Weekend okazał się niezwykle aktywny czytelniczo, ale zanim napiszę co nieco o „O kotach” Doris Lessing oraz „Sztuce bycia Elą”, zaległa lekturka z minionego tygodnia.
Malutką powieść Sylwii Chutnik czytałam z nieco mieszanymi uczuciami, które wynikały przede wszystkim z mego ambiwalentnego stosunku do wszelkich narracyjnych bajerów i chropowatej stylistyki. Nie miałam dotąd wiele styczności ze współczesną polską literaturą, ale gdy już się na coś skuszę, trafiam niemal zawsze na prozę pisaną w ostentacyjnie udziwnianym stylu z szarpaną narracją i ogromną ilością kolokwializmów. O ile na przykład Michałowi Witkowskiemu jestem w stanie wiele wybaczyć (poza tym u niego taka stylizacja ma jakiś konkretny cel, nie jest czczą sztuką dla sztuki), o tyle w przypadku Chutnik (i innych jej podobnych młodych gniewnych literatury polskiej) takie praktyki tylko pogłębiają moją irytację. Kilka lektur starczyło, aby wychwycić pewną zależność. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że rodzimi młodzi pisarze, chcąc być postrzeganymi jako ambitni nonkonformiści, silą się na wymuszoną oryginalność formalną. Zupełnie jakby programowa „chropowatość” była wyznacznikiem wartości książki, a te pisane w przystępniejszej formie, piękną polszczyzną na dzień dobry sytuują się na przegranej pozycji. Mniej więcej 2/3 „Kieszonkowego atlasu kobiet” Chutnik napisała w irytującej manierze, która, jak sadzę, ma pomóc wniknąć w poplątane myśli postaci, ale (na szczęście) są również fragmenty pisane w klasyczny sposób, prostymi słowami i właśnie te wyimki są najważniejsze. Naładowane emocjami w najczystszej postaci. Zapadają w pamięć, jątrzą i puchną, nawet po skończonej lekturze.
To nie jest literatura ładna, lekka i przyjemna. Chutnik dokonuje dekonstrukcji prozy z gatunku chick lit, zastępując jej różowe przesłanie, szarymi obrazkami z życia trzech kobiet i jednego paniopana, których łączy to samo imię oraz miejsce zamieszkania – przedwojenna kamienica na warszawskiej Ochocie. Każda z postaci, której poświęcono osobny rozdział – nowelkę, jest typem outsidera, odmieńca, który nie mieści się ścisłych prawidłach współczesności. Przełamuje schematy przez co nie pasuje do społeczeństwa. Dobrowolnie usuwają się na bok, w świat swych marzeń, które nie ogniskują się (jak to bywa w kobiecej literaturze) wokół znalezienia idealnej miłości. Dla Czarnej Mańki sensem istnienia będzie posiadanie dziecka, dla sędziwej pani Marii najważniejsze jest pogodzić się ze swymi wojennymi doświadczeniami. Pan Marian pielęgnuje w sobie kobiece skłonności wbrew otoczeniu, które za wszelką cenę chce go zdefiniować, przyporządkować do czarnobiałej kwalifikacji. Najmłodsza Marysia to jeszcze łobuziara i młodociana socjopatka, która marzy o tym, aby siać zniszczenie w poukładanym świecie.
„Kieszonkowy atlas kobiet” oskarża współczesną kulturę, w której dużo się mówi o tolerancji i szacunku wobec inności, ale są to tylko górnolotne słowa bez pokrycia. Odmienność bowiem budzi lęk, zagraża ustanowionemu porządkowi. Chutnik obnaża myślowe klisze, którym, w owczym pędzie, wszyscy mimowolnie się poddają. Reporterski, powściągliwy styl, garść ciekawych społecznych obserwacji (scenki w urzędzie albo w poczekalni u lekarza – kwintesencja polskiej biurokracji i wzajemnej nieżyczliwości) i nade wszystko dopracowana psychologia postaci, które są jakby żywcem wyjęte z warszawskiej ulicy. Pomijając formalne zastrzeżenia „Kieszonkowy atlas kobiet” zasługuje na uznanie jako nietuzinkowa opowieść o współczesnej kobiecie. Książeczka bardzo feministyczna, może odrobinę wydumana, ale jednak to debiut, a debiutantom można sporo wybaczyć. Zwłaszcza tym interesującym.
[edit] Sylwia Chutnik też ma swojego blogaska (uwaga! wali po oczach wściekłym różem). A TUTAJ do poczytania wywiad z pisarką.
Może Cię również zainteresuje:
- „Uwikłanie” Zygmunt Miłoszewski 02/06/2008
- O włos 17/08/2010
- „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna Szczakowej” Michał Witkowski 03/02/2008
- „Lala” Jacek Dehnel 06/01/2009
- „Stadion. Diabelskie igrzyska” Ify Nwamana 04/06/2009
- „Widma w mieście Breslau” Marek Krajewski 02/11/2007
- „Domofon” Zygmunt Miłoszewski 27/03/2008









