Jedną z najprzyjemniejszych rzeczy towarzyszących obcowaniu z literaturą (zwłaszcza tą o zacięciu społeczno – obyczajowym) jest możliwość osobistej weryfikacji tego co „autor miał na myśli”. Bardzo lubię, gdy treść w jakiś sposób koresponduje z rzeczywistością, a opisane miejsca faktycznie funkcjonują w tak zwanym realu. Pod tym względem „Domofon” Zygmunta Miłoszewskiego bije niemal wszystkie moje lekturki na łeb (może poza „Przystankiem śmierć” Tomasza Konatkowskiego, który jest wprost idealnym przewodnikiem po różnych podłych i jeszcze podlejszych zakamarkach stolicy). Miłoszewski tak podziałał na moją wyobraźnię, że uznałam, że muszę bo się uduszę, jeśli nie zobaczę słynnego blokasa przy Kondratowicza 41.
Szczerze? Myślałam, że będzie bardziej posępnie.
Dzielnym reporterom udało się wedrzeć do środka ;)
Specjalnie dla Was sfotografowali słynną windę. Prawdę mówiąc wygląda zupełnie zwyczajnie.
Czy istnieje coś czego na Kondratowicza się nie zabrania?
Lokalne mądrości ludowe ;)
Teraz dzielnym reporterom marzy się Ystad ;) Albo „extravirginianskie” Diano San Pietro? Albo coś jeszcze zupełnie innego.
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)










O, to już i ja wiem, jak wygąda ponury blok z powieści Miłoszewskiego:)
Mbmm do usług i polecam się na przyszłość :)
Ja jakoś też sobie wyobrażalam ten blok jako bardziej posępny, tajemniczy, brudny i szary:)
A wiesz, może to kwestia światła… Być może w listopadowej słocie wygląda mroczniej ;)
Fajnie tak zobaczyć na własne oczy:)
Fajnie, fajnie :)
Fenomenalny reportaż! Kiedy czytam powieści, również mam nieodpartą chęć podążenia śladem ich bohaterów. Bo tak jak Judytta mówi, fajnie jest zobaczyć wszystko na własne oczy. Szkoda tylko, że nie zawsze się tak da ;)
Właśnie, szkoda. Miłoszewski jest świetny w opisach różnych warszawskich zakamarków, a mając świadomość, że bloki na Kondratowicza faktycznie istnieją po prostu musiałam się tam udać (podobnie, jak w kilka miejsc opisanych w „Przystanku śmierć”).
Jestem zauroczona stylem Miłoszewskiego od kiedy przeczytałam w Newsweeku jego artykuł na temat nienawiści jako narodowej cechy Polaków. Facet ma świetne pióro i trzymam kciuki, żeby sie rozwijał jako pisarz. „Domofonu” jeszcze nie przeczytałam, z braku nastroju na mroczne klimaty ;)
Liska witaj :) Uwielbiam podczytywać Twojego kulinarnego bloga. „Domofon” polecam bez dwóch zdań. Przyznać muszę, że długo nie miałam w rękach „Newsweeka”, więc w ogóle z głowy mi wypadło, że przecież on na życie w nim zarabia. Pozdrawiam :)