Zabrałam „Pianistkę” do pociągu ;)
Wczoraj na szybko przeczytałam kilka stron i odważnie spakowałam do torebki. Zobaczymy co z tego wyniknie, tym bardziej, że moje dotychczasowe starcia z panią Jelinek miały przebieg dość burzliwy i póki co zakończyły się remisem.
„Amatorkami” byłam zachwycona, ale przy „Wykluczonych” sama poczułam się wykluczona z hermetycznego świata Elfriede i spasowałam po kilkudziesięciu stronach. Teraz przyszła pora na ostateczny pojedynek. Dogrywkę. Tylko my dwie i „Pianistka”. Kto wygra? Kto tym razem zatriumfuje?
Gwoli ścisłości dla tych, którzy prozą Jelinek się jeszcze nie skalali: jej się nie czyta tak po prostu, szybko i dla przyjemności. Jelinek się nie pochłania w jednym kęsie, Jelinek się żuje, przeżuwa, nadtrawia i dopiero przełyka. Długo, powoli i z namaszczeniem. Inaczej się nie da.
Więc zabieram się za żucie kawałka „Pianistki” ;) Trzymajcie kciuki bym się (a tfu tfu) nie poddała.
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)










Strawisz ją napewno! To kawał krwistej i smacznej literatury. Ja „Pianistkę” czytałam na studiach i mnie Jelinek wciągnęła w swój brudny i lekko wyuzdany świat.
Ja przebrnęłam przez ,,Pożądanie”, ale ,,Żądzę” zostawiłam na przyszłość. Jelinek mnie ogromnie fascynuje, podziwiam jej styl, ale częstokroć czuję sie jak przepuszczona przez wyrzymaczkę.
Matylda: Masz rację :) 2/3 za mną.
Paulinkowepole: Biorąc pod uwagę jaki entuzjazm wzbudza we mnie „Pianistka” (jednak) nie wykluczam, że wrócę do „Wykluczonych”, a i „Pożądanie” kusi ;)