Zupełnym przypadkiem nadarzyła się okazja przeczytania kociej powieści Doris Lessing. Skoro okazja się nadarza – nie wypada odmawiać, stwierdziłam. Przetasowałam nieco bieżące plany czytelnicze i rozprawiłam się z „O kotach” w ciągu jednego wieczoru.
Rozprawiłam się nie bez pewnej przyjemności, wynikającej z czytania właśnie o kotach, które ubóstwiam miłością niemalże bałwochwalczą (nawiasem mówiąc na rynku wydawniczym jest całkiem sporo rozmaitej kociej literatury, daleko nie szukając choćby wydany przed miesiącem „Kot filozoficzny” Kwong Kuen Shan), jednak to pod czym podpisała się Doris Lessing zwykłam określać mianem książeczek sympatycznych aczkolwiek przeciętnych. Trochę głupio mi pisać źle o noblistce i takiej przyjemnej książce, ale jednak. Zachwycać nie za bardzo jest się czym. Przez całą lekturę nie mogłam uwolnić się od poczucia, że na powstanie „O kotach” bezpośredni wpływ miał kryzys finansowy autorki bądź naglący ją kontrakt z wydawcą, który głośno domagał się jakieś książki na wczoraj. W takich sytuacjach, gdy brak pomysłu na coś lepszego, można posłużyć się kotami, które jako zwierzaki wdzięczne w opisie, obdarzone wybitnie indywidualistyczną osobowością i psotną naturą, uratowały od śmierci głodowej zapewne nie jednego, sprawnie władającego piórem, właściciela. I właściwie nie ma w tym nic zdrożnego. Z przyjemnością sięgam po kocią literaturę, żeby się pośmiać i posmucić, ale jednak Lessing na tym tle wypada niepokojąco blado.
Koci temat był już wielokrotnie eksploatowany, dość przypomnieć czytane przeze mnie niedawno „Auteczko” Bohumila Hrabala. Fabularnie obie książeczki są do siebie bardzo podobne i można je podsumować w trzech słowach: moje życie z kotami. Jednak u Lessing zabrakło wdzięku i ciepła, które emanowało z powieści Hrabala. Noblistce nie można odmówić atencji względem kotów, ale również emocjonalnego dystansu, czyli czegoś czego bardzo brakowało nękanemu wyrzutami sumienia autorowi „Auteczka”. Dla niej to były po prostu koty, dla niego aż koty. Czyżby Lessing była stereotypową „zimną Angielką”? Trudno mi o to podejrzewać tą uroczą starowinkę spoglądającą z okładki, pozory jednak bywają mylące.
Krótko: Wolę hrabalowskie ujęcie tematu. Po Doris Lessing pewnie jeszcze kiedyś sięgnę, aczkolwiek nie mam zamiaru szczególnie się rozglądać za jej książkami. A „O kotach” to taka sympatyczna czytanka. Nic epokowego, ale przeczytać można.
Może Cię również zainteresuje:
- „Dewey. Wielki kot w małym mieście” Vicki Myron, Brett Witter 13/09/2008
- „Kot, który czytał wspak” Lilian Jackson Braun 21/04/2008
- „Auteczko” Bohumil Hrabal 01/06/2008
- „Pantaleon i wizytantki” Mario Vargas Llosa 09/10/2008
- „Rymowanki dla dużych dzieci” Wisława Szymborska 21/03/2009
- „Pianistka” Elfriede Jelinek 30/07/2008
- „Ciotka Julia i skryba” Mario Vargas Llosa 23/04/2008










Ja z tej książki wydłubałam zaledwie kilka kocich cytatów. A po recenzję „Kota filozoficznego” zapraszam:)
Miałam podobne odczucia czytając „Kota w stanie czystym” Pratchet’a, niby w jego stylu, ale tak nie zachwyca, jak „Świat Dysku”…
Właśnie Mbmm kilka niezłych fragmentów. Nic nad to :(
Joanna: to są takie wymuszone książki, bo jak ktoś koty uwielbia to i tak przeczyta. Krążyłam kiedyś wokół kociego Prattcheta, ale ostatecznie sobie odpuściłam i jeśli to jest coś w stylu Lessing – nie mam czego żałować.
Kupując z oakzji Dnia Książki w Empiku 2 książki 3 cią miałam za darmo i stała się nią właśnie ta.
Przeczytałam częśc rodziałów o Kotach Lessing ale.. jakoś nie byłam z niej do końca zadowlona i tak książkę dałam w darze do bibl.
Powiem ci że jeśli o nią chodzi to nawet nie trzeba kupować jej pzoycji bo zawsze coś się znajdzie w którejś z bibliotek.
Zwłaszcza jeśli się mieszka w dużym mieście to tymbardziej biblioteki stają się zaopatrzone w te najnwosze jej wydania.
W swoich bibliotekach ( bo jest ich kilka do których zaglądam ) widziłam: „Mrowisko” nawet „Szczelina” się pojawiła a także „Piąte dziekco” i kontynuacja o Benie ale one już były wczesniej.
Jednak nie żałowałam iż kupiłam „Przed zmierzchem” którą pożyczyłam znajomej jakiś czas temu.
Po 3 książkach które czytałam w krótkich odstępach czasu miałam jej dość i chyba ponownie sięgnę po jej
„Pamiętnik przetrwania ” który wcześniej nie zmogłam.
Chciałabym jeszcze przeczytać w pierwszym podejściu:
„Mężczyzna i dwie kobiety ” a także „Mrowisko”.
Judytta faktycznie widziałam coś tam Lessing w bibliotekach, ale jakoś zupełnie nie mam na nią ochoty. Nawet specjalnie mnie nie ciekawi. To chyba nie do końca moje klimaty, ale „never say never” ;)
Lessing faktycznie opisuje swoich bohaterów ” na zimno”. Jak widac, jest Panią Lodowatą nawet przy tych małych futrzastych.
Peek pięknie to ujęłaś ;)
Hmmmm ja również mam uczucie mieszane. Przyznam jednak, że książka podobała mi się ze względu na fakt, że sama kota nigdy nie będę miała i za sprawą książki właśnie, mogłam chociaż przez chwilę poczuć, jakby to były moje koty… Poobserwować ich zachowania w danej sytuacji. Momentami miałam wrażenie, że niektóre opisy, wydarzenia z kotem w roli głównej były lekko nagięte, przesadzone, jakieś takie nierealne – ale tak jak wspomniałam, nie mam kota, więc nie mogę tego odnieść do swoich obserwacji.
Witam ja ostatnio czytałam Piąte dziecko ,Podróż Bena, Trawa śpiewa, Lato przed zmierzchem – hm zastanawiam jak to ująć – pamiętam treść nawet miesiąc po przeczytaniu, a pytania jakie zadawałam sobie przy czytaniu pozostaną na długo… Polecam