Zainspirowana cyklem wpisów na temat Waszych książkowych zdobyczy, postanowiłam pochwalić się swoimi łupami.
Na szczęście dla mych finansowych zasobów połowa książek jest po prostu pożyczona. Na przykład taki „Zły” Tyrmanda, na temat którego słyszałam sporo sprzecznych opinii, od zachwytów po zgrzyty. Z resztą skoro już jestem przy temacie wypożyczania, to moja ostatnia wizyta w bibliotece zakończyła się częściowym fiaskiem. Udałam się cała w skowronkach, aby (jak ujął mój Luby) nawdychać się trochę bibliotecznego kurzu, z listą pełną poszukiwanych lektur, z której udało mi się namierzyć tylko Tyrmanda, ale z racji tego, że nie lubię w pełni nie wykorzystywać limitu, wybrałam sobie jeszcze „Kwas siarkowy” Amelie Nothomb oraz „Numer 10″ Sue Townsand (liczę na lekkie czytadełko ze sporą dawką angielskiego humoru).
O „Mojej Antonii” Willie Carther swego czasu wspominał jeden z mych wykładowców, więc tylko gdy zobaczyłam ją w domu rodzinnym na półeczce, od razu została zgarnięta. Podobnie, jak Lodge, któremu mam nadzieję w najbliższym czasie w końcu dać szansę. „Obsługiwałem angielskiego króla” to z kolei czkawka po uroczej ekranizacji Menzla. Naturalną koleją rzeczy ciekawi mnie czy powieść będzie na równi czarująca.
W Taniej Książce udało mi się wyszperać „Skok w dobrą książkę” (jakieś autotematyczne wariactwo), „Człowieka nietoperza” (kryminał z kuszącym wątkiem australijskim) i „Miłość zimniejszą od śmierci” (intrygujący rosyjski kryminał) – książki, które od wielu miesięcy wisiały sobie na mojej liście „must have”.
Po „Kochanicach króla” spodziewam się zajmującej kobiecej lektury na czas wakacji. Uwielbiam te burzliwe losy angielskiej arystokracji i choć zdaję sobie sprawę, że w wydaniu pani Gregory pewnie będzie to bardziej popkulturowa papka na temat Boleynek i Henryka VIII, to jednak dokładnie takiej przystępnie napisanej powieści mi trzeba i już się cieszę na myśl o tych ponad 700 stronach romansów, szwindli i spisków rozmaitych. „Sztuka bycia Elą” oraz „Z wąskim psem do Carcasson” to blogowe inspiracje. Mam ochotę i na coś podróżniczego i porządną prozę obyczajową, więc obie pozycje zapowiadają się po prostu świetnie :) Swoją drogą, w ramach olewania Merlina tudzież Empik.com, postanowiłam dać zarobić jakiejś mniejszej internetowej księgarni i ten sposób trafiłam do Bonito. Mówiąc krótko: jestem zachwycona bo: 1. ceny korzystniejsze niż w tamtych molochach 2. zamówienie skompletowane w ciągu niecałej doby 3. odebrałam osobiście w drodze z pracy, a czy istnieje coś przyjemniejszego niż wizja czekających na ciebie książek?
[po głębszym namyśle być może znalazłyby się ze trzy przyjemniejsze rzeczy]
And the last but not the least: dzięki Shalavie mam „Błękitny zamek” :) Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję :)
[Edit] Od czego zacząć? Pomożecie? Jakieś sugestie?
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)











Gratuluję książek i, korzystając z okazji, z całego serca polecam Fforde’a. Kocham tego faceta! Jeden z moich ulubionych pisarzy współczesnych ;) ‘Błękitny zamek’ to jedna z nielicznych lubianych przeze mnie książek kanadyjskiej ikony, Lucy Maud. Podobnie jak ‘Kwas siarkowy’ Amelie Nothomb. Daje do myślenia ;) Miłej lektury!
Dobrego czytania:)
Anahstasia: O! To się cieszę, że Fforde jest fajny, bo szczerze mówiąc troszeczkę się bałam kupując go co to warte będzie. „Kwas siarkowy” pewnie stosunkowo szybko pójdzie w ruch, a „Błękitny Zamek” tyle osób mi polecało, że chyba coś musi być na rzeczy ;)
Mbmm: dzięki :)
Gratuluje stosiku!! Miłej lektury. Ja jestem zmęczona , więc zaczęłabym od „Kochanic króla”, a „Błękitny zamek ” zawsze poprawia mi nastrój.
