„Na wyspę – teraz” Janet Frame

Janet Frame z powodzeniem mogłaby pisać bloga. I bynajmniej nie chcę w jakikolwiek sposób umniejszać jej literackim zdolnościom. Odwrotnie, myślę, że ów blog potencjalnie mógłby cieszyć się dużą popularnością. W czasach, gdy pamiętniki zostały odtajnione i każdy może pisać o wszystkim, Frame, ze swoim niezwykle prostym stylem, czułaby się niczym ryba w wodzie, mogąc uświęcać po kawałeczku swoją codzienność na łamach wirtualnego dziennika. Pierwszy tom autobiografii nowozelandzkiej pisarki, po który sięgnęłam w ramach wyzwania 6 kontynentów, jest bowiem pięknym zapisem „nie-do-końca-pięknego” dzieciństwa pośród bujnej nowozelandzkiej przyrody, ale również, co znamienne w kontekście dorosłych lat Frame, próbą określenia swej tożsamości, dopasowania do rzeczywistości, do której się nie pasuje, a przed którą broni się przywdziewając rozmaite maski.

W bezdomności czasu dojrzewania, kiedy nie potrafiłam wyznaczyć sobie drogi, ochoczo mościłam sobie gniazdko „inności”, uwite przez otoczenie, jednak umeblowane przeze mnie. Bo przecież przez dwa minione lata wypróbowywałam niejeden sposób „bycia” – rozchichotanej dziewczyny, wprawiającej innych w śmiech dowcipnymi wierszami, mimiką, zagadkami, matematycznymi sztuczkami (…), a nawet próbami brzuchomówstwa; a teraz egzystowałam w domu mając jakiś prestiż, ale marne samopoczucie. [s. 136].

Nie jest tajemnicą, że Janet Frame przez lata zmagała się z chorobą psychiczną, a zwiastuny niemożności zdefiniowania siebie, widoczne były już w czasach jej wzrastania, w wielodzietnej rodzinie kolejarza i niespełnionej poetki. W rodzinie być może prostej i ubogiej, ale wierzącej w magię słowa i potęgę wyobraźni. Co zabawne, Frame co i rusz utyskuje na swój (domniemany) brak wyobraźni i skłonności do melancholii oraz niedostatek prawdziwie tragicznych wydarzeń w swym otoczeniu (zejście kota się nie liczy). W dziecinnym mniemaniu autorki, bez spełnienia tych trzech warunków nie można było być poetą. Czas zweryfikował jej przekonania, obdarowując ją umiejętnością lapidarnego opisywania tego co widzi dookoła. Dlatego „Na wyspę – teraz” to raczej uroczy drobiazg niż powieść w pełnym znaczeniu tego słowa. Przedsmak kolejnych dwóch części autobiografii, po które z zainteresowaniem wkrótce sięgnę.

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii (auto)biografie i wspomnienia, Antypody, Lekturki, Piękna i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „„Na wyspę – teraz” Janet Frame

  1. chihiro UNITED KINGDOM pisze:

    A czy ogladalas film nakrecony przez Jane Campion na podstawie wszystkich trzech czesci? Ksiazek nie czytalam, ale film widzialam w zeszlym roku i nawet gdzies na blogu zamiescilam recenzje – srednio pochlebna. To po prostu nie sa moje klimaty.

  2. zosik POLAND pisze:

    Widzialam film i szczerze to srednio przypadl mi do gustu. Wolę „Fortepian”. Książkę się lepiej czytało, choć początki strasznie mnie wnerwiały ze względu na infantylny styl opisów krzaczków i innych roślinek. Na szczęście potem się rozkręca :)

  3. otyliamond GERMANY pisze:

    a ja film widzialam daaaawno temu i pamietam, ze wtedy bardzo mi sie podobal, chetnie obejrzalabym go ponownie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>