyły mi w trakcie zajęć z Panią Adiunkt. Na szczęście dla mnie, nie musiałam z Kornatowską widywać się przez rok, bo gdyby tak się stało, z dużym prawdopodobieństwem przestałabym wzdychać do Nowego Jorku.
Narzekałam na Kamilę Sławińską, ale po przejściu wypocin Kornatowskiej, mogę wybaczyć jej nawet tą niepolityczną skłonność do zadzierania nosa i protekcjonalnego tonu. „Rozmyślania przy makijażu” to kliniczny przypadek fuszerki. Nie można powiedzieć, że autorka jest niesympatyczna (jak Sławińska), bo jest nijaka i bezosobowa. Nie można powiedzieć, że nie potrafi pisać, bo potrafi. Nie można też stwierdzić, że nie jest osobą inteligentną i wykształconą, bo jest. Jednak biegłość rzemieślnika w połączeniu z erudycją to za mało, by powstała ciekawa książka. Nawet jeśli dotyczy Nowego Jorku. Miasta, które nigdy nie śpi. Kornatowska bardzo solidnie podeszła do zagadnienia. Za „Rozmyślaniami przy makijażu” kryje się wiele godzin spędzonych (bynajmniej nie na rozmyślaniach) w bibliotekach, które zaowocowały taką właśnie solidną, aczkolwiek niewyobrażalnie toporną książka, w której autorka sili się na lekki ton co jej (jako naukowcowi przywykłem do pisania w zupełnie innej poetyce) kompletnie nie wychodzi. „Rozmyślania…” to niestety ani poważna monografia miejska, ani rozrywkowa książka o mieście, ani tym bardziej przewodnik po mieście. Zresztą czytałam znaczenie lepiej pisane przewodniki. Zero polotu, zero lekkości. Krótkie teksty przeciekają przez palce. Antologia ciekawostek, które nie są ciekawe. Nie warto, pomimo Nowego Jorku, który powinien bronić się sam.
Swoją drogą, w ramach zajęć z historii filmu powszechnego, czytałam inna książkę Marii Kornatowskiej – monografię Federico Felliniego, która (niespodzianka) jest tak samo drętwa i nudna. Pomimo Fellinego, który swą bujną osobowością i artystyczną duszą powinien bronić się sam.
Trója.
Może Cię również zainteresuje:
- Okrucieństwa nie do przyjęcia 21/08/2010
- „Niania w Nowym Jorku” Nicola Kraus, Emma McLaughlin 30/12/2007
- „America Dream. Niedopowieść” Natalia Bielawska 24/03/2010
- „Piąta aleja” Candace Bushnell 18/12/2008
- „Wyspa klucz” Małgorzata Szejnert 21/05/2009
- „Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny” Kamila Sławińska 14/04/2008
- Biedna Lily Bart 29/07/2010










Nudziarz, jak wiadomo, potrafi zabic kazdy temat. A swoja scieżką straszny lans na Hoppera po okładkach ostatnio;) Kultowa ikona z niego jak nic;P
Peek uwielbiam Twoje trafne podsumowania ;) a co do Hoppera – poświęcono mu w „Rozmyślaniach…” jeden mały rozdzialik.
Wiesz co, Zosiu? Ciesze sie, ze ta ksiazka taka nudna. Az obawiam sie czytac recenzje ksiazek, bo juz bardzo nie chce dopisywac nic do mojej listy :) A o Nowym Jorku z pewnoscia mozna pisac fascynujaco, w koncu miasto jest ciekawe (juz nie moge sie doczekac, az przekonam sie o tym sama!).
Chihiro zawsze do usług :) Tak sobie myślę, że mnie naprawdę trudno zadowolić, stąd sporo tak krytycznych opinii w moim wykonaniu :) A „Rozmyślania…” możesz sobie spokojnie odpuścić. Mam nadzieję, że będziesz dobrze się bawić w NY. Mi póki co zostają książki ;)