Szamanka30: „Kochanice…” kuszą i odstraszają gabarytami ;)
no więc jak Wiesz, ja się zachwyciłam „Sztuką bycia Elą”, „Zły”, hmmm, mam mieszane uczucia. Taka kultowa książka i niby OK, a jakoś mnie podczas lektury nieco drażnił, mimo, że ogólnie, to oceniam dobrze…”Kwas siarkowy” też mi się podobał.
„Miłość zimniejsza od śmierci”, to taka książka, która na zawsze w pamięci mi zostanie. Pozytywnie oceniam ją również.
„Błękitny Zamek”, to jedna z najukochańszych lektur mojego dzieciństwa;))
Chiaro moja droga, to Ty pierwsza zwróciłaś moją uwagę na „Błękitny zamek” :) Tyrmand strasznie mnie ciekawi właśnie przez tą domniemaną kultowość. Trochę sobie o nim poczytałam i stwierdzić muszę, że musiał być nieźle zakręconym człowiekiem. „Ela” chyba będzie nowy blogowym hitem ;) Jak zwykle nie wiem za co mam sie zabrać.
zrób karteczki i losuj;)\
jak to ja zwróciłam Ci na niego uwagę?? Kiedy?? Kompletnie nie pamiętam…
Z karteczkami może wcale nie jest to taki zły pomysł ;) A „Błękitny zamek” polecałaś mi w zeszłym roku przy okazji „Ani z Zielonego Wzgórza” :)
skleroza, czy co?:)
Tyrmand był kultowy w swoim czasie, teraz tylko powtarza się opinie, bo tak wypada.Ciekawa jestem, co tkwi w Sztuce bycia Elą gorąco zachwalanej przez Chiarę. Pewnie czas, by się z nią zapoznać.Z przyjemnością przeczytam Twoją recenzję.
A poza tym miła różnorodność na stosiku i okolicy okołostosikowej;)
Chiara: :)))
Nutta: Tyrmand ciekawi mnie coraz bardziej po Twojej wypowiedzi ;) I sama jestem ciekawa cóż takiego jest w Eli ;) Obiecuję recenzję już wkrótce.
Świetne te Twoje łupy Zosik:) Z powyzszych przeczytałam dotychczas „Sztukę bycia Elą”, która podobnie jak Chiarze bardzo mi się podobała:)) Miłego czytania;)
Foxinaa mam nadzieję, że mi również „Ela” się spodoba :)
Skończyłam Sztukę bycia Elą (się mi podobało bardzo) i rzeczywiście to powinien być (i już chyba jest) blogowy hit ;))) Lodga nic nie znam, choć to dziwne, bo przecież pisze powieści z nurtu campus novelist, co powinno mnie od razu zelektryzować. A tu jakoś brak prądu… Poczekam na Twoją recenzję ;)
A „Błękitny zamek” uwielbiam. Miłej lektury
To może w takim razie „Sztukę bycia Elą” w weekend trzepnę? Hmm… Te dylematy. Fakt, pogoda tak obrzydliwa, że nie pozostaje nic innego jak zagrzebać się z jakimś dobrym jedzonkiem i książką w domowych pieleszach czego i Tobie życzę Inblanco :)
imponujący stosik. Często widzę na blogach. Ja nie planuje, bo potem za dużo zmian ……. Ciagle znajduję cosik nowego. Pzdr
Be.el to też jest jakaś metoda :) Swoją drogą niezwykle racjonalna :)
ach, jak ja Ci zazdroszczę „Kochanic króla”…
Mówisz? ;)
Ja chciałam czytać „Kochanice króla”, ale właśnie się złamałam i obejrzałam film, a zaraz po filmie książek czytać nie lubię. Ale lubię ogólnie te historyczne czytadła Philippy Gregory, więc pewnie i to jest niezłe:)
„Sztuka bycia Elą” mnie też kusi, skoro już wszystkie blogerki ją czytają, to nie będę chyba czarną owcą;)
Nie znam „Miłości zimniejszej od śmierci”, ciekawa jestem, co to za książka.
A, a książki Fforde są przeurocze, tylko niestety wydawca zaprzestał tłumazenia kolejnych tomów na język polski. Ukazały się chyba dwa? A po angielsku jest ich znacznie więcej…
Ogólnie bardzo zachęcający zestaw:)
Padma też widziałam „Kochanice króla” i właśnie film zachęcił mnie do sięgnięcia po książkę (te zwroty akcji nagłe i acz niespodziewane). „Sztukę bycie Elą” już przeczytałam, a na Fforde mam coraz większą chrapkę po tych wszystkich zachwytach, których mi tu nie szczędzono.