Szeregowiec Tamura uda się niezwłocznie do szpitala i, jeśli nie zostanie tam przyjęty, popełni samobójstwo. [s. 9] Mówiąc krótko: Witaj w Japonii. Kraju dziwnym, ale i fascynującym, zwłaszcza gdy da mu się szansę i trochę na temat jego (ekscentrycznej) obyczajowości poczyta.
„Ognie polne” to wyważona i mądra książka. Podobno jedna z najważniejszych w japońskiej powojennej literaturze i przypuszczam, że gdyby Polska była Drugą Japonią (jak chciał pewien były prezydent), Shohei Ooka wszedłby do kanonu literatury szkolnej. Chcący – niechcący bowiem wdepnęłam w powieść rozliczającą z okrucieństwem II wojny światowej, która dla Japończyków była bardzo niechlubnym epizodem. Ooka z obezwładniającą szczerością opowiada o kolejach szeregowca Tamury, który był zbyt zdrowy, aby kwalifikować się do lazaretu i przy okazji zbyt słaby by móc walczyć na froncie. Staje się tym samym człowiekiem niepotrzebnym, dobrowolnym wyrzutkiem, któremu nie przysługują racje żywnościowe. Skazany na siebie, Tamura błąka się po jednej z wysp filipińskiego archipelagu. Wydawca (ha! Już w 1959 roku wiedziano, że reklama dźwignią marketingu) to błąkanie, na pożółkłym karteluszku, który wypadł spomiędzy stronic, określa jako: Przygody samotnego rozbitka z wojny amerykańsko – japońskiej na Filipinach. W istocie do powieści przygodowej „Ogniom polnym” daleko, chyba, że uznamy za przygodę samotną walkę z głodem, niepewnością, własną dumą i słabością pośród obłędnej filipińskiej przyrody. Przy czym jest to walka wyzuta z jakiejkolwiek ekscytacji towarzyszącej przygodom. To raczej znój codzienności rozbitka, wypełnionej dramatycznymi próbami pozyskania pożywienia. Głodny Robinso Crusoe na wojnie.
Człowiek głodny to człowiek zły, słaby, zdeterminowany, aby jeść. Za wszelką cenę. Posuwający się do ostateczności. Powieść Ooki, luźno oparta na jego własnych wojennych wspomnieniach, pokazuje do czego zdolny jest człowiek postawiony wobec głodu, jak bardzo jest w stanie się upodlić, aby przeżyć. To głęboko pesymistyczny głos osoby, która nie wierzy w humanizm. Osoby, która jest tylko bezwolnym trybikiem w wojennej maszynerii i jedyne czego chce to przeżyć. Po prostu.
Szczerze – nie miałam ochoty na czytanie „Ogni…”. Zdecydowanie nie czas i nie okoliczności przyrody na czytanie literatury takiego kalibru (i bynajmniej nie mam na myśli objętości), ale zobowiązanie wobec wyzwania mnie zobligowało do podjęcia próby. Wiedziałam za co się biorę (polecam znakomitą ekranizację w reżyserii Kona Ichikawy), więc mroczny finał nie był dla mnie żadnym zaskoczeniem. Poza tym książka jest bardzo dobrze napisana, a jednak męczy. „Ognie…” to uciążliwa lektura, wymagająca skupienia, którego na próżno szukać w rozgrzanym do czerwoności autobusie albo pośród wrzeszczącej dziatwy z sąsiedztwa. Dlatego książka Shohei Ooki spłynęły po mnie bez głębszej refleksji i szczerze cieszę się, że mam je za sobą. Wywiązałam się z zadeklarowanej listy lektur (!!! słomianemu zet mówię nie) i mogę w nagrodę delektować się Murakamim. Taką Japonię to ja lubię.
Może Cię również zainteresuje:
- Tylko dla wielbicieli 16/09/2011
- Ojciec narodu i gwiazda 30/12/2010
- „Doktor Glas” Hjalmar Soderberg 06/09/2008
- „Doktor Żywago” Borys Pasternak 24/11/2009
- „Złodziejka” Sarah Waters 06/12/2008
- Ponownie skonfundowana 27/01/2011
- „Trzeci człowiek” Graham Greene 29/09/2008










Gratuluję wypełniania planu:)
Ja machnęłam ręką na zadeklarowane książki i powędrowałam ścieżkami dotychczas mi nieznanymi:)
Tak też można :) Ale tym razem chciałam być w 100% konsekwentna i ku mej wielkiej radości stwierdzam, że się udało. Czekam niecierpliwie na Twoje podsumowanie wyzwania, bo z tego co pamiętam Mbmm przeczytałaś tego całkiem sporo :)
Mam tę książkę. Kupiłam ją wiele lat temu u ulicznego sprzedawcy.
Opowieść wżyna się w pamięć. Autorka recenzji ma rację – jest ciężka, każe zastanowić kim tak naprawdę jest człowiek. Dla mnie lektura była tak przerażająca, że nigdy nie sięgnęłam po nią ponownie.
Normalniejsza witam :) Podobnie, jak Ty nie mam zamiaru powracać do „Ogni…”. Zbyt ciężkie i zbyt przygnębiające.