Świetna książka! (z jak najbardziej zasłużonym wykrzyknikiem). I bynajmniej nie jest to instrukcja obsługi aparatu fotograficznego (co mógłby sugerować tytuł, zaczerpnięty z bunuelowskiej „Viridiany”), ale piekielnie inteligentna i dowcipnie spisana historia choroby… pochwy Susanny Kaysen. Zniesmaczonych chciałabym poinformować, że nie zdarzyło mi się czytać książki dotykającej sfery tak intymnej, a napisanej w sposób tak wyzuty z wulgarności. A wagina, zupełnie jak nerka, śledzona czy inny narząd, daje znać o swym istnieniu dopiero w momencie, gdy szwankuje.
Sutanna Kaysen, znana bliżej jako autorka autobiograficznej „Przerwanej lekcji muzyki” ze swadą i OGROMNYM dystansem do samej siebie, spisała kronikę odysei po lekarzach i konowałach wszelakiej maści, którzy kolejno załamują ręce nad jej waginą, nie mogąc dojść przyczyny bólu uniemożliwiającego normalne funkcjonowanie (w tym noszenie spodni i jazdę samochodem – tak dla lepszego zobrazowania rangi problemu). Autorka z podziwu godną determinacją (ale i z pewnym powątpiewaniem) poddaje się kolejnym, coraz bardziej kuriozalnym, formom terapii, włącznie z tresurą pęcherza i moczeniem zadka w herbacie, a w wolnych chwilach konsultuje wszystkie swe decyzję z bandą rozgadanych przyjaciół oraz, przejawiającym skłonności do seksoholizmu, chłopakiem.
W „Aparacie, który dała mi matka” nie ma ani krzty wulgarności za to sporo specyficznego uroku. Kaysen traktuje swoją pochwę niemalże po lekarsku – jak przedmiot, który niedomaga, więc trzeba go naprawić. I właśnie na przekór temu, jej medyczna odyseja nabiera humanistycznego wymiaru i niepostrzeżenie zmierza ku pytaniom czym jest kobiecość i na czym polega jej zagadkowość? W obliczu choroby bowiem wszystko ulega swoistemu przewartościowaniu, co Kaysen opisuje z niebywałym poczuciem humoru. Znakomita książka, zabawna i wieloznaczna. Czyta się jednym tchem, po to aby nagle ocknąć się z pytaniem „Jak to? To już koniec? Jak?”.
Może Cię również zainteresuje:
- „Kobieta do zjedzenia” Margaret Atwood 22/07/2008
- Biedna Lily Bart 29/07/2010
- „Straszne historie o otyłości i pożądaniu” Anna Fryczkowska 30/08/2008
- Być może rozczarowanie roku 27/07/2011
- Ci wstrętni, pretensjonalni faceci! 31/07/2010










Intrygujace, czego to ludzie nie wymysla? A raczej – wszystko nadaje sie na temat ksiazki :) Mnie jednak nie kusi, nawet, jesli – jak piszesz – ksiazka jest swietna :)
Akurat mi wpadła w ręce przez zupełny przypadek i wciąż jestem zachwycona. Po nudach „Rozmyślań przy makijażu” czytanie Kaysen było wyjątkowo ożywczym doświadczenie.
Dla mnie to chyba zbyt awangardowe ;)
Zosik, wiesz, że dzisiaj na Polsacie emisja kolejnego Wallandera? O 23.10.
Ja będę oglądać:)))
O dzięki za cynk Inblanco :)
„Przerwana lekcja muzyki” w wersji filmowej mi się bardzo, bardzo podobała. I nawet ta przereklamowana Angelina J. mi nie przeszkadzała…;-)
A na okładce „Aparatu…” to co to niby ma być? Ja się domyślam z kształtu, ale dla mnie to ciut niesmaczne.
Matylda nie wiem i się tylko domyślam ;) Załóżmy, że to kwiatek ;) Z daleka nawet wygląda, jak kwiatek :)
Wiesz, jak się wczytałam w Twoją recenzję to dopiero wtedy zanalizowałam dokładniej okładkę- na pierwszy rzut oka wygląda faktycznie jak kwiatek:)Kurczę- tak sobie teraz uświadomilam, ze niby jestem taka otwarta na świat, taka humanistka, że niby nic co ludzkie nie jest mi obce, ale ciągle czuję lekkie zażenowanie, jak mam się wypowiadać na TAKIE tematy. Może muszę czytać więcej takich recenzji…hihi.Pzdr
Albo poczytać „Aparat…”, nie ma tu czego demonizować. Pewnie gdyby Kaysen pisała o nerce nikt nie czułby się zażenowany, ale jest feministką wiec bez ogródek opisuje historie choroby waginy.
Hmm, ja zażenowania wogóle nie odczuwam. Co więcej myślę, że książka by mi się podobała. Jeśli wpadnie mi w ręce, chętnie przeczytam.
Aniu polecam :) Bardzo jestem ciekawa innych opinii :)
Ta choroba teraz się już przynajmniej nazywa. Vulvodynia.
Czytałam wszystkie książki Keysen i tą jak i innymi jestem zachwycona;)