Szczerzę wyznaję, iż twórczość najbardziej znanej (i chyba też najlepszej) kanadyjskiej pisarski znam w stopniu dość mocno umiarkowanym. Spod jej ręki wyszło lekko licząc kilkadziesiąt książek, nie tylko powieści, ale i tomiki poezji czy zbiory opowiadań, a „Kobieta do zjedzenia” to dopiero trzecia powieść Atwood, którą przeczytałam (i od razu dopowiem, że na pewno nie ostatnia), która zresztą zajmuje w tym towarzystwie szczególne miejsce, jako że to właśnie nią Kanadyjka zadebiutowała w 1969 roku.
Czterdzieści lat to szmat czasu dla powieści, zwłaszcza jeśli ta jest literacką wprawką, dlatego tym bardziej ucieszył mnie fakt, że „Kobieta do zjedzenia” zupełnie się nie zestarzała i co chwilę zadziwia swą nowoczesnością i świeżością, która sama w sobie nie jest zbyt budującym doświadczeniem, jako że Atwood przełamując klisze myślowe i idąc pod prąd, stworzyła powieść o poszukiwaniu tożsamości, o odwiecznym dylemacie: być czy mieć, co w przypadku głównej bohaterki – dwudziestokilkuletniej Marian – przybiera formę niemalże hamletycznego dylematu: być sobą czy nie być sobą? I, co jeszcze ciekawsze, co to znaczy być sobą?
Margaret Atwood skupia się wokół społecznych oczekiwań tudzież presji wywieranych na kobiety, a zwłaszcza kwestii przymusu zamążpójścia, bo jak przekonuje pisarka to zasadniczo jedyna droga czy może raczej warta zachodu perspektywa dla młodych dziewcząt: pracujących na stanowiskach nieadekwatnych do swego wykształcenia, pozbawionych innych interesujących alternatyw czy szans na samorealizację. Zresztą Atwood w „Kobiecie do zjedzenia” dzieli swe bohaterki na te, które dały się zaobrączkować i te, które dopiero do tego stanu aspirują, przy czym tych drugich jest zdecydowanie więcej, a pośród nich nasza Marian, która wkrótce ma poślubić swego konkretnego i poukładanego narzeczonego, ale im bliższy stawał się ten dzień, tym miała coraz więcej wątpliwości, nie tyle związanych z zasadnością zamążpójścia, co raczej z istotą swego istnienia. Bo czy warto poświęcić się dla przewidywalnego, ale i uporządkowanego małżeńskiego kieraciku czy lepiej wybrać wolność, niezależność i siebie? I tak skok w górę na społecznej drabinie zamiast przynieść radość i dumę doprowadził Marian na skraj nerwowego wyczerpania budząc w niej kryzys osobowości, a także jadłowstręt, który pogłębia się aż po zaskakujący akt katharsis w finale.
Atwood bawiąc się figurą narratora wspaniale oddała zagubienie dziewczyny, która im bardziej zbliżała się do ślubu tym coraz gorzej czuła się sama z sobą, co udatnie podkreślono poprzez narrację przeskakującą z pierwszoosobowej w trzecioosobowego podglądacza nieszczęsnej Marian, coraz bardziej wycieńczonej brakiem jedzenia i niemożnością dogadania się z samą sobą. Nie sposób tu zresztą przemilczeć feministycznego wydźwięku powieści, która jest wciąż aktualnym ostrzeżeniem przed zbytnią rezygnacją z siebie. Jak widać skutki takowej mogą być zgubne.
Polecam bez wahania, bo to bez wątpienia interesująca lektura.
Ocena: 





Może Cię również zainteresuje:
- Bogate biedactwa 10/03/2011
- „Dziewczyna z zapałkami” Anna Janko 04/03/2009
- „Aparat, który dała mi matka” Susanna Kaysen 19/07/2008
- „Wpadka” Rebecca Eckler 24/06/2009
- „Kołysanki dla małych kryminalistów” Heather O’Neill 16/04/2009
- „Dom z obserwatorium” Edward Carey 30/09/2009
- „Historia małżeńska dla dorosłych” Radosław Antczak 06/04/2009










Nie czytałam ani jednej jej książki – jeszcze. Pierwszy raz spotkałam się z nią w wywiadzie dla ‘Wysokich obcasów’. Wywiad ma kuszący tytuł ‘Wnuczka czarownicy’, jeśli by Cię interesował, to mogę go przeskanować
Niedobrze! To znana autorka swego czasu – zwłaszcza po ekranizacji Opowieści podręcznej przez Volkera Szlendorfa { grają Natasha Richardson, Aidan Queen, Faye Dunaway, Robert Duvall}. Dobra jej książką jest Kocie oko oraz Dzikość życia {opowiadania}. Czytałyście coś Joyce Carol Oates?
http://www.owtoad.com/home.html
WYWIAD JEST TU:
http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,5046127.html
No ciekawie… dopisuję ją do listy ;)
Atwood czytałam tylko „Penelopiadę”, która mnie specjalnie nie zachwyciła, ale „Kobieta do zjedzenia” brzmi ciekawie. Joyce Carol Oates czytałam „Szalone noce! Ostatnie chwile wielkich mistrzów” ;)
Ja Oates Bestie przeczytałam. Polecam Amerykańskie apetyty także jej autorstwa i chyba czas najwyższy za dzieło sztandarowe tej autorki się zabrać czyli za Blondynkę!
http://jco.usfca.edu/
Krepinska polecam zatem Twej uwadze Twórczość Margaret Atwood :-)
Niebieski ptaku znam „Opowieść podręcznej”! Jak miałam tak ze 12-13 lat obejrzałam ekranizację Schlendorfa i po prostu wbiła mnie w fotel. Na studiach przeczytałam pierwowzór Atwood i wciąż uznaję go za jedną z bardziej porażających wizji totalitaryzmu. Na półce mam „Panią wyrocznię”, a i z innymi książkami Atwood nie ma problemu, są powszechnie dostępne co mnie cieszy bardzo. Oates nie czytałam nic, ale myślę, że wkrótce to nadrobię. Jest kilka jej powieści, które żywo mnie intrygują na czele z „Córką grabarza”.
Ktyta a może być upubliczniła tą swoją listę?
Lilithin a mi się „Penelopiada” nawet podobała, zwłaszcza w porównaniu z pozostałymi dziełami z serii mity ;-)
Atwood jeszcze nie miałam przyjemności poznać, ale po Twojej recenzji widzę że powinna mi się podobać. Muszę to nadrobić :)
A Oates polecam ‘Mama odeszła’ lub ‘Wodospad’, moim zdaniem znaczne lepsze od ‘Córki grabarza’ :) A ‘Blondynkę’ też chetnie bym przeczytała :)
Atwood lubię, polecam jej „Grace i Grace”, „Okaleczenie ciała”, „Wynurzenie”. Jednak moją ulubioną kanadyjską pisarką jest Alice Munro. Cieszę się, że wreszcie wyszła po polsku „Uciekinierka”.
A co do Oates, mogę gorąco polecić „Dziewczynę z tatuażami”, „Gwałt.Opowieść miłosną”, „Ostatnie dni”, „Czarną dziewczynę, białą dziewczynę” i „Córkę grabarza”.
Nie czytałam jeszcze Atwood, ale teraz wezmę pod uwagę. Już wielokrotnie o niej słyszałam, ale w ręce jeszcze mi nie wpadła.
Odbieram jutro Uciekinierkę z Merlina!
Brzmi ciekawie. Nie znam twórczości Atwood, ale również stawiam na kobiecą samodzielność, co sprawia, że muszę się z „Kobietą do zjedzenia” zapoznać. Pozdrawiam ;)
Aklat zapisałam tytuły :-)
Hypati-a a masz, nawet o niej nie słyszałam, ale już zapisuję nazwisko i tytuł i będę szukać. Czy coś jeszcze Alice Munro przetłumaczono na język polski?
Kalio poszukaj w bibliotekach. Sporo jej powieści ukazało się na przestrzeni lat po polsku, niektóre miały nawet po kilka wydań, więc raczej nie ma większego problemu z dokopaniem się do nich.
Niebieski ptaku :-)
Justyna polecam :-)
U mnie ta autorka jest na liście planowanych do przeczytania. Na razie postanowiłam jedną z jej książek wystawić, żeby ktoś z czytelników się nią zainteresował i przygarnął (pracuję w bibliotece). Wybrałam właśnie „Kobietę do zjedzenia”.
A tak nie na temat to ciekawa jestem co o tym myślisz: http://stara-szafa.blogspot.com/2009/07/czasem-przyplacze-sie-taki-pomys-i-nie.html
Ja odpowiem jeśli można! Uciekinierka jest pierwszą książką wydaną u nas pani Munro -wielka szkoda bo dorobek interesujący ta pani ma! Ktoś zaspał ale oby była to zapowiedź zmian i więcej książek pani Munro na nas spadło!
Lubię Atwood choć tej akurat nie czytałam ale nawet jest dostępna w bibliotekach.
Miałam swego czasu na nią fazę.
Pisałam też recenzję u siebie jej Ślepego Zabójcy.
Mnie bardzo interesuje czy ta ksiazka (swietna zresztą) jes nadal tak samo aktualna w Kanadzie jak nas. mam niejasne podejrzenie, ze to my jestesmy w punkcie w ktorym tam kobiety byly te 40 lat temu. Smutne to, ale trzeba spojrzec prawdzie w oczy. A Padure wlasnie przyniosłam do domu dwa dni temu :). A jesli na polce masz Panią Wyrocznię, to polecam siegnac po nia jak najszybciej, bo to najlepsza ksiazka Atwood jaką czytałam :)
Alice Munro otrzymała tegoroczną literacką Nagrodę Bookera dla obcokrajowców, więc mam nadzieję, że wkrótce w księgarniach pojawi się więcej tłumaczeń.
Karolina. ja już znasz moje zdanie w tej sprawie :-)
Niebieski ptaku kto wie. Czasem wydawcy potrafią nas nieźle zaskoczyć.
Judytto zaraz sobie jej poszukam na Twoim blogu
Peek-a-boo a wiesz, że jest to dobre pytanie? Wydaje mi się (ale tylko wydaje), że oni mogą to mieć to już za sobą, ale my niekoniecznie, choć nie sądzę, aby u nas 40 lat temu było inaczej? Hmm, niezły temat do socjologicznych rozważań. Padure zaraz skończę czytać. Nie powiem, że mnie rzucił na kolana, ale czytało się to to nieźle.
Hyypati-a dzięki na newsa. Mnie literackie nagrody zbytnio nie interesują, więc nie dziw się, że ten fakt mi umknął :-)
Na Atwood swego czasu mialam niezla faze, czytalam nawet poezje i zbior tekstow dziennikarskich ;) Po latach z czystym sumieniem moge polecic ‘Slepego zabojce’ oraz ‘Zbojecka narzeczona’ – te ostatnia ostatnio fajnie zrecenzowala hanyszka:
http://lampaifotel.blogspot.com/2009/06/margaret-atwood-zbojecka-narzeczona.html
A jak sie spodoba to ‘Kocie oko’, ‘Grace i Grace’ i ‘Opowiesc podrecznej’. Dziewczyny na studiach (anglistyka, wiec wkrecone bylysmy wszystkie ;)) zachwycaly sie tez ‘Pania wyrocznia’, choc mi osobiscie nie podeszla…
Goraca :-) Witaj! „Opowieść podręcznej” już czytałam. Zrobiła na mnie duże wrażenie. Pozostałe tytuły mam zapisane i szukać będę w bibliotekach, bo Atwood nie jest autorką, którą koniecznie muszę mieć ;-